– Skąd wiesz? Czy to tylko przypuszczenie? Czy człowiek rodzi się z tą wiedzą, ktoś musi mu powiedzieć, czy sam o tym decyduje?
Pedri był w rozsypce. Zastanawiał się, dlaczego te najtrudniejsze pytania zawsze przychodzą mu do głowy właśnie w nocy, kiedy nie może spać, roztrząsając wszystko w myślach.
Ciepła, gwiaździsta noc towarzyszyła im na podwórku. Gavi właśnie próbował pływać w basenie.
– Nie mogę! – wykrztusił, wychodząc z wody i kaszląc.
– Nie umiesz pływać? – zapytał Pedri, obserwując go z brzegu. Sam nie uważał nocnego pływania za najlepszy pomysł, ale skoro Pablo nalegał, to przynajmniej poszedł z nim.
Gavi miał już coś w głowie, ale podejrzewał, że Pedri nie będzie zachwycony tym pomysłem. Spojrzał więc na niego swoimi wielkimi, leszczynowymi oczami – jak kotek błagający o jedzenie. Gdy Pedri nie zareagował, odezwał się ponownie:
– Jest zimno – powiedział, kuląc się teatralnie.
– Kłamca! – Pedri zauważył – Widziałem, jak dmuchasz w dłonie i nie masz na sobie koszulki – Gavi zaczął chlapać na niego wodą.
– Ej, wracaj, skąd przyszedłeś! – Pedri cofał się, widząc Gaviego zmierzającego w jego stronę z tym pewnym siebie wyrazem twarzy, który zawsze miał, gdy faulował kogoś na boisku i był gotowy ponieść konsekwencje.
– Za późno... – powiedział Gavi, obejmując go mocno i z impetem wrzucając do wody.
– Jesteś idiotą! – Pedri warknął, gdy tylko udało mu się wypłynąć.
– Ale i tak mnie lubisz – Gavi uśmiechnął się zbliżając, położył dłonie na jego klatce piersiowej i delikatnie naparł na niego, aż plecy Pedriego dotknęły ściany basenu.
Pedri czuł przyspieszony, niespokojny oddech Pablo przy swojej twarzy. Gdy Gavi spojrzał na jego usta i oblizał własne, Pedri zrozumiał aluzję. I choć przez chwilę wahał się, to w końcu to on zainicjował pocałunek, kładąc dłonie na biodrach Gaviego.
Choć to Pedri wykonał pierwszy ruch, Pablo szybko przejął kontrolę, prowadząc pocałunek, a Pedro z przyjemnością za nim podążał.
Pocałunek stawał się coraz intensywniejszy, przerywali go tylko, by złapać oddech – ale nie na długo. Ich mokre usta znów się łączyły, jakby ten dotyk był dla nich niezbędny. Gavi przesunął dłonie w dół, na talię Pedriego, i wtedy...
– Hej! Do czego my dążymy? – Pedri przerwał, łapiąc głęboki oddech. Delikatnie zdjął ręce Pablo ze swojego ciała.
– Ale...
– Chodź! – powiedział, łapiąc go za rękę i prowadząc na środek basenu. – Musisz to zrobić. – Ostrożnie się odsunął, po czym... jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczął spokojnie unosić się na wodzie.
Pablo próbował powtórzyć ten ruch, ale zatonął i zachłysnął się wodą. Pedri natychmiast zareagował i wyciągnął go z basenu.
– NIE MOGĘ!
– Ale nie denerwuj się! – powiedział Pedri, klepiąc go lekko po plecach.
– NIE WKURZAJ MNIE! – i choć naprawdę się nie wkurzył, to chichot Pedriego go rozdrażnił. – Nie śmiej się! To nie jest śmieszne!
– Dobra, dobra... – parsknął kolejny śmiech. – Naprawdę mi przykro – powiedział, próbując się opanować. Ale mina Gaviego mu nie pomagała. Gdy Pablo spojrzał na niego poważnie, Pedri podszedł bliżej.
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
