Budzę się w pustym łóżku, co wyjątkowo wydaje się zbawienne. Mam czas, by bez jego obecności przeanalizować sobie wszystko, co się dzieje. Nie podoba mi się moja reakcja na to, jak Inka usiadła Darkowi na kolanach, ani ciekawość, czy córki Łagrodzkich są jego. Bo mnie to nigdy nie interesowało?
Poza jednym przypadkiem?
Wiecie, że kiedyś byłam zakochana? Ha, jak mu to powiem, to pewnie usłyszę wybuch śmiechu, odbijający się echem w całym wieżowcu. Byłam i uwierzcie, że nie chcę nigdy więcej! Daro wyznaje podobne wartości. Tym łatwiej przyszło mi zaakceptować układ, jaki między nami powstał?
Miłość zniewala, zatraca, a co gorsze – gubi. Po porażce zwanej miłością uciekłam w ramiona Szczytna ze szramą na brzuchu, potem od najfajniejszego chłopaka w życiu, sugerując zdradę z jego kumplem tylko po to, by się odkochał, a dwa tygodnie temu spierdoliłam tu przed kolejnym Alvaro z telenoweli brazylijskiej, czyli podwładnym ojca, bo już zaczął coś do mnie czuć?
Ta, anielska uroda i serduszko diabelskie, ale szczere. Facet sprzed Szczytna skrupulatnie wyleczył mnie z mrzonek o happy endzie i udowodnił, że zakochany facet to zaborczy facet. I to zawsze idzie w parze, wystarczy spojrzeć na siostry Darka. Szczęśliwe, bo nieświadome?
Po oględzinach mieszkania stwierdzam, że jest dziesiąta, czyli złapałam pięć godzin snu. Mamy niedzielę, tak twierdzą w telewizji, za oknem pada pierwszy tej jesieni śnieg, a Darka nigdzie nie mogę zlokalizować. W kuchni odnajduję radio i nastawiam na stację z muzyką disco dance. Słysząc nutę Feduk i Eldzhey Rozovoye vino, pogłaśniam i macham dupą do rytmu, przeglądając szafki. Uwielbiam takie klimaty, a nie jakiś hip hop. W lodówce same niezdrowe żarcie, piwo, wódka, druga wódka – alkoholik i obżartuch. Zero warzyw i owoców, nie wiem, jak udaje mu się utrzymać kondycję, żyjąc tak niezdrowo. Przy mikrofali coca cola i sokogównocośpodobnego. Żal mi jego żołądka, szczerze. No i tak szperam, mrucząc pod nosem, czy znajdę tu jakiś owoc, czy jestem skazana tylko na wodę?
– Zgubiłaś coś?
Aż się wzdrygam, bo palant mnie wystraszył!
– Sztuczną szczękę. – Uśmiecham się bezczelnie.
Cholera jasna! Zamieram widząc jego niewinny uśmiech. Wtedy w policzkach pojawiają mu się te pieprzone dołeczki, które lubię.
Skup się, Izka! To wyrywacz dup! Co jeśli wyczai, że mu się podobasz, zacznie tobą manipulować?
– Różowego wina nie mam – dodaje, nawiązując do piosenki – ale mam to.
Stawia na stole siatkę i zaczyna wyciągać trzy rodzaje zielonych herbat, trzy jabłka, trzy banany, trzy kiwi (on ma coś z tą liczbą trzy, na bank), trzy jogurty greckie, trzy mandarynki (serio, Daro, tylko trzy?) i płatki orkiszowe.
Aż się uśmiecham.
– Zaskoczona?
– Mandarynek mogłeś wziąć więcej – burczę jak dziecko.
– Rób śniadanie i nie marudź, czas nas goni – odbąkuję i zostawia mnie w kuchni.
– A nie pochowasz sobie produktów?! – krzyczę za nim.
– A nie umiesz? – Wychyla się zza winkla. – Zrobiłem zakupy. Czy księżniczce spadnie korona z głowy, jeśli pochowa produkty?
– Nikt ci nie kazał – odpyskuję.
Kiedy wraca, wkurwiony, i znów przybiera minę śledczego na przesłuchaniu, przysuwając się zdecydowanie za blisko, lekko kulę się w sobie w obawie, że coś mi zrobi, bo tak naprawdę nie wiem, jaką ma wytrzymałość psychiczną na dzienny program zołzy. Ja mogę na nim jechać dwadzieścia cztery godziny na dobę.
CZYTASZ
1. REGUŁY I UKŁADY
ActionPierwsza część cyklu "Z wyboru". Kraków. Cykl „Rodzina z wyboru" otwiera historia nadkomisarza Dariusza Struzika, którego możemy poznać na dwóch płaszczyznach: jako aroganckiego i twardego funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego i jako szczerego, emp...
