24.

128 6 0
                                        


Dlaczego czas płynął tak szybko, a jednocześnie tak wolno? Godzina mogła minąć w mgnieniu oka, podczas gdy innym razem minuta wydawała się stuleciem.

Dni po tym, jak fizjoterapeuta przekazał mu straszne wieści, ciągnęły się w nieskończoność.

Były nudne i samotne. Nic nie pomagało. Nawet ta dziewczyna, która się nim opiekowała, przynosiła mu ciastka i od czasu do czasu skradła pocałunek lub dwa. To nie wystarczało.

A teraz nadeszła najgorsza część.

Przerwa międzynarodowa.

Ferran, Ansu i Eric nie zostali powołani, Balde, Gavi i on – tak. Ale oczywiście nie mógł pojechać, bo ten człowiek wyszedł ze swoim „nie możesz grać", „nawróciłeś się" i bla bla bla.

Musiał zostać w domu i oglądać mecze sam. Sam, bo Fer wyjechał na Wyspy Kanaryjskie, Isobel była pochłonięta szkołą, a reszta zamierzała wykorzystać ten czas na spotkania z rodziną.

Co miał robić przez te wszystkie dni w samotności?

Był tak pogrążony w myślach, że nie usłyszał trzykrotnego dzwonka do drzwi.

— Już idę! — rzucił, otwierając drzwi. Nie spodziewał się zobaczyć tej osoby.

— Cześć — uśmiechnęła się dziewczyna, trzymając w rękach pudełko babeczek. — Przyszłam dotrzymać ci towarzystwa i przyniosłam coś słodkiego.

— Wyglądają pysznie. — Isobel podeszła, by go pocałować, ale Pedri odsunął się, tak że jej usta trafiły w jego policzek.

— Dobrze... Mogę wejść?

— Oczywiście. — Pedri nie rozumiał, jak wszystko mogło się tak szybko zmienić.

— Myślisz, że nie...?

— Pedri, chodźmy — powiedziała z desperacją.

Była ładna, zabawna, mądra i miła. Ale on nie zauważał już jej obecności, myślami błądził gdzieś daleko.

— ZAMKNIJ SIĘ! — Wyrwał się z zamyślenia, słysząc krzyk Gaviego. Ten chodził tam i z powrotem, trzymając się za głowę, jakby próbował podjąć najważniejszą decyzję w życiu.

— Co?

— Zamknij mordę i... spierdalaj!

Pęd doznań – przyjemnych, niezwykłych, niewiarygodnych. Wszystko. Nic poza satysfakcją. Wargi Gaviego czuły się tak dobrze na jego ustach. Rozumieli się lepiej niż ktokolwiek inny. Pedri śledził każdy ruch Gaviego, delektował się tym... aż nagle...

Bum!

Kolejny cios. Tym razem w plecy.

— Jak mogłem o tym zapomnieć?

Jak mógł zapomnieć moment, w którym czuł się najlepiej? Nie znał odpowiedzi, ale wiedział, że tęsknił za tymi wszystkimi emocjami.

Zrozumiał, dlaczego pocałunek z Isobel sprawił, że chciał więcej. Bo nie czuł przy niej tego, co przy Gavim. Może liczył, że jeśli będzie ją całował, to odnajdzie to uczucie?

Co za głupiec!

Powinni mu przyznać nagrodę dla najgłupszego człowieka na świecie. I dla najgorszego przyjaciela.

„Najlepszy przyjaciel".

Czy Gavi wciąż mógł go tak nazywać?

Z pewnością nie. Nie teraz, gdy Pablo na niego nie patrzył. Gdy nie chciał być blisko niego. Gdy miał kogoś innego. Nie teraz, gdy Pedri odsunął go na bok, by zrobić miejsce dla dziewczyny.

Boże, był kompletnym idiotą.

Po tym pocałunku, w dniu, w którym doznał kontuzji, chciał więcej. Ale to było tak dziwne – sama przyjemność, nic więcej.

Wciąż szukał tych wszystkich emocji, które przepłynęły przez jego ciało, gdy Gavi go pocałował. Nawet jeśli ten pocałunek był tylko snem.

Tylko snem?

Czuł się tak realnie, jakby to było zamazane wspomnienie.

I nagle... wszystko zaczynało wracać na swoje miejsce.

Spojrzał w niebo. Ogromny księżyc świecił tylko dla niego.

„Czy on go nie widzi? Dlaczego na niego nie patrzy?"

— Wiesz... Myślę, że możesz poprosić księżyc o cokolwiek, a on to dla ciebie zrobi. Kiedy doznałem kontuzji, zanim jeszcze zostaliśmy przyjaciółmi, czułem się bardzo samotny. Prawie nienawidziłem siebie. Zastanawiałem się, jak mogłem być tak głupi, żeby się zranić. Ale wiesz, co zrobiłem? Poprosiłem o pomoc. I wtedy pojawiłeś się ty.

— Powinniśmy iść, tam jest dużo... — powiedziała.

Jak mógł postawić dziewczynę przed swoim najlepszym przyjacielem?

Przed Gavim?

Gavi. Najczystsza istota, jaką znał.

Słońce z nogami. A może raczej księżyc?

Księżyc, bo gdy go nie było, zapadała ciemność. A gdy był, świecił najjaśniej, przyciągając wzrok wszystkich.

To był jego księżyc.

Jego księżyc, który przestał rozświetlać jego noce, gdy Pedri zamienił go na zwykły reflektor.

Jak wielkie poczucie winy można odczuwać?

Nie tylko zranił Gaviego, odsuwając go od siebie, ale i bawił się uczuciami dziewczyny, która troszczyła się o niego tak samo jak Gavi.

Różnica?

Ona była w nim zakochana.

A Pablo... Cóż, może teraz go nienawidził.

Łzy cisnęły się do oczu, a gula w gardle zaczęła boleć.

Nie chciał zrobić tego samego Isobel. Nie mógł jej po prostu powiedzieć: „Nie chcę już nic z tobą". Musiał jej to wyjaśnić. Ale jak? Sam nie rozumiał, dlaczego jedno wspomnienie o Gavim wywróciło jego świat do góry nogami.

Uporządkowane emocje?

Czy kiedykolwiek były uporządkowane?

Tak. Zanim Gavi pojawił się w jego życiu.

Ale gdy ich dłonie zetknęły się po raz pierwszy, gdy ich spojrzenia się spotkały, Pedri poczuł coś, co go przeraziło.

I teraz wszystko nabierało sensu.

Czy naprawdę kiedykolwiek nienawidził Gaviego?

Nie.

To był strach.

Przez cały ten czas bał się tego, co czuł.

— Idę do łazienki — powiedział, odrywając się od Isobel, która opierała głowę na jego piersi.

Łzy spływały mu po policzkach, pozostawiając słony smak w ustach.

Zamknął się w łazience i jeszcze bardziej się rozpłakał.

Nie mógł stracić Gaviego.

Nie chciał stracić Gaviego.

Dotknął pierścionka na prawej dłoni.

— Kocham cię, Pablo... — szepnął.

Hungry for LifeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz