ROZDZIAŁ 7

16.4K 376 146
                                        

Damon

Love 17 lat, Damon 19 lat

Owinąłem ręcznik wokół bioder, czując, jak para spod pryszniców ogrzewała moje policzki. Ruszyłem leniwie w stronę szafek, które zajmowały prawie całe pomieszczenie, oddzielone ławkami.

Zauważyłem Jasona przy jednej z nich. Ręcznikiem wycierał mokre włosy. W jednej dłoni trzymając telefon, odczytywał coś z niego z lekkim uśmiechem na ustach.

Myślałem, że już dawno zniknął z siłowni, ale najwidoczniej ostatnie dwadzieścia minut spędził w taki sposób.

Podszedłem do swojej szafki, otworzyłem ją bransoletką na moim nadgarstku, a potem wygrzebałem ze środka suche ciuchy. Karton z workiem wewnątrz sprawił, że zatrzymałem się w miejscu, wpatrując się w niego z wahaniem.

Z odrętwienia wyrwał mnie donośny głos Jasona. Chłopak szturchnął mnie ramieniem, więc odwróciłem spojrzenie w jego stronę, unosząc brew.

— Mówiłeś coś? — zapytałem.

Przewrócił ostentacyjnie oczami.

— Pytałem, czy jutro z rana też będziesz tutaj.

Podrapałem się po karku, rozważając jego słowa.

Dzisiaj miała być impreza z okazji urodzin Love, więc nie potrafiłem trzeźwo ocenić tej sytuacji, gdyż nie wiedziałem, jak skończy się wieczór i czy dałbym radę z rana zerwać się z łóżka.

— Zobaczę. — Naciągnąłem na ciało białą koszulkę. Skupiłem na chłopaku uważne spojrzenie. — Dostałeś zaproszenie na dzisiaj?

Jason kiwnął głową.

— Tak, zresztą jak cała drużyna. — Szeroki uśmieszek wykrzywił jego wargi.

Razem z Saintem graliśmy w drużynie z Jasonem. Był najlepszym obrońcą, jakiego moglibyśmy sobie wymarzyć. Bronił bramki równie dobrze jak te groźne psy swoich właścicieli.

Odwróciłem od niego spojrzenie, znowu skupiając się na kartonie wewnątrz szafki. Z zamyśleniem przygryzłem wargę, drapiąc się po szczęce. Kurde. Nie wiedziałem, co zrobić.

Ostatecznie przebrałem się w świeże ciuchy, upychając do torby mokry ręcznik. Modliłem się, żeby szybko wrócić do domu i go wywiesić. Już raz ktoś ukradł mi z szatni ręcznik, podziękuję, aby stało się to ponownie. Od tamtego czasu zawsze brałem je do domu.

Gdy Jason zniknął za drzwiami szatni, westchnąłem z ulgą. Wciąż rozprawiałem nad tym, co zrobić z prezentem Love. To głupie. Nie powinienem nic jej kupować. Ale właściwie przyjechała do swojego brata, który od wieków był moim najlepszym przyjacielem, a ja czułbym się głupio, gdybym w jej urodziny pojawił się z pustymi rękami.

Złapałem spokojny oddech do płuc, a następnie upchnąłem karton do sportowej torby.

Nie. Na pewno nie przyszedłbym tam bez prezentu.

***

Pchnąłem drzwi od mieszkania, wkraczając do środka. Gdy znalazłem się wewnątrz, odetchnąłem z ulgą.

Było dzisiaj doprawdy lodowato, powietrze chłostało w policzki niczym bicz, a zimno wchłaniało się w kości.

Zdjąłem buty z nóg, a kurtkę odwisiłem na wieszak. Wkroczyłem do salonu, zamierając. Poczułem, jak gula podeszła mi niespodziewanie do gardła.

Love leżała wtulona w Sainta, a on obejmował ją ramieniem. Oglądali coś w telewizji, ale najwyraźniej musieli przysnąć.

Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić u siebie. W moim domu nikt nie okazywał sobie miłości, czułości czy troski. Dla ojca i matki byłem pionkiem — przedłużeniem nazwiska, rodu. Cokolwiek oni sobie tam ubzdurali. Najważniejsze dla nich było to, że mieli dziedzica, a wcale się mną nie interesowali.

BORDER 18+ Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz