Pokaż mi ludzi, których czas wyleczył rany. Nie takich, którzy zapomnieli, ale takich, którzy potrafią nosić wspomnienia bez bólu. Nie wiem, czy czas jest wystarczający, by uleczyć cokolwiek. Ludzie zostają w sercu – na zawsze.
Pogrzeb mamy nie był najgorszym dniem w moim życiu. Nie dlatego, że nie bolało. Bolało. Ale miałam cztery dni, by oswoić się z myślą, że jej już nie ma. Nie mogę powiedzieć, że to zrozumiałam, bo tego nie da się zrozumieć. Każda godzina tych czterech dni była jak wchodzenie w lodowatą wodę – powoli, krok za krokiem, aż nagle całkowicie ogarnia cię zimno, ale przestajesz się bronić. Nie zrozumiesz tego, ale musisz zaakceptować.
Teraz wszyscy siedzimy przy stole w naszym rodzinnym domu. W domu, który wydaje się inny, pusto wypełniony żalem. Ojciec jest tutaj, Henry, babcia Helen, dziadek Edward, wujek Ferenc z żoną, kuzyni, babcia Anabell, dziadek Chuck. Każdy z nas próbował przejść przez ten dzień na swój sposób, ale w tej chwili nie ma słów, które mogłyby nas połączyć.
Z ojcem nie zamieniłam ani słowa od tego felernego dnia w szpitalu. Kiedy zobaczyłam go przy stole, wydawało się, jakby był tutaj ciałem, ale duszą był daleko. Patrzę na niego kątem oka, jak siedzi wyprostowany, z twarzą napiętą, jakby w każdej chwili miał coś powiedzieć, ale nie robi tego.
Wszyscy tutaj, w tym pokoju, zjednoczeni w stracie, starają się unikać tematu. Milczenie wisi nad nami, ciężkie jak ołów. Nawet kuzyni, zwykle roześmiani i pełni energii, są teraz spokojni, niemal niezauważalni.
– Czy ktoś chce herbaty? – pyta w końcu babcia Helen, przerywając ciszę. Jej głos drży lekko, jakby bała się mówić cokolwiek głośniej.
– Ja wezmę – mówi wujek Ferenc, a jego żona kiwa głową. – Dziękujemy, Helen.
Babcia wstaje, a dziadek Edward natychmiast podnosi się, by jej pomóc. Widzę, jak jego dłoń delikatnie spoczywa na jej ramieniu, jakby próbował przekazać jej siłę.
Siedzę nieruchomo, trzymając filiżankę z zimną herbatą, której nawet nie upiłam. Ciepło Alexowego wsparcia wciąż jest ze mną, ale wiedziałam, że muszę być tutaj, z nimi. Kiedy mówiłam Alexowi, że potrzebuję tej chwili z rodziną, zgodził się bez słowa, rozumiejąc, że teraz to oni są dla mnie priorytetem.
– Charlotte? – pyta Henry, wyrywając mnie z myśli. – Wszystko w porządku?
Kiwam głową, ale wiem, że mój brat widzi więcej, niż mówię. Zawsze widzi.
– Myślisz, że tata w końcu coś powie? – szepczę, nachylając się do niego. Henry rzuca okiem w stronę ojca, który wciąż siedzi sztywno.
– Nie wiem – odpowiada równie cicho. – Może. Ale nie dzisiaj.
Zerkam na ojca, próbując dostrzec jakąkolwiek emocję na jego twarzy, ale jest jak maska. Pustka, która przypomina mi, jak odlegli byliśmy od siebie przez całe moje życie.
– Czy... czy ktoś chciałby podzielić się jakimiś wspomnieniami? – odzywa się wujek Ferenc, przerywając niezręczne milczenie. Jego głos brzmi łagodnie, ale jest w nim też nutka niepewności.
Babcia Anabell uśmiecha się delikatnie.
– Katie zawsze była taka zorganizowana – zaczyna, a jej oczy błyszczą łzami.
Babcia Anabell, która przez długie lata była niemal nieobecna w naszym życiu, teraz siedzi przy stole, wspominając moją mamę z uśmiechem, jakby zawsze były sobie bliskie. Patrzę na nią z mieszanką zdziwienia i żalu. Nie widziałam jej od dwóch lat, może dłużej. Nigdy nie lubili tu przyjeżdżać – zawsze dystans, chłód, grzeczność, ale bez ciepła. Są dokładnie tacy jak ich syn, mój ojciec.

CZYTASZ
BEZ WYROKU
RomanceDruga część historii Charlotte Harrington, studentki prawa i Alexandra Pierce prawnika. Nadal zadajemy jedno kluczowe pytanie : Czy Charlotte zmieni swoje podejście do życia i odnajdzie się w świecie, od którego chciała uciec?