rozdział po prawie dwóch latach😃
------------
- ...uhm... widzisz... tato... uhh... czy to w porządku, jeśli... wiesz... jak...
- Chcesz zaprosić swoich przyjaciół, prawda? - Pusty głos minho przerwał młodszemu, który z niepokojem próbował przejść do sedna sprawy przez ostatnie pół minuty, gdy patrzył na swojego tatę z lekko rozszerzonymi oczami.
- tak... to znaczy... nie- nie nie nie... tak... to znaczy tak, tak... tak t-to... to znaczy... ja... ughh! - poddając się własnym mylącym słowom, westchnął, pozwalając, by jego oddech nabrał gładkiej częstotliwości, przerywając ją, muzyczny chichot zadźwięczał na całym obszarze, sprawiając, że zamarł w miejscu.
- Jesteś taki słodki, babyyy. - śpiewał minho z ustami wysuniętymi na zewnątrz w uroczym grymasie, równolegle do dziecięcego głosu, który wypuścił, szczypiąc pulchne policzki syna, potrząsając głową młodszego na boki, w końcu puszczając, pozostawiając za sobą płaczliwego chłopca o czerwonych policzkach, którego jęki przy szczypaniu były wcześniej ignorowane.
- czemu się tak denerwujesz? nie jestem straszny... - Minho przemówił nonszalanckim głosem, odwracając się od chłopca, wracając do tego, co robił, stając na palcach, próbując złapać słoik z ciastkami na górnej półce.
Słysząc ciszę, odwrócił się z powrotem do chłopca, który teraz stał, patrząc prosto na niego zmrużonymi oczami. - Och... może trochę, dobrze? ale nie jestem taki straszny. - zaakceptował surową rzeczywistość, z przesadnym przewracaniem oczami.
- W każdym razie, jeśli chodzi o przyprowadzenie twoich przyjaciół... - zaczął mówić Minho, w końcu chwytając słoik z ciastkami, łapiąc go bez możliwości puszczenia; jego wnętrzności krzyczały: - Nigdy nie odpuszczę... nigdy nie odpuszcze... - a po jego twarzy spłynęły wyimaginowane łzy.
Wkrótce z powodzeniem opuścił słoik, w końcu zwracając się do syna, zanim dotarło do niego zrozumienie.
Życie nie jest teraz łatwe, prawda? Miłość nie działa teraz bez wyzwań, prawda?
Przed jego oczami stanęła kolejna walka o to, by mężczyzna zbliżył się do swojej miłości. Wyzwolenie ukochanego z ograniczeń szklanego pojemnika było ostatnią misją. Misja, która mogła zakończyć się bólem, ale czy był gotów poświęcić to wszystko dla miłości? o tak! był zaślepiony miłością.
Och, tak wiele przeszkód, tak wiele trudności, aby tylko dotknąć miłości swojego życia. taka smutna historia miłosna. Auć.
Ale nasz dzielny człowiek był gotowy znieść cały ból, ponieważ on był głęboko zakochany.
Wypuszczając ciężki oddech, mężczyzna przygotowywał się do wojny, którą musiał wygrać, gasząc pragnienie, uspokajając płomień pożądania; jego palce ciasno owijały się wokół pokrywy pojemnika, który wydawał się uwięzić jego własną duszę. teraz albo nigdy. Zachcianki były prawdziwe.
Wykorzystując całą siłę czterdziestu jeden lat swojego życia, maleńkie paluszki Minho przekręciły wieko, jakby to była największa misja życia mężczyzny, gdy czas dramatycznie zwolnił, a wszystko poruszało się tak wolno, jak oparzenie dotykałoby jego palców, ale to jest coś do omówienia później.
Po zmianie co najmniej dwudziestu pięciu pozycji mężczyzna w końcu z powodzeniem otworzył pokrywę; prąd przepływał przez jego palce, gdy nie marnował ani sekundy na przyłożenie dłoni do siebie, wijąc się próbując otworzyć słoik wywołując chichot Seungmina.
- Racja, nie jesteś straszny, haha... - zażartował chłopak, zdobywając nieprzyjemne spojrzenie Minho, zanim mężczyzna znów się odezwał, - w każdym razie, jeśli chodzi o zapraszanie przyjaciół... - powiedział, wyciągając słoik do młodszego, oferując mu jego zawartość, którą chłopiec chętnie przyjął.
Seungmin spojrzał na starszego; jego oczy błyszczały z oczekiwania, podczas gdy jego wnętrzności nadal skręcały się z nadziei i podniecenia.
Sądząc po nastroju taty, mógł się założyć, że pozwoli mu zaprosić przyjaciół, ale wtedy jego ojciec powiedział najbardziej rodzicielską rzecz stulecia. - Rób, co chcesz. I tak nie będziesz mnie słuchać. Kim ja w ogóle jestem? - Ach, ten dramatyczny głos. skąd rodzice mają taki talent? tak wielkie umiejętności aktorskie, rzeczywiście.
Chłopiec zaczął patrzeć na tatę błagalnym wzrokiem, szybko go przytulając, bo my, dzieciaki, też jesteśmy nie mniej dramatyczni. - Proszę tato ~ pozwól mi ich zaprosić... obiecuję, że będą dobrzy... proszę, proszę, proszę~
- Zapytaj tatę.
I tak Seungmin znalazł się obok biurka swojego taty, patrząc na mężczyznę na krześle, jakby był jego ostatnim promykiem nadziei.
- chcesz coś powiedzieć? - zapytał Chan, widząc chłopca, który po prostu tam stał, nic nie robiąc, poza oczywiście oddychaniem.
Zaskoczony tymi słowami chłopiec wyszedł ze swojego wypełnionego myślami świata, zaczynając bełkotać bez ostrzeżenia, nawet do samego siebie. - uh-uhm... t-tak... - wypuścił głęboki oddech. - Tato, czy mogę, proszę, proszę, proszę, zaprosić moich przyjaciół do siebie? obiecuję, że będą grzeczni. Chan wstał, przekazując uśmiech szczenięcym oczom, które posłużyły mu jako przynęta, gładząc ramię syna.
Po raz kolejny oczekiwania chłopca wystrzeliły w górę jak niebo i wewnętrznie pisnął na myśl, że jego przyjaciele poznają jego rodziców.
Dobrze, dopóki jego tata nie zaczął mówić, to znaczy.
- zapytaj tatę.
- zapytałem się go... powiedział, że powinienem zapytać ciebie...
- hmmm... w takim razie, dobrze, chyba... kiedy chcesz ich zaprosić?
CZYTASZ
again | Banginho/Minchan [PL]
ActionMinho i Chan byli małżeństwem od prawie dwudziestu lat i mieli uroczą i szaloną rodzinę z czwórką dzieci... wszystko szło normalnie (nie do końca lol) aż... Minho zaszedł w ciążę... znowu... oryginał: Febreze_Is_Tasty tłumaczenie: ©dupatwojejmamy s...
![again | Banginho/Minchan [PL]](https://img.wattpad.com/cover/343475519-64-k469381.jpg)