Zimna, ciemna noc była jedynym towarzyszem Pedriego na pustej drodze.
Żadnych świateł, żadnych samochodów – tylko on.
Był w drodze na lotnisko. Wiedział, że Gavi dziś wraca. Wydusił tę informację od Ansu, który, niczego nie podejrzewając, podał mu godzinę przylotu bez wahania.
Po dziwnej nocy, którą spędził w domu, Pedri nie mógł dłużej czekać. Musiał odnaleźć Pabla i go przeprosić. Nadal nie powiedział mu o swoim odkryciu. Nie był gotowy. Najpierw musiał porozmawiać z Isobel.
Ale przede wszystkim – bał się.
Bał się, że Gavi nie odwzajemni jego uczuć. Bał się, że jeśli powie mu prawdę, to zrujnuje to, co zostało z ich przyjaźni. Jeśli w ogóle jeszcze coś zostało...
Na lotnisku było pusto.
Może to przez późną porę – druga w nocy. Pedri nie rozumiał, dlaczego Gavi dostał lot o tak absurdalnej godzinie, ale może było to celowe. Mniej ludzi, mniej spojrzeń, mniej próśb o zdjęcia i autografy. W duchu podziękował temu, kto mu ten bilet kupił.
Mijały minuty, a po Sevillianinie nie było śladu.
Dopiero po chwili automatyczne drzwi rozsunęły się, a przez nie wyszedł Gavi – zmęczony, lekko rozczochrany, z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. Pedri natychmiast wstał, ale zanim zdążył zrobić krok w jego stronę, zauważył coś, czego się nie spodziewał.
Obok Gaviego szedł jakiś chłopak.
Pedri zmarszczył brwi.
Gavi zdawał się go nie zauważać. Był pochłonięty rozmową z nieznajomym, a na jego twarzy gościł lekki uśmiech – ten sam, którego Pedri nie widział już od dłuższego czasu.
Zanim zdążył się zastanowić, co robi, ruszył w ich stronę.
— Pablo! — zawołał, a Gavi zatrzymał się w pół kroku.
Jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu.
— Pedri? Co ty tu robisz?
— Chciałem z tobą porozmawiać.
— Teraz? — Gavi rozejrzał się nerwowo, jakby szukał wymówki, by się wymigać.
— Tak. To ważne.
Gavi przygryzł wargę, po czym rzucił krótkie spojrzenie swojemu towarzyszowi.
— Rodrigo, możesz chwilę zaczekać?
Pedri spojrzał na niego uważniej.
— Rodrigo?
— Tak — odpowiedział tamten, mierząc Pedriego wzrokiem. — Widzieliśmy się już wcześniej.
— Tak, jasne — mruknął Pedri, ale jego wzrok ponownie skupił się na Gavim. — Możemy porozmawiać? Sam na sam?
Gavi zawahał się, ale w końcu skinął głową.
— Okej. Ale krótko.
Rodrigo odsunął się na bok, wyciągając telefon, a Gavi i Pedri odeszli na kilka kroków.
— Słucham — powiedział Gavi, zakładając ręce na piersi.
Pedri wziął głęboki oddech.
— Musimy pogadać. W domu.
— Teraz?
— Tak. Proszę.
— Pedri... — Gavi westchnął i potrząsnął głową. — Nie mogę.
— Dlaczego?
— Bo Rodrigo mnie podwozi.
— A twoi rodzice?
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
