EvaMinął tydzień odkąd nie ma z nami Levisa. Mimo bardzo ciekawych gości, nasz dom ocieka złą energią. William, nie sypia prawie wcale, ciągle gdzieś znika lub zamyka się w gabinecie z przyklejonym do ucha telefonem. Wszyscy szukają przyjaciela, nawet Turcy, którzy zostali wtajemniczeni.
Uważam, że słusznie, to również wpływowi ludzie, a co najważniejsze, są niemniej zaangażowani w sprawę niż my. Widzę, że robią co mogą, aby złapać jakikolwiek trop, niestety jak do tej pory nieskutecznie.
Atmosfera w posiadłości jest tak ciężka, że można ją ciąć nożem, a żadne z nas nie ma w sobie ksztyny życia i chęci na zabawę. Szkoda, bo Diana, Emre oraz Malik przyjechali na urlop, spędzić miło czas z przyjaciółmi. Oprócz obiadów i wieczornych posiadówek w salonie przy lampce wina, nie zapewniamy im żadnej rozrywki. A co gorsza, musimy udawać, że to zwykłe zaginięcie i nie wiemy o co chodzi, bo jak wytłumaczyć Dianie - zwykłej kobiecie, że to porachunki mafijne, a Levis, może już nigdy nie wrócić.
Ukrywanie przychodzących przesyłek, a tym bardziej pilnowanie się aby o nich przy niej nie rozmawiać z każdym dniem staje się coraz trudniejsze i ciąży każdemu z nas. Ani trochę nie zazdroszczę tej sytuacji Emre, który ze wszystkich sił, mimo wszystko próbuje nie wpuścić ukochanej za mury tego okrutnego świata, splamionego krwią.
Z każdą chwilą spędzoną z nimi widzę, jak wiele Diana dla niego znaczy, jego spojrzenia, gesty, słowa, wszystko robi z taką miłością, że przyjemnie się na nich patrzy zwłaszcza w tak ciężkim dla nas wszystkich czasie.
Camilla, chodzi ciągle zdenerwowana i zapłakana, czym bardzo mnie zaskakuje, bo łez się u niej nie spodziewałam. To nie tak, że w moich oczach jest bezduszną suką, ale ona przeżywa to dużo mocniej, niż przeżywałaby to Cami, którą znam od lat.
Od czasu niewyjaśnionego zniknięcia
Powella, moja przyjaciółka mieszka z nami. Musiałam ją do tego przymusić szantażem, ale wolę mieć na nią oko. Prawie nie je, nie sypia, stała się blada i cieniem własnej siebie. Często siedzi bez ruchu wpatrzona w bransoletkę, którą jakiś czas temu dostała od Leviego. Na jej widok serce się łamie, bo z wesołej oraz sarkastycznej seks bomby zamieniła się dosłownie we wrak w zaledwie kilka dni.Moje biedactwo.
Jedynie Dayan, który nadal jest z nami, koi na ile to zresztą możliwe mój niepokój i ból. Nie ma dnia ani godziny abym nie myślała o Levisie. Każdy domownik począwszy od Williama, kończywszy na naszej gosposi, błąka się po willi niczym żywy trup. Każdy z nas przeżywa jego zniknięcie na swój sposób. Każdy z nas cierpi, nie chcąc tego pokazywać, aby przywdziać maskę twardziela oraz być oparciem dla reszty.
Tylko jak długo wytrzymamy w tej niewiedzy? Zatruci jadem któregoś z wrogów? Czasami mam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę, że za chwilę się obudzimy z tego koszmaru i znów beztroscy i pijani tak jak w dzień strzelaniny, zasiądziemy przy kuchennej wyspie udając, iż żyjemy niczym zwyczajni ludzie, zapominając o najciemniejszej stronie tego podłego padołu.
Boże, nawet nie mogę sobie wyobrazić co się stanie jeśli za kilka dni, godzin, a być może nawet minut dostaniemy wiadomość, że Levis nie żyje. Po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić, bólu jaki zaleje nasze serca i umysły.
A minął już tydzień, pierdolone siedem dni niepewności co się z nim dzieje. Wczoraj dostaliśmy piąty, mały palec z napisem „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu". Idąc tokiem myślenia pojeba, który za tym stoi możemy spodziewać się jeszcze dwóch... Tylko czego? Palców drugiej dłoni? Każdy grzech jest wysyłany chronologicznie, z pewnością nawiązuje do William, no bo proszę, nawet idiota połączył by to wszystko z oczkiem w głowie mojego męża czyli jego klubem.

CZYTASZ
W samym środku piekła
Любовные романыWilliam Shelley to król Nowego Jorku , który przez lata zapracował sobie na opinię bezwzględnego szefa narkotykowej mafii. Jednak w jego kręgach znajdują się ludzie, którzy chcą pozbawić go władzy. Nieugięty mafiozo dobrze wie, jak sobie z tym pora...