Sobota, 8 czerwca 2024 roku.
Gdzieś w wielkim kraju pierwsza drużyna FC Barcelony była gotowa, by tworzyć historię i zdecydowanie rozpocząć Nową Erę. Jedenastka Xaviego nie mogła być lepsza — miał do dyspozycji swoich najlepszych zawodników, czystą jakość.
Połowa stadionu była w barwach Blaugrany, druga połowa — na biało. Barça kontra Madryt, klasyk w finale Ligi Mistrzów. Świat oszalał, gdy oba zespoły awansowały do finału — nikt się tego nie spodziewał. Barcelona musiała pokonać Bayern, swojego drugiego najsilniejszego rywala, a Real — broniący tytułu Manchester City, który rok wcześniej wyeliminował ich z rozgrywek.
Ale byli tu, nerwy płonęły, napięcie rosło, a niepokój zżerał wszystkich żywcem. To był najważniejszy mecz sezonu. Liga Mistrzów — musieli wygrać, za wszelką cenę. Musieli dać z siebie wszystko, walczyć o każdą piłkę na śmierć i życie, bronić swojego herbu, bo to jest Futbol Club Barcelona. Musieli walczyć do ostatniej minuty — dla drużyny, dla kibiców.
Hymn rozbrzmiewał na całym stadionie. Flagi Blaugrany falowały w tłumie ludzi śpiewających z tak ogromną pasją, dając zawodnikom pewność siebie na korytarzu, gdzie 11 graczy czekało na mecz swojego życia. To był ich moment. Teraz albo nigdy — by pokazać, że ich wysiłek nie poszedł na marne, że Liga Mistrzów należy do nich.
Mecz się rozpoczął.
Piłka nie była po stronie Barçy. Bellingham przejął piłkę między nogami i podał długim podaniem do Viníciusa, który pognał na bramkę. Strzelił, ale Araujo ofiarnie odbił piłkę głową. Co za szczęście! Pierwsze minuty i już tak ogromna intensywność.
Przez kolejne minuty Los Merengues atakowali, ale bezskutecznie. Barça miała mniej okazji — Frenkie de Jong podał do Kimmicha, ten do Lewandowskiego, ale Courtois zawsze był na posterunku.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0.
– Chłopaki, nie możemy tak dalej. 45 minut zmarnowanych! Musimy to wygrać! Wiem, że to trudne, ale jesteśmy lepsi. Wiemy, jak pracować jako drużyna, prawda? — powiedział Xavi.
Wszyscy kiwali głowami, krzyczeli, dopingowali się nawzajem. Xavi miał rację — byli do tego zdolni. I jeszcze więcej.
Rozpoczęła się druga połowa — bardziej intensywna niż pierwsza. Barça miała więcej podań, więcej okazji, ale brakowało skuteczności. Kibice nie przestawali dopingować, a trenerzy nie chcieli dokonywać żadnych zmian — grali najlepszym składem.
W 65. minucie gra stawała się nużąca, aż Modrić podał do Viníciusa, który z pełną prędkością pognał w stronę bramki.
Szóstka Barçy, widząc lukę w obronie i praktycznie wolną drogę Viníciusa, pobiegła za nim, by zapobiec tragedii. Już blisko niego, zawodnik Barcelony próbował odebrać piłkę, ale otrzymał łokciem w nos. Vinícius uderzył i zdobył gola — Ter Stegen, rozproszony sytuacją, nie zareagował.
– Co jest, kurwa?! — krzyknął, gdy jego nos zaczął krwawić.
Vinícius świętował tańcząc w narożniku, a jego koledzy z drużyny otaczali go w euforii. Fani Madrytu skandowali jego imię, ale kibice Barçy wygwizdywali — to nie był czysty gol.
Cała drużyna Barcelony protestowała. To powinien być karny i czerwona kartka, ale sędzia nie zareagował.
– Sukinsyn! — wykrzyczał Pablo.
– Pablo! Zamknij się, bo cię wyrzucą! Potrzebujemy cię tutaj, jasne?! — Pedri przytrzymał go mocno. — Wystarczy strzelić dwa gole. Wiemy, że oni grają nieczysto. My pokażemy, że można wygrać bez oszustwa. Dalej!
Po zamieszaniu i kilku żółtych kartkach mecz toczył się dalej, ale był bardziej agresywny — stawką było wszystko.
W pewnym momencie Gavi przejął piłkę, podał do Pedriego, który zagrał do Lewandowskiego — GOOOOOOL! 1:1! Polak zdobył piękną bramkę.
Kibice eksplodowali, Xavi i cały sztab wybiegli, by świętować. Gol dla wszystkich, których już nie było — dla Busiego i Alby w Interze Miami, dla Ansu w Arsenalu, dla Ferrana i Erica w Chelsea, dla wszystkich canteranos z La Masii.
Do końca meczu doliczono 5 minut. W 94. minucie wydawało się, że już nic się nie zmieni.
Ale wtedy Valverde stracił piłkę, Frenkie ją przejął, podał do Gaviego, ten do Pedriego — GOOOOOOL! Kanarek zrobił to w 95. minucie!
Liga Mistrzów należy do FC Barcelony.
Gavi, nie mogąc opanować emocji, podbiegł do Pedriego, objął jego twarz w dłoniach i pocałował go, na oczach milionów ludzi.
Pieprzyć wszystkich! Był szczęśliwy i chciał to pokazać właśnie jemu — temu wyjątkowemu chłopakowi, który zawsze był przy nim. Świat mógł sobie mówić, co chciał.
Obaj płakali ze szczęścia, zapominając o wszystkim wokół. Liczyli się tylko oni — ich splecione dłonie, czoła złączone razem i uśmiechy na twarzach.
Nic więcej nie było im potrzebne. Wystarczyło, że mieli siebie nawzajem — aby czuć się kompletnym, czuć się żywym. Dwoje chłopaków głodnych życia, którzy w końcu odnaleźli spełnienie.
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
