§ 22.

122 12 40
                                    

Powinnam być przygotowana na taką sytuację. W końcu prawdopodobieństwo, że zostaniemy przyłapani na gorącym uczynku, było spore, więc powinnam mieć gotowe wytłumaczenie na naszą obecność w gabinecie właścicieli JJClub. Mimo to przeszywające spojrzenie Jarosza kompletnie pozbawiło mnie zdolności logicznego myślenia. Albo to ten ciążowy mózg, o którym wspominała mi kiedyś Marlena, czyli niewytłumaczalne zaniki pamięci u kobiet w stanie błogosławionym. Tak czy siak, stałam jak słup soli i nie mogłam nic z siebie wykrztusić.

– Chwila, chwila – mruknął Patryk, przyglądając się nam uważnie. – Ja was kojarzę. Państwo prawnicy szukający Tatiany Andriyko, nieprawdaż?

Cholera. Liczyłam na to, że jednak nas nie rozpozna. Specjalnie ubrałam imprezową, brokatową sukienkę i zrobiłam mocniejszy makijaż. Niestety okazało się to niewystarczającym kamuflażem.

– Tak, to my – przyznał Ksawery, najwyraźniej uznając, że nie ma sensu kłamać. – Tym razem szukamy pańskiego wspólnika.

Patryk posłał nam powątpiewające spojrzenie. Musiał uznać, że ta wymówka nie zabrzmiała wystarczająco wiarygodnie. Cóż, ja chyba też bym w nią nie uwierzyła.

– Krystian wyjechał na weekend do Krakowa.

– Och, jaka szkoda – odparłam z udawanym rozczarowaniem. – Mamy do niego kilka pytań, ale w takim razie przyjdziemy w przyszłym tygodniu, jak już wróci.

Chwyciłam Ksawerego za rękę i chciałam wyminąć Jarosza oraz stojącego krok za nim ochroniarza. Niestety ten drugi zagrodził nam drogę. A więc nici z szybkiej ucieczki.

– Może ja będę mógł państwu jakoś pomóc? – zaproponował Patryk. – Jeśli chodzi o sprawy klubu, orientuję się w nich lepiej od Krystiana.

Obróciłam się w jego stronę i posłałam mu wymuszony uśmiech.

– Dziękujemy za ofertę, ale z panem Jezierskim chcieliśmy poruszyć tematy natury bardziej osobistej. A w zasadzie rodzinnej. Jak zapewne pan wie, Tatiana pracowała u rodziców pana Krystiana.

Jarosz przymrużył oczy, jakby po mojej postawie próbował wywnioskować, czy te słowa były szczere. W pewnym stopniu były – po głowie kołatało mi się kilka pytań, które mogłabym zadać młodemu Jezierskiemu – ale oczywiście to nie one stanowiły teraz mój priorytet.

– Pan zna państwa Jezierskich? – spytał niespodziewanie Ksawery.

Miałam ochotę zgromić go wzrokiem. Co on najlepszego wyprawiał? Powinniśmy jak najszybciej stąd zwiewać, a nie wciągać Patryka w dalszą dyskusję.

– Spotkałem ich kilka razy – odparł Jarosz. – Przyjaźnimy się z Krystianem od liceum, więc bywałem w ich domu. Tyle że oni zwykle byli nieobecni. A chcą państwo wiedzieć coś konkretnego?

– Nie – zaprzeczyłam szybko, a Patryk wciąż przyglądał się nam nieufnie. – Te pytania to właściwie nic pilnego, więc...

– Szefie? – przerwał mi niespodziewanie jakiś tubalny, męski głos. Odwróciłam się w jego stronę i zauważyłam kolejnego postawnego faceta w stroju ochroniarza. – Pozbyłem się tego awanturującego się mecenasika. Krzyczał coś tam jeszcze, że nas pozwie, ale ta jego dziunia w końcu go uspokoiła.

No pięknie. Michał musiał zrobić aferę na całego. I pewnie będzie miał zakaz wejścia do tego lokalu. Jak Tomek się o tym dowie, będzie niepocieszony. Będą musieli zmienić plany na wieczór kawalerski Ksawerego.

– Dzięki, Krzychu – mruknął Patryk, na co tamten skinął głową i się oddalił. – Ty, Grzesiek, też wracaj na salę – dodał w stronę pierwszego ochroniarza.

Więcej niż Pestka (Pestka #3)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz