18 grudnia.
Dzień, na który wszyscy czekali, finał mistrzostw świata, Argentyna kontra Francja.
Wszyscy umówili się na wspólne oglądanie meczu w domu Pedriego i świętowanie bez względu na wynik. Nawet jeśli wszyscy chcieli, aby to Messi podniósł piłkę.
"Chcesz, żebym po ciebie przyjechał?".
Sprawy z Gavim po jego powrocie z Sevilli były dziwne. Nie chciał już u niego nocować, jeśli wychodził, to dlatego, że bardzo na to nalegał, a na treningach go unikał. Pedri nie rozumiał dlaczego, chciał myśleć, że to z powodu tego, co Ansu powiedział o tej Pameli, coś, do czego nie przywiązywał żadnej wagi, a może z powodu wiadomości, którą wysłała mu, gdy był z dala od Barcelony, jego usprawiedliwieniem dla tej wiadomości było to, że Gavi zaczął i nawet nie wiedział dlaczego, nie byli w stanie o tym porozmawiać, ponieważ młodszy chłopak nie był gotowy powiedzieć nic więcej niż "cześć".
"Nie, Ansu przejdzie."
-Jestem pewien, że Argentyna wygra, jestem pewien - powiedział Ferran, który przybył z Sirą.
-Nie mów tak Pepi, wystraszysz biedną Isobel -ten dureń Fernando zawsze musiał otworzyć usta, wyżej wymieniona tylko się zaśmiała, oczywiście również została zaproszona przez Pedriego. Jego sytuacja z nią nie mogła być lepsza. Na początku, gdy dopiero co go poznała była bardzo nieśmiała, ale po chwili rozluźniła się i okazała się bardzo miłą dziewczyną i w oczach kanarka bardzo zabawną. Byli już kilka razy na mieście, cokolwiek by się nie wydarzyło, każdy plan z nią musiał być dobry. Przez ten czas, jaki się znali Pedri nie mógł zaprzeczyć, że bardzo mu się podobała, ale nie był pewien czy również w sentymentalny sposób, ciężko było patrzeć na kogoś takimi oczami.
Ansu, który nawet nie zapukał do drzwi, wszedł jak gdyby nigdy nic z nieśmiałym Gavim na plecach.
- Dzień dobry - przywitał wszystkich obecnych uściskiem, dopóki nie wpadł na swojego największego wroga, Isobel. Dla Pabla była ona czarnym charakterem w historii, w której Pedri był jego wspólnikiem, a on główną ofiarą.
W jego głowie był piratem, który pokonał wszystkie możliwe przeszkody, aby znaleźć największy skarb, tylko po to, by ona pojawiła się znikąd, zły facet z tej historii, aby mu go odebrać bez najmniejszego wysiłku.
Uścisnął jej tylko dłoń.
Nie przytulił jej ani nie pocałował w policzek, jak to zrobił z Sirą.
A tuż za nią był antagonista jego historii, najcenniejszy skarb, Pedri.
Co miał zrobić? Też go przytulić? Uderzyć pięścią? A może po prostu stamtąd uciec? Cóż, trzecia opcja nie brzmiała tak źle... I tak wstydził się spojrzeć mu w oczy, jeśli się rozstali, to była jego wina, zachował się jak rozkapryszone dziecko, wysyłając tę wiadomość, a Pedri odpłacił mu tylko tą samą monetą, tym który powinien przeprosić był on, a nie kanarek, ale duma mu na to nie pozwalała, przynajmniej na razie.
-Witaj- nie zrobił nic takiego jak wcześniej z innymi, tylko zmierzwił jego włosy, po czym usiadł na jedynej wolnej sofie.
Dwadzieścia minut gry, a Pedri już niósł w dłoni puszkę piwa. Czyj to był pomysł, by przynosić alkohol? Ach tak, Ansu, nie powinni mu już pozwalać na organizowanie "spotkań".
Potrzebował się przewietrzyć.
-Idę do toalety-nikt nie zwrócił na niego uwagi, wszyscy byli pochłonięci telewizją.
Atmosfera w środku była nieprzyjemna, przynajmniej dla niego. Widział, jak Gavi patrzy na Isobel oczami pełnymi nienawiści? Być może. To było kolejne pytanie do dodania do listy pytań do zadania najmłodszemu.
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
