Piasek łaskotał jego stopy przy każdym kroku. Nie paliło się, była noc, a plaża była pusta, ani żywej duszy — pewnie przez porę.
Rzadko wychodzili za dnia. Zwykle dopiero wieczorem, gdy ludzie byli już w domach, jedli kolację albo spali.
Zawsze starali się unikać fanów. Nie dlatego, że ich nie lubili — po prostu czasem, kiedy tłum ludzi z telefonami przyklejonymi do szyb auta patrzył na niego jak na eksponat, czuł się nieswojo. Zdenerwowany. Oceniany za najmniejszy gest.
Trzeba się było do tego przyzwyczaić.
Dlatego kiedy Fer wpadał na szalony pomysł, żeby o północy wyjść na pierwszy lepszy pusty kawałek świata — nie odmawiał. Siedzenie w domu cały dzień i wychodzenie tylko na trening czy mecz... nie było najzdrowsze.
A jeśli tym miejscem była plaża? Nie miał żadnych "ale". Jeśli kochał coś bardziej niż piłkę, to właśnie morze. Uwielbiał uczucie piasku pod stopami i słonej, zimnej wody na skórze. Dorastał w miejscu, gdzie plaż było mnóstwo — morze było jego częścią.
No i ten księżyc. Czasem świecił jaśniej w wodzie niż na niebie.
Ach, księżyc. Jaki on był piękny.
Mówiąc o księżycu... co robił jego księżyc? Cóż, jeszcze nie był jego.
Wciąż nie rozumiał do końca, co się wydarzyło tamtej nocy w restauracji. Dlaczego Isobel mu to wszystko powiedziała? Jakby to było jakieś niewyjaśnione pożegnanie. I chyba było — próbował się z nią skontaktować, ale cisza. Nie odpowiadała na wiadomości ani telefony. Po prostu zniknęła.
A Gavi? Z nim wszystko było jeszcze bardziej pokręcone. Co miał zrobić? Nie wiedział. To, co stało się z Isobel, totalnie go zaskoczyło.
Musiał z kimś pogadać. Czasami, jak był szczery, potrafił być naprawdę głupi. A rada od brata jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
– Hej, Fer – powiedział, podchodząc kilka kroków. – Mogę cię o coś zapytać?
– Już pytasz – odwróciła się z uśmiechem.
– Dobrze... coś jeszcze?
– Znowu to zrobiłeś – zaśmiał się.
– Zamknij się, to poważne! – rzucił z lekkim uśmiechem. Ten chłopak potrafił żartować nawet w najpoważniejszych momentach.
– No dobra, gadaj, człowieku – Fer zatrzymał się i stanął obok niego.
– Gdyby dziewczyna powiedziała ci: „Nie martw się, wiem, co chciałeś mi powiedzieć", a potem „ona rozumie i nie ma problemu"... co byś zrozumiał?
– Co zrobiłeś Isobel?
– Nie powiedziałem, że to ona – przerwał spacer i spojrzał na niego. Czy to było aż tak oczywiste?
– Daj spokój, Pedro! Ona to jedyna dziewczyna, z którą się spotykałeś. Kto niby inny? – Cholera. Zapomniał, że to jego brat. Wiedział o nim wszystko.
– Valeee... po prostu... – Jak to zacząć? – Wczoraj poszliśmy na kolację. Taką zwykłą, nie? Nie, nie. Muszę zacząć od początku. – I zaczął opowiadać wszystko. O Isobel, o Gavi'm. Oczywiście nie używając imion, mówił o „kimś", bez wskazywania płci.
– I na końcu powiedziała: „Bardzo cię kocham, ale należysz do kogoś innego." I mnie pocałowała. Tak po prostu! A teraz nie odpowiada na nic i nie mogę się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi!
Fer był tak zaskoczony, że milczał. Jakby jeszcze przetwarzał wszystko, co usłyszał.
– Tak po prostu to powiesz?! – Pedro zaczynał się irytować przez to milczenie.
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
