ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

8 4 0
                                    

Cloud

Otworzyłem dom, kątem oka widziałem, że jest zestresowana

- Nie musisz – dotknąłem jej ramienia

- Jest dobrze- zapewniła mnie a ja otworzyłem drzwi. Puściła mnie pierwszego a następnie wzięła głęboki wdech i weszła. Tak bardzo widzę ile ją to wszystko kosztuję. Moja dzielna Silv

- Twój ulubiony kolor- dotknęła mojej nowej sofy, przemierzając każde pomieszczenie widziałem, że coraz bardziej się rozluźnia

- No no powiem ci, że od tej strony cię nie znałam – dotykała świeżo pomalowanych ścian w salonie a ja w kuchni nalewałem nam wodę. Nawet nie patrzyliśmy na zegarek

- Zawsze chciałem się pozbyć tego domu ale jak dowiedziałem się o mamie to robiłem wszystko by miała jak najlepiej – usiedliśmy na kanapie a ja podałem jej wodę

- A teraz co z tobą będzie? – spytała a w jej oczach pojawił się dziwny smutek

- Nie wiem, poczekam do końca umowy aż Vivien wyzdrowieje i pewnie sprzedam tą chatę i wrócę do siebie – łapczywie upiłem łyk wody- Nic tutaj po mnie, nikt na mnie nie czeka a tam mam przynajmniej Ethana- zrobiła dziwny wyraz twarzy, tak jakby chciała mi coś powiedzieć

- Co u niego?- zmieniła temat

- A bardzo dobrze, ma żonę i dziecko

- Nie wierzę on zawsze mówił, że się nie ustatkuje – zaśmiała się

- Widzisz na każdego, kiedyś przychodzi czas- powiedziałem wyobrażając sobie siebie jako ojca. Siedzę na kanapie tak jak teraz a obok nas biegają małe szkraby. Dziwnym trafem to Silver jest mamą moich dzieci, tak bardzo chciałbym by to nie był sen

- Przepraszam – powiedziałem

- Za co?- zdziwiła się

- Za to, że tak powiedziałem jakbyś była no wiesz kim- nie przeszło mi to przez gardło

- Dziwką?- powiedziała – Luz już mi przeszło, prawie już tego nie pamiętam- widziałem, że kłamie. Zrobiło się między nami dziwnie więc włączyłem telewizor

- O nie wierzę to ten serial co zawsze razem oglądaliśmy – przysunęła się do mnie – Popatrz oni teraz mają dzieci – pisnęła podekscytowana. Przysunąłem się do niej i ją delikatnie objąłem, nie sprzeciwiała się. Wyciągnąłem koc i przykryłem nas, nie pamiętam, kiedy zasnęliśmy cały czas tuląc się do siebie. Przecież tyle razem się przytulaliśmy i zasypialiśmy obok siebie ale tym razem było inaczej jakby wyjątkowo, bardziej intymniej. Szczerze mógłbym tak zawsze, wieczorem zapominać o całym świecie i kłaść się z nią pod jednym kocem. Lecz wiem, że wszystko już stracone.

SILVER

Rano obudziło mnie czyjeś chrapnięcie i czułam dziwny ciężar na sobie

- Auri złaź – powiedziałam sennie myśląc, że to jest moja córka. Czasami zdarza jej się przyjść do mojego łóżka i spać ze mną. Lecz teraz te delikatnie chrapanie zmieniło się w jakiś ryk i czyjaś wielka ręka pokryta rysunkami znalazła się tuż obok mojej twarzy

- O boże- powiedziałam po cichu, wpadłam w delikatna panikę. Choć wierzyłam sobie to orientacyjnie spojrzałam czy aby na pewno mamy ubrania na sobie. Jakiś kamień o którym nie miałam pojęcia spadł mi z serca. Zgrabnie wydostałam się z objęć mojego byłego chłopaka i pobiegłam do łazienki się trochę ogarnąć. Chciałam poczesać włosy i zmyć resztki wczorajszego dnia a następnie uciec stąd jak najdalej i najszybciej.

