Słyszał szloch, krzyki i szum wody lejącej się z pryszniców. Brzmiało to okropnie, rozdzierająco, jakby ktoś został strasznie zraniony.
Ruszył w tamtym kierunku, obawiając się, co może zastać — ludzie rzadko krzyczeli podczas kąpieli. Był pewien, że to nie mógł być członek personelu. To musiał być zawodnik, może ktoś z drużyny młodzieżowej, albo Bóg wie kto.
Zdziwił się, widząc wystające spod jednego z pryszniców buty. Na pierwszy rzut oka widać było, że należą do zawodnika, ale trudno było stwierdzić którego. Kilku nosiło te same modele Adidasa — sponsorowane przez klub — więc trudno było zgadnąć, kto tam płakał tak rozpaczliwie.
Wahał się, czy otworzyć drzwi, które i tak nie były zamknięte. W końcu, drżąc ze strachu, uchylił je i zobaczył przerażający widok.
Pedri siedział w kącie, szlochając niepocieszony. Wciąż miał na sobie mokre ubrania treningowe, a zimna woda lała się na niego z prysznica. Obejmował siebie ramionami, próbując się ogrzać, a jego oczy były spuchnięte i czerwone od płaczu — musiał płakać od dłuższego czasu.
— Pedro, co ty robisz? — Gavi wszedł do małego boksu, zamknął drzwi na klucz i chwycił chłopaka za ramiona, próbując wyciągnąć go spod prysznica. Pedri jednak od razu odsunął się na bok, gdy tylko poczuł dotyk.
— Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś! Cały pieprzony świat wiedział! Oni wiedzieli przede mną! — wykrzyknął przez łzy.
— O czym ty mówisz? — Gavi nie rozumiał, ale musiało chodzić o coś poważnego, skoro Pedri był w takim stanie. Jeszcze raz podszedł do niego, tym razem z ręcznikiem, i delikatnie owinął go nim. Pedri tym razem się nie sprzeciwił.
— Chodź, pomogę ci.
— Wiedziałeś, Fer wiedział... i nikt mi nie powiedział — wyszeptał Pedri, podczas gdy Gavi zdejmował mu mokre buty i ubrania. Kiedy skończył, zaprowadził go pod gorący prysznic i zaczął go delikatnie myć. Sytuacja była dziwna — nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie kąpać kanarka — ale Pedri nie był w stanie zrobić tego sam. Nawet jeśli Gavi był na niego zły, nie mógł go tak zostawić. Gdyby został w zimnej wodzie, mógłby się poważnie rozchorować.
— Co się stało? — zapytał cicho, gdy pomagał mu się ubierać. Pedri już nie płakał, ale wciąż milczał, wpatrując się w pusty punkt na ścianie.
— Możesz mi powiedzieć?
— Wszyscy wiedzą, że go skrzywdziłem... Jestem potworem, Gavi — wychrypiał.
— O czym ty mówisz?
— Wszyscy to mówią. Jest tyle wiadomości. Wszystkie mówią to samo. Jestem potworem! — znów łzy zaczęły spływać po jego policzkach. Widok Pedriego w takim stanie był druzgocący. Przypominał najgorszy czas, kiedy na początku 2022 roku doznał kontuzji i wpadł w depresję.
— Powiedz mi, o co chodzi. Nie mogę ci pomóc, jeśli nie wiem.
— Nie chciałem go uderzyć, przysięgam! — Pedri spuścił wzrok na swoje dłonie. — Nie wiem, co się ze mną stało. Nic nie pamiętam...
Teraz wszystko zaczęło się układać w całość. Gavi zrozumiał, że Pedri naprawdę nie wiedział, co się wydarzyło.
— Skąd się dowiedziałeś?
— Pracownicy mi powiedzieli... Jest nagranie. Mówili, że to trwało już od jakiegoś czasu. Ale dzisiaj...
— Przepraszam — wyszeptał Gavi. Wiedział, że przeprosiny nie naprawią sytuacji, ale nienawidził widzieć Pedriego w takim stanie: spuchnięte oczy, zaczerwieniona twarz, dłonie poranione od zaciskania pięści, sine usta od lodowatej wody...
CZYTASZ
Hungry for Life
FanfictionGłodny życia. Pomimo posiadania wszystkiego, Pedri czuł, że czegoś mu brakuje, czuł ogromną pustkę i nigdy nie przypuszczał, że znajdzie ją w swoim rywalu, Gavim, który nigdy nie przypuszczałby, że kanarek go pokocha. Książka jest własnością @realsk...
