15.

162 8 0
                                        

Czuł się, jakby musiał przebiec tysiąckilometrowy maraton, aby wyładować energię, która nagromadziła się z podekscytowania.

Szczęście, szczęście i jeszcze więcej szczęścia.

To wszystko, co czuł Gavi.

Nie mógł się nie uśmiechnąć, gdy przypomniał sobie powód swoich uczuć...

-JUŻ? - krzyknął z kuchni

-Nie, to potrwa kilka minut

-Już?-był bardzo zniecierpliwiony.

-Nie Pablo, poczekaj!-Aurora również była zniecierpliwiona, ale wiedziała jak to ukryć.

-Nie mogę dłużej czekać! Jestem taki zdenerwowany

- Uspokój się, dobrze? Zobaczysz, jak będzie brzmiało twoje imię - matka zaczęła pieścić jego włosy.

Rozpoczęło się odliczanie....

Gavi nie mógł już tego znieść, gdyby nie znał już odpowiedzi, nerwy potraktowałyby go żywcem.

3...

Zamknął oczy.

2...

Wdech, wydech.

1...

Na ekranie komputera pojawił się obraz Luisa Enrique, dyrektora technicznego reprezentacji Hiszpanii. Zaczął wymieniać najpierw bramkarzy, potem obrońców, a teraz pomocników, czyli pozycje, na których obaj grali.

- Sergio Busquets - po każdym nazwisku wyświetlał się wiek zawodnika i kilka innych informacji na jego temat - Rodrigo Hernández

Niecierpliwie czekał, obgryzając paznokcie i poruszając stopą.

- Pablo Páez Gavira, "Gavi" - było, jego imię. Pan właśnie go nazwał.
Zeskoczył z kanapy, by krzyczeć ze szczęścia, został powołany, jechał na swoje pierwsze mistrzostwa świata, kurwa, czy mógł być bardziej szczęśliwy?

Po wielu uściskach i okrzykach wrócił na swoje miejsce, nazwisko Pedriego nie zostało jeszcze wywołane.

- Carlos Soler - znów informacja o zawodniku, który na razie go nie interesował - Marcos Llórente - czyżby nie miał zostać wywołany? Dlaczego tak długo czekano na jego nazwisko? Znowu był bardzo niecierpliwy - Pedri González

W końcu.

Wykonał kolejny skok i pobiegł po swój telefon.

- PEDROOO!

-PABLOOO!

-PEDROOOOOOO!

-PABLOOO!

-JEDZIEMY NA MISTRZOSTWA ŚWIATA, STARY! - krzyczał do telefonu tak podekscytowany, że kanarek, nawet nie musząc go widzieć, mógł już sobie wyobrazić jego twarz.

- JEDZIEMY! - powtórzył najstarszy - jadę po ciebie, musimy to uczcić!

- Bądź szybszy niż Flash i Zygzak McQueen razem wzięci, proooszę! - powiedział, rozciągając "o".

- Ok, ok. Już idę - i rozłączył się.

To było wszystko, nie musiał dalej oglądać wideo, dopóki wiedział, że Pedri jedzie, reszta nie miała znaczenia.

-------------

- Chłopaki, wychodzimy! - powtarzał Ansu od czasu do czasu.

Po odebraniu Gaviego z jego domu, spotkali się z innymi członkami Barçy, którzy również zostali powołani, Ferranem, Erikiem, Ansu i Balde, oczywiście tylko młodzi, jestem pewien, że gdyby Sergio lub Jordi ich zobaczyli, zostaliby zbesztani.

- Po raz pierwszy czuję się jak na treningu - powiedział uśmiechnięty Gavi.

- Wkurzysz się byle czym? - powiedział Eric z drugiej strony stołu.

- Tak, ale zawsze jest Pedri, który wyciągnie go z bójek - powiedział Balde.

- No tak, co za przesada - powiedział najmłodszy z nich, nieco zażenowany swoim zachowaniem.

- Mam nadzieję, że się opanuje, jak dostanie po głowie to nie będę się wtrącał.

-Nie, nie będę! - powiedział gniewnie Gavi.

- Widzisz - powiedział Eric i wszyscy się roześmiali.

Podróż do Kataru z gromadką dzieciaków zdecydowanie będzie wyzwaniem.