- Boże jak ty wyglądasz- szepnęłam po czym oblałam sobie twarz zimną wodą, rozplątałam niechlujnego koka po czym zrobiłam nowego. Wzięłam pierwszy lepszy dezodorant i psiknęłam się nim lecz po sekundzie żałowałam bo teraz do końca dnia będę pachnieć jak on, a to oznacza, że ta noc będzie mi cały czas przypominać. Po cichu zamknęłam drzwi od łazienki i skierowałam się do wyjścia. Każdy mój krok był ostrożny przynajmniej mi się tak wydawało

- Uciekasz już?- dobiegł z kuchni męski głos

KURWA

- Zostań chociaż na śniadaniu, robię jajecznicę- dodał po czym wyłonił się z za szafek. Miał na sobie te same czarne dresy co wczoraj lecz był bez koszulki. Wzrok od razu padł mi na jego tatuaż pod żebrem. Widziałam, że się speszył a ja nie wiedząc czemu złapałam się za mój tatuaż

- Mam dzisiaj pierwszą zmianę- powiedziałam skrępowana. Do końca liczyłam, że się nie obudzi a ja wyjdę niezauważona

- Masz dzisiaj wolne, dzwoniłem do Christiny i powiedziałem, że musisz zostać z córką- rozbił jajka na patelni

- Dzięki nie musiałeś – powiedziałam znowu się pesząc

- Posłuchaj wiem, że jest ci głupio z tym co wczoraj się wydarzyło. Uwierz mi ja tez się z tym słabo czuje ale proszę choć na moment znowu zawieśmy broń i zjedzmy śniadanie a później się wypuszczę- podszedł do mnie i czule złapał mnie za rękę

- To zrobię kawę- powiedziałam lekko się uśmiechając. Naprawdę nie miałam teraz siły na kłótnie. Każde z nas w milczeniu wykonywało swoje czynności. Pomimo tylu lat rozkład kuchni Clouda nic się nie zmienił więc znałam każdą szafkę i każdy zakamarek w jego domu

- Smakuje ci?- spytał z uśmiechem na twarzy

- Jak zawsze, jest genialna- wypaliłam po czym dotarło do mnie to co naprawdę powiedziałam. Cloud od zawsze świetnie gotował dlatego tak często go wykorzystywałam

- Cieszę się, że ci smakuje- odpowiedział zmieszany

- Sorki to było głupie – zaczęłam się jąkać

- Luzik, nie przejmuj się w końcu to sam prawda- puścił do mnie oczko po czym kopnął mnie w kostkę. Uśmiechnęłam się

- Ała to bolało- poskarżyłam się tak jak moja córka zawsze robi

- Mogę mocniej- cwano się uśmiechnął

- Czy ty i Christina no wiesz...?- zanim się zorientowałam to powiedziałam to na głos

- Czy jesteśmy parą? – spytał podejrzliwie po czym upił łyk kawy – Po tej kolacji, którą mi ostatnio przygotowała nigdy- uśmiechnął się a ja zrobiłam to samo. Zauważyłam, że od wczoraj się bardzo dużo śmieje. – Swoją drogą miała idealną doradczynie- znowu mnie kopnął

- Nie mieszaj mnie w to ja nic nie zrobiłam- teatralnie pomrugałam rzęsami

- Tak już to widzę, krewetki i ciasto czekoladowe to idealny zestaw- udawał, że wymiotuję

- Pytam na poważnie bo Christina wzięła sobie wasz związek na poważnie- wzięłam związek w cudzysłów

- Wiem znowu nawaliłem ale zadzwoniłem do niej dwa dni temu i wszystko wytłumaczyłem więc możesz spać spokojnie – uśmiechnął się

- Szkoda bylibyście super parą

- Nie sądzę ona nie jest.......- przerwał po czym się zmieszał. – Zjadłaś już, to cię odwiozę i pojadę załatwić sprawy związane z pogrzebem- pośpiesznie wstał i wziął nasze talerze a ja za wszelką cenę wypierałam myśl o tym, że być może chodziło o mnie. W samochodzie milczeliśmy. Czy tak by wyglądały nasze poranki gdyby nie tamten dzień? Rano śniadanie z kawą, później odwózka Auri do przedszkola a następnie wspólna praca?

Silver CloudOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz