34

51 2 0
                                        

Dwudziestego drugiego maja. Dwunasta wieczorem Hyunjin wiedział, że nie żyje. Mógłby wisieć z włosami związanymi z wachlarzem, który, muszę dodać, miałby swój przełącznik w rękach psotnego potwornego dzieciaka, bo, dzieci są złe! praktycznie mógł sobie wyobrazić, jak macha na pożegnanie swojej duszy, która sama byłaby zbyt wyczerpana, by odmachać, ponieważ krzyczałby jak syrena na dachu radiowozu, latając w kółko i rzucając się w powietrze z tego, co wiedział.
Stał przed ,och, tak gigantyczną bramą, nie pozwalając stopom stracić gruntu na betonowej podłodze, wszystko, co przychodziło mu do głowy, to genialne intelektualne wymówki.
– kim jesteś, żeby osądzać? możesz się zakochać, ale dwie stopy i podłoga nie? – emocjonalna drwina udramatyzowała łzy na końcu defensywnego, wysokiego tonu.
– Życie stóp ma znaczenie, życie podłogi ma znaczenie! – przesadnie podkreślone stwierdzenie zakończyło się westchnieniem; strach kapie w jego kołczanie, rozczarowująco nieskrywany przez „wielkie” dramaty.
– poza tym są zakochani i szczęśliwi! Odnajdują w sobie szczęście!
cisza.
– niech dążą do tego, czego pragną! –
chłopca, który kiedyś stał zmęczony i słuchał tej głupiej historii z najbardziej obojętnym spojrzeniem, prawie zakrztusił się mocnym słowem, które kończy tę bezpodstawną historię.
– ...przynajmniej ktoś może być szczęśliwy! – i trzymając wszechświat po stronie chłopca, z obiema twarzami w polu widzenia, wiedział, kim jest ten ktoś.
– Och, czekaj! Kim ty w ogóle jesteś, żeby ich rozdzielać? nie potrzebują twojej zgody na nic- – słowa zostały brutalnie przeciągnięte, podobnie jak mówca przez drugiego chłopca; jego kończyny fruwały w powietrzu, by złapać się czegoś, co by go przytrzymało, nie oferując żadnej pomocy.
– zamknij się Hyunjin. wchodzisz.
– Ew~ nie przed moją niewinną egzystencją, ty brudasie-
– ZAMKNIJ SIĘ AREUM! – stwierdziły nonszalancko jednogłośnie dwa głosy.
Idąc dalej ozdobioną ogrodem ścieżką, we trójkę dotarli do twardych, drewnianych drzwi.
Wyciągając rękę, by zadzwonić, niższy chłopiec sięgnął bliżej drzwi, dając niezapowiedziany sygnał wyższemu, by zwinął się w małą kulkę.
Rozczarowany, że nie był w stanie przekonać swoich przyjaciół nawet poprzez swój udramatyzowany, uroczy akt, który wydawał się uroczy, przynajmniej w jego własnym umyśle, wyższy powoli wstał, lekko nadąsany przez zwisającą głowę, częściowo po to, by przekonać innych, aby nie wchodzili do domu i częściowo po to, by zaimponować pewnemu chłopcu, wciąż beznadziejnie starając się wyglądać słodko.
– Przysięgam na Boga. po pierwsze, nie wiedzą, jak wyglądasz, więc nie ma sensu się ukrywać. Przynajmniej jeszcze nie. Po drugie, nie możesz im zaimponować tymi słodkimi oczami, bez względu na to, jak słodkie i okropnie błyszczące są i bez względu na to, jak bardzo chcę, przyciągnij te twoje różowe policzki i...
– odbiegasz od normy, dupku. – Hyunjin zarumienił się, gdy został wezwany do próby wywarcia wrażenia na niższym, jednocześnie słysząc wszystkie rzeczy, które powiedział ten drugi, nie bez wyobrażenia sobie wszystkiego, co mógłby powiedzieć dalej, gdyby tylko nie dziewczyna, która po prostu musiała być na tyle surowa, by przerwać.
Seungmin odchrząknął na słowa areum, potrząsając głową i poprawiając rozszerzone źrenice. Spojrzał Hyunjinowi w oczy, nie mogąc utrzymać kontaktu dłużej niż przez trzy sekundy, nie czując, jak jego twarz swędzi od uśmiechu na płonących policzkach, biorąc pod uwagę ostatnie zakłopotanie, które sprawiło, że jego uszy przybrały ciemny odcień różu, więc zrobił to, co każdy zrobiłby w tym momencie. odwrócił wzrok i kontynuował: –Znowu robisz takie gówno i wracamy-
chętna para nóg już się rozciągnęła; ciało już obrócone, gotowe do odejścia z miejsca, które wkrótce miało się wydarzyć, gdzie wysoki chłopak mógł leżeć tak nisko jak ziemia, wypity przez jakiegoś wampirzego członka rodziny drugiego chłopca, bo taka jest historia, nauczyły go książki. Cholera, on sam siebie przekonywał do swoich małych, nic nie znaczących wymówek. Strach przed spotkaniem z kimś, kogo wcześniej mogłeś rozczarować lub okazać brakiem szacunku, jest rzeczywiście żenującym poczuciem winy, prawda? dokładnie to czuł Hyunjin. Jak miałby stawić czoła rodzicom Seungmina?

★★★★★

Długie palce płynnie przesuwały się po powierzchni myszy, naciskając lekko w lewo, rozświetlając ciemny, niekończący się pokój przejściami bieli; czarna treść drukowana pośród jasności, niespiesznie kusząca okropnym uśmieszkiem osiągnięć na ciemnych ustach.

Szczupłe dłonie chwytają krawędź biurka, odpychając krzesło na kółkach; niegdyś gorliwe i skupione oczy zamykały się w półksiężyce nieetycznego spokoju, gdy zawsze tak zajęta głowa opadła z powrotem na zagłówek.

Tajemniczo dziwne, urywane westchnienie przedarło się przez złowrogo chichotające usta.

– Przebyliśmy długą drogę, prawda? – przeszywająco słodki głos rozbrzmiał echem, wystarczająco przenikliwym, by rozbrzmieć w całym pokoju, gdy powieki otworzyły się, by nie patrzeć dokładnie w żadną stronę; kule świecące w cieniach odbijanych przez ekran, bez końca wpatrujące się w sufit, z pustym umysłem, nawarstwiające się głęboko w satysfakcji, o której nawet nie śniło od tygodni.
Chociaż misja jeszcze się nie skończyła. To był dopiero pierwszy etap, pierwsze osiągnięcie. Pożądany rezultat był jeszcze o kilka kroków dalej. Tylko kilka kroków.

---------

KONIEC KSIĄŻKI KOCHANI!!
tak jak wcześniej mogliście przeczytać w poprzednim rozdziale, po prawie dwóch latach się ogarnęłam i wstawiłam dwa brakujące rozdziały więc mam nadzieję że ktoś jeszcze pamięta i czekał na zakończenie tej książki :3

again | Banginho/Minchan [PL]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz