- Dobra patrol 23s zbierajcie się do sali techników, Mary sprawdź logowanie telefonu pana Antony Matheus - rzekł policjant przez krótkofalówkę.
- Będziemy panią informować - dodał.
- Jadę z wami - powiedziałam.
- Zaburzy to akcję - rzekł.
- Będę w aucie tylko, przysięgam - powiedziałam.
- No dobra, a pan też jedzie by ją pilnować - dodał policjant.
- Mamy lokalizację wysyłam - rzekł głos w krótkofalówce.
- Jedziemy - odpowiedział policjant.
Droga wydawała się niezmiernie długa. Bardzo się bałam.
- Będzie dobrze, jedziemy po nią - rzekł Neymar i chwycił mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się tylko i ścisnęłam jego dłoń. Zatrzymaliśmy się na rozwidleniu dróg. Wszędzie był las.
- Poznaje to miejsce, nieopodal był domek myśliwczy mojego męża i jego kolegów - rzekłam.
Wysiedliśmy z auta i poszliśmy. Po chwili zobaczyliśmy drewniany domek w środku lasu.
- Proszę tu czekać - powiedział policjant i wszedł z patrolem uzbrojonym do domku.
- Policja ręce do góry! - usłyszałam krzyk.
Był strzał, nawet kilka. Z domku wybiegli ludzie. Nikt nie miał Lily. Zobaczyłam w pośród nich mojego męża.
- Tony - powiedziałam do Neymara.
Neymar podbiegł i rzucił się na Tonego. Miał przewagę, bo był silniejszy.
- Gdzie jest dziewczynka? - spytał ostro, przyciskając do drzewa Antonego.
Podbiegłam do nich.
- Gdzie masz Lily?! Jak mogłeś! - zaczęłam wrzeszczeć i uderzać w drzewo obok.
- Emily cholera przestań, nie da się z tobą, potrzebowałem kasy, a ty tylko oszczędzałaś na to dziecko - krzyknął Tony.
- Ona jest chora! - wrzasnęłam.
- Była - powiedział cicho.
- Co? - spytałam i usłyszałam podjazd karetki.
Ratownicy wbiegli do środka.
- Co ty zrobiłeś? - spytałam przestraszona.
Neymar wziął i zaciągnął do domku Tonego i razem ze mną weszli.
Widziałam ratowników przy Lily. Jeden pokręcił głową i tylko odrzekł.
- Stwierdzam zgon, maleństwo nie żyje
