33.

131 4 0
                                        

-Dzień dobry — obudził go ochrypły głos tuż przy jego uchu, łaskoczący go delikatnie.

- Cześć — wielki uśmiech rozświetlił jego twarz. Był szczęśliwy, że pierwszą rzeczą, którą zobaczył po przebudzeniu, był Pedri, promieniejący w ciepłym świetle słońca.

— Jak przystojnie wyglądasz, prawda? — zapytał tonem, który sprawił, że cały się spiął. Kanarek zaczął przesuwać się jeszcze bliżej, a jego usta musnęły szyję chłopaka, wywołując gęsią skórkę.

— Nie rób tego...

— Co? — Pedri zaczął zostawiać małe pocałunki na jego jabłku Adama, sprawiając, że Pablo cały się trząsł.

— To... — ledwo mógł oddychać ze zdenerwowania. Słowa więzły mu w gardle, a jego usta pragnęły starszego chłopaka bardziej niż czegokolwiek.

— Nie słyszałem cię — Pedri prowokował dalej, zbliżając swoje wargi do jego ust, ale ich nie dotykając. Lubił patrzeć, co może w nim wywołać samym szeptem, samą pieszczotą.

Zdesperowany, widząc, jak Pedri tylko go prowokuje, ale nie robi nic więcej, Pablo szybkim ruchem wspiął się na starszego chłopaka, siadając mu na biodrach i chwytając jego ręce, unieruchamiając go całkowicie.

— Mówiłeś coś? — zapytał z dumnym uśmiechem. Uwielbiał mieć nad nim kontrolę.

Pedri, nie mogąc już dłużej wytrzymać, rzucił się na usta młodszego chłopaka, całując go intensywnie, tak jak marzył o tym od chwili, gdy Pablo się obudził. Gavi puścił jego ręce i przesunął dłonie na nagą klatkę piersiową kanarka, śledząc każdy ruch jego warg, pragnąc więcej i więcej, prosząc niemal bez słów o pozwolenie na głębszy pocałunek, chcąc przejąć kontrolę również tam.

A Pedri czuł się jak w niebie — czysta przyjemność. Jego dłonie pieściły miękką, nagą talię Pabla. Chciał mieć go jak najbliżej siebie, czuć jego ciało, każdy jego dreszcz pod wpływem pocałunków i dotyku.

— Pablo... — urwał, pochłonięty pocałunkami młodszego, który dotykał go tak, jakby od tego zależało jego życie.

Chciał całować każdą jego część, odwzajemniać każdy gest, sprawić, by Pablo czuł się równie dobrze, jak on sam w jego objęciach.

Powinni przestać. Całkowicie przestać. Wiedzieli, że jeśli pozwolą sobie pójść dalej, nie będą w stanie się zatrzymać. A mieli coś ważnego do zrobienia.

Tymczasem obaj całowali się i dotykali z taką intensywnością, jakby nic innego nie istniało. Czuli, że potrzebują siebie nawzajem, jakby przyciągała ich siła nie do odparcia.

— Musimy już wstać, musimy tam być... — mruknął, ale wtedy...

— Zdrowaś Mario! — Fernando wpadł do pokoju bez pukania, zastając Gaviego na Pedrim, obaj w samej bieliźnie, jedzących się nawzajem pocałunkami i dotykających z desperacją.

— FERNANDOOO! — Pedri z czystej bezwładności zrzucił Pabla na podłogę, a następnie rzucił poduszką w swojego wścibskiego brata, który nigdy nie nauczył się pukać.

— Nic nie widziałem! — wrzasnął Fernando, uciekając do swojego pokoju, zasłaniając oczy i krzycząc coś o wybielaczu. To był najgorszy obraz, jaki kiedykolwiek zobaczył.

— Sukinsyn!

— Wiem, nigdy nie nauczy się pukać do drzwi — westchnął Pedri.

— Nie on, ty idioto! — syknął Pablo z podłogi, masując plecy, które zarumieniły się od uderzenia.

Hungry for LifeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz