25.

127 7 0
                                        


Zimna, ciemna noc była jedynym towarzyszem Pedriego na pustej drodze.
Żadnych świateł, żadnych samochodów – tylko on.

Był w drodze na lotnisko. Wiedział, że Gavi dziś wraca. Wydusił tę informację od Ansu, który, niczego nie podejrzewając, podał mu godzinę przylotu bez wahania.

Po dziwnej nocy, którą spędził w domu, Pedri nie mógł dłużej czekać. Musiał odnaleźć Pabla i go przeprosić. Nadal nie powiedział mu o swoim odkryciu. Nie był gotowy. Najpierw musiał porozmawiać z Isobel.

Ale przede wszystkim – bał się.

Bał się, że Gavi nie odwzajemni jego uczuć. Bał się, że jeśli powie mu prawdę, to zrujnuje to, co zostało z ich przyjaźni. Jeśli w ogóle jeszcze coś zostało...

Na lotnisku było pusto.

Może to przez późną porę – druga w nocy. Pedri nie rozumiał, dlaczego Gavi dostał lot o tak absurdalnej godzinie, ale może było to celowe. Mniej ludzi, mniej spojrzeń, mniej próśb o zdjęcia i autografy. W duchu podziękował temu, kto mu ten bilet kupił.

Mijały minuty, a po Sevillianinie nie było śladu.

Dopiero po chwili automatyczne drzwi rozsunęły się, a przez nie wyszedł Gavi – zmęczony, lekko rozczochrany, z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. Pedri natychmiast wstał, ale zanim zdążył zrobić krok w jego stronę, zauważył coś, czego się nie spodziewał.

Obok Gaviego szedł jakiś chłopak.

Pedri zmarszczył brwi.

Gavi zdawał się go nie zauważać. Był pochłonięty rozmową z nieznajomym, a na jego twarzy gościł lekki uśmiech – ten sam, którego Pedri nie widział już od dłuższego czasu.

Zanim zdążył się zastanowić, co robi, ruszył w ich stronę.

— Pablo! — zawołał, a Gavi zatrzymał się w pół kroku.

Jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu.

— Pedri? Co ty tu robisz?

— Chciałem z tobą porozmawiać.

— Teraz? — Gavi rozejrzał się nerwowo, jakby szukał wymówki, by się wymigać.

— Tak. To ważne.

Gavi przygryzł wargę, po czym rzucił krótkie spojrzenie swojemu towarzyszowi.

— Rodrigo, możesz chwilę zaczekać?

Pedri spojrzał na niego uważniej.

— Rodrigo?

— Tak — odpowiedział tamten, mierząc Pedriego wzrokiem. — Widzieliśmy się już wcześniej.

— Tak, jasne — mruknął Pedri, ale jego wzrok ponownie skupił się na Gavim. — Możemy porozmawiać? Sam na sam?

Gavi zawahał się, ale w końcu skinął głową.

— Okej. Ale krótko.

Rodrigo odsunął się na bok, wyciągając telefon, a Gavi i Pedri odeszli na kilka kroków.

— Słucham — powiedział Gavi, zakładając ręce na piersi.

Pedri wziął głęboki oddech.

— Musimy pogadać. W domu.

— Teraz?

— Tak. Proszę.

— Pedri... — Gavi westchnął i potrząsnął głową. — Nie mogę.

— Dlaczego?

— Bo Rodrigo mnie podwozi.

— A twoi rodzice?

Hungry for LifeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz