- Pedri, co robisz jutro? - Byli pod prysznicem po ciężkim treningu.
- Robimy grilla z Ferem i znajomymi - kanarek puścił wodę po swoim ciele nie otwierając oczu - Chcesz przyjść?
-Jakimi znajomymi?
- Pamiętasz tych z przyjęcia urodzinowego?
- Tak, pamiętam.
- To z nimi
Nagle Gaviemu ścisnęło żołądek, chciał być z Pedrim w jego wolny dzień, ale tylko z nim, nie z innymi ludźmi, nie z tą dziewczyną, którą jego przyjaciel uważał za ładną - Ok, idę.
- Ok, przyjdziesz teraz do mnie?
- Oczywiście, że tak.
Po długim prysznicu przebrali się i wyszli.
-Z kim rozmawiasz?- zapytał młodszy, próbując spojrzeć na telefon drugiego, Pedri nie zwracał uwagi na film, który wybierali godzinami, co zaczynało irytować Gaviego.
- Z Isą, próbuję ją przekonać, żeby przyszła jutro - odpowiedział, nie odrywając wzroku od telefonu.
- Taa... lepiej, żeby została w domu z żalem, że nie przyszła, gdy zobaczy, że świetnie się bawiliśmy bez niej - mruknął bez żadnego filtra.
- Wiem, że nie chcesz się ze mną dzielić, ale nie powinniśmy być zazdrośni Pablo - powiedział Pedri z chichotem.
- Idioto, nie myśl, że jesteś taki ważny.
- Nie umiesz kłamać, dzieciaku... przyznaj się, nawet nie chcesz się mną dzielić, ty zazdrosny gówniarzu.
W mgnieniu oka Pablo znalazł się uwięziony na nogach Pedra, a jego ręce łaskotały go.
Gavi nie mogł się do tego przyznać... ale jego głowa krzyczała, że to prawda.
Nie, był zazdrosny jak cholera.
Odkąd był mały, nigdy nie lubił się dzielić, ani zabawkami, ani jedzeniem, ani przyjaciółmi... niczym, nienawidził tego. Nie mógł znieść, gdy ktoś inny miał to, co on, lub gdy miał coś, czego on nie mógł mieć.
Po prostu nie mógł.
I nienawidził tej wady w sobie tak bardzo, nienawidził jej z całej duszy, próbował zakopać ją głęboko w sobie, gdzie nikt nie mógł jej znaleźć.
Ale po tym popołudniowym grillu ktoś zaczął odkrywać jejgo wady, a tym kimś była ta dziewczyna z prostymi brązowymi włosami, niebieskimi oczami i pięknym uśmiechem.
Po tym dniu Pedri cały czas rozmawiał z Isobel, przed treningiem pisał do niej smsy, po treningu znowu pisał do niej smsy, w domu również, cały czas rozmawiali.
Pablo zaczynał się irytować, że nie ma niepodzielnej uwagi kanarka.
Poza tym zbliżały się powołania na mistrzostwa świata, a jeśli chcieli zostać powołani, musieli udowodnić, że są w stanie pojechać na mundial. Luis Enrique był bardzo surowy, obserwował każdą rzecz, którą robili piłkarze. Musieli więc być niezwykle chętni i skoncentrowani na kolejnych meczach.
To byłaby idealna wymówka, by usprawiedliwić swoją zazdrość o Pedro.
- Wystarczy - Gavi wziął telefon od przyjaciela.
- Ej!!-wstał z kanapy - Daj mi go - powiedział poważnie.
- Nie Pedro, utknąłeś tam przez cały czas.
- Jak to na ciebie wpływa? - wymamrotał niegrzecznie.
-Co?-kanarek nigdy wcześniej tak do niego nie mówił.
- Przepraszam... Nie chciałem tak do ciebie mówić - wydawał się zdawać sobie sprawę ze swojego błędu, ale Gavi nie przejął się jego przeprosinami.
- Tak, bardzo mnie to dotyka... Nie pamiętasz, że zbliżają się mistrzostwa świata, że nie jesteśmy nawet blisko ogłoszenia - przerwał, by wziąć oddech, nie zdawał sobie sprawy, że wstał z fotela i zaczął podnosić głos - Jestem pewien, że ty i ja chcemy pojechać, a do tego musimy poświęcić się w stu procentach, a ty jedyne, co robisz, to dajesz sobie luksus flirtowania. Poza tym... - zatrzymał się na chwilę, zanim wyrzucił z siebie: - Chcę, żebyśmy pojechali razem.
Pedri nie wiedział, jak na to zareagować, bo to prawda, był zbyt rozkojarzony.
Kilkakrotnie podczas treningów Xavi zwracał mu uwagę, podobnie jak Gavi, gdy ten spędzał zbyt dużo czasu nie zwracając na niego uwagi, czasem nawet musiał go ostrzegać, gdy światło drogowe było już zielone, tak, właśnie tak rozkojarzony był.
Ale nie ma co go winić, Isobel miała bardzo ciekawe życie: studiowała gastronomię, trenowała pływanie i od czasu do czasu pracowała w piekarni krewnego... to wydawało się kanarkowi interesujące, bo nigdy nie dowiedziałby się, jak to jest tak żyć.
- Nie wiem, co powiedzieć. - i to była prawda, nie było słów w jego głowie - Masz całkowitą rację, Pablo, wybacz mi.
- Nie, musisz obiecać
-Co obiecać?
- Że pojedziemy razem na mistrzostwa świata - wyglądał jak mały chłopiec proszący o to, ale naprawdę tego chciał.
- Pablo, to nie zależy ode mnie
- Przynajmniej powiedz, że spróbujesz - znów spojrzał na niego oczami błagającymi o nadzieję, której Pedri nie mógł odmówić.
- Postaram się, obiecuję - Gavi zbliżył swój mały palec do palca kanarka, wyglądało to dziecinnie, ale taka obietnica wiele znaczyła dla Pabla.
- Obiecuję - powtórzył jeszcze raz, obejmując najmłodszego ramionami.
Obiecał, bo chciał tego samego, chciał pojechać na mundial, chciał towarzyszyć całej reprezentacji, chciał czuć te emocje po każdym meczu, nawet jeśli była to porażka, chciał dać z siebie wszystko, by doprowadzić swoją drużynę do finału i chciał, by jego towarzyszem był nie kto inny jak Gavi.
Zrobiłby wszystko, aby zabrać ich do Kataru.
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