Pedri mógł tylko myśleć o wszystkich psotach, które mogłyby się wydarzyć między całym zespołem..... Miał nadzieję, że ten pobyt będzie długi.

----------
Gavi nigdy nie czuł się tak zdenerwowany.

Nogi trzęsły mu się w niekontrolowany sposób.

Jak mógł się tak czuć, szukając prezentu? Chciałby znać odpowiedź.

Chodził sam po centrum handlowym w czapce, kapturze i okularach przeciwsłonecznych.
Musiał być zakryty, inaczej czuł na sobie wszystkie spojrzenia, poza tym wcale nie lubił chodzić sam po ulicy, czuł się mały wśród tylu ludzi i obcy bez towarzystwa kogoś starszego.

Krótko mówiąc, potrzebował Pedriego.

Nie mógł jednak powiedzieć: "Chodź ze mną po prezent". To miała być niespodzianka.

Wiedział, że urodziny kanarka będą podczas jego pobytu w Katarze, pewnie znalazłoby się tam sporo rzeczy, które mógłby mu podarować, ale nie chciał ryzykować.

Susza,nie wiedząc co kupić.

Zrobił już sporo zakupów w okolicy, chodząc do każdego sklepu, jaki mógł znaleźć, ale nic takiego, gdy szukał prezentu? Nie sądzę, jest bardzo wyluzowany i umie nad sobą panować, w przeciwieństwie do Gaviego, który wciąż miał nogi jak makaron.

Nagle znalazł raj.

Sklep Nike.

Bez wahania wszedł do środka i zaczął oglądać produkty. Co mógłby sobie stamtąd wziąć, bluzę? Po co, skoro Pedri zawsze nosił tę samą brązową bluzę Balenciagi? Nie, gdyby chłopaki z Adidasa to zobaczyli, zabiliby go...
Co wtedy? Wtedy przypomniał sobie, że Pedro był bardzo zimnym chłopcem, kilka razy słyszał, jak mówił: "Na Wyspach Kanaryjskich nie jest tak zimno"...

Euerka!

Rękawiczki.

Rękawice, ponieważ było to coś, bez czego kanarek nigdy nie mógł się obejść podczas meczu.

Tak jak Pedri dał mu coś, co mógł wykorzystać na boisku i coś innego, co mógł wykorzystać poza boiskiem, tak Gavi chciał zrobić to samo, więc po zapłaceniu udał się do sklepu, który odkrył dzięki pierścieniowi, który dał mu kanarek.

------------

Gotowe.

Wszystko było gotowe.

Pedri i Gavi niecierpliwili się. Niecierpliwili się, ponieważ byli już w drodze na lotnisko z całym zespołem. Wiedzieli, że to będzie długa podróż, ale jak wszystkie dzieci, które są podekscytowane podróżą, chcieli po prostu dotrzeć tam teraz.

Gavi mógł powiedzieć, że był najszczęśliwszy, jadąc na mistrzostwa świata, nie tylko dlatego, że były to jego pierwsze mistrzostwa świata z drużyną narodową lub dlatego, że było to marzenie każdego dziecka. Nie, on wiedział, że to ważne, że muszą być skoncentrowani, że muszą ciężko pracować, że muszą być oddani futbolowi w stu procentach, a ponieważ to było tak ważne, Pedri zamierzał sprawić, że nawet ta dziewczyna Isobel.

Wiele czasu zajęło mu przyznanie się do tego, ale w końcu mógł to zaakceptować. Zazdrościł dziewczynie, że ma całą uwagę jego najlepszego przyjaciela. A teraz, gdy nie będą mogli się widywać, będzie miał Pedriego tylko dla siebie.

Brzmiało to trochę toksycznie, ale Gavi wymyślił głupią wymówkę "Może to dlatego, że jestem lwem?" O "Tak, jestem tego pewien".

Rzeczywiście bardzo głupie.

Ale bądźmy szczerzy, kto nie próbował usprawiedliwiać się w ten sposób? Albo kto nie był zazdrosny, gdy jego najlepszy przyjaciel nie zwracał na niego uwagi?
Zawsze tak mówili, aby uniknąć poczucia winy z powodu swoich uczuć.

Hungry for LifeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz