rozdział 13

2.3K 121 5
                                        

Siedziałam w samochodzie lekko przestraszona, nie odzywałam się. Byłam wpatrzona w drogę za szybą, a z nudów liczyłam drzewa przy drodze.

-Gdzie jedziemy?- zapytałam gdy pogubiłam się już w liczbach

-Nie powiem ci

-To może przedstawisz mi nowe prawa, no wiesz w końcu kopną mnie ten zaszczyt i awansowałam na osobę porwaną -moja wypowiedź ociekała sarkazmem i ironią

-Nie masz praw i bądź już cicho -o lekko się wykurzył? To nic, to dopiero początek. Nie musiał tego robić, jak powiedział by że chce pieniędzy, które proponują za moje życie to odstawilibyśmy ładne przedstawienie i by je dostał. Jednak pan zakuty łeb nie może zrozumieć tego że to nie jest dla mnie problem danie mu tych trzech milionów. W sumie dziwię się że tak mało oferują za mnie,  jedynie trzy nędzne milioniki, gdzie moje ubezpieczenie wynosi przynajmniej dziewięć. Dobra nie chcę już o tm myśleć, teraz skupmy się na wkurzaniu mojego porywacza.

-Nie powinnam mieć jakiegoś worka na głowie bym nie widziała gdzie jedziemy?

-Chyba ja wiem lepiej -warknął w moją stronę

-Zatrzymamy się na chwilę jak w tych wszystkich filmach, a ja w tedy spróbuję uciec, ty będziesz mnie gonił po ciemnym lesie, jednak nie zabijesz jak to zazwyczaj się kończy. Dawaj będzie fajnie, ja chcę się tak pobawić- marudziłam testując wytrzymałość chłopaka.

-A jak znudzi nam się zabawa w porywacza, pobawimy się w gangsterów. Skołujemy pistolety na wodę i jeszcze kilku ziomków. Zaczaimy się w ciemnym zaułku i urządzimy strzelaninę. -ekscytowałam się

-Dobra koniec, rozumiem jesteś na mnie zła, ale możesz przestać? - ooo... o taki efekt mi chodziło

-Nie, zasłużyłeś ...-maiłam mu jeszcze zacząć wygarniać z grubej rury, ale chłopak zdezorientował mnie nachylając się i sięgając ręką do schowka. Grzebał tam chwilę potem wyciągną coś czego niestety nie zdążyłam dostrzec.

-Przepraszam -szepną jeszcze, a potem poczułam ukucie na ramieniu. Patrzę na Jamesa, trzyma w dłonie pustą już strzykawkę.

-Nie zrobiłeś tego -mówię, a przed moimi oczami pojawiają się mroczki

-Zasłużyłaś -słyszę jeszcze i odpływam w nieznane mi krainy.

Czuję pulsowanie w całej czaszce, jak po sporej dawce alkoholu, a odgłosy obijanych o siebie garnków rozrywały moją czaszkę. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po nowym otoczeniu. Leżałam na wielkim łóżku, przykryta ciemną kołdrą. Całe pomieszczenie było utrzymane w niebieskich barwach, a dodatki czarne. Głośne dudnienie nie ustawało, postanowiłam poszukać źródła dźwięku i uciszyć hałas. Wstałam z łóżka, a moje nogi od razu pokryły się gęsią skórką na spotkanie z zimną podłogą. Kiedy przyzwyczaiłam się już do chłodu schodzę z łóżka i stwierdzam, że znowu obudziłam się w samej bieliźnie. Czyli to za każdym razem James mnie rozbierał, mogę mieć tylko cichą nadzieję że w tym czasie nie przyszedł mu do głowy żaden głupi pomysł i nie podglądał. Nie mogę znaleźć niczego do ubrania i zastanawiam się czy przypadkiem nie poczekać na chłopaka, okryta po szyję kołdrą. Jednak zdaje sobie sprawę że nie wytrzymam ani chwili dłużej tego walenia.

Nie przejmując się ubiorem wychodzę na korytarz i podążam w stronę dochodzącego dźwięku. James siedzi w kuchni i bawi się w perkusję.

-Czy ciebie do końca porąbało?!- krzyczę chodź moja głowa stanowczo protestuje -Nie dość że mnie porwałeś, naćpałeś, rozebrałeś to jeszcze fundujesz mi taką pobudkę? -nie dość że krzyczałam to jeszcze zaczęłam wymachiwać rękami

-O nie zauważyłem cię -powiedział zwracając w końcu na mnie uwagę

-Jesteś dziecinny -mówię i mam zamiar odwrócić się na pięcie z zamiarem odejścia, jednak zatrzymują mnie palce owinięte wokół mojego przedramienia.

-To ty chciałaś się bawić

-Nic nie rozumiesz? Jesteś idiotą, uderzyłeś swojego przyjaciela i porwałeś mnie. Chcesz pieniędzy? Okej, ale mogłeś to powiedzieć w wprost, a nie bawić się w tego złego. Oboje wiemy że taki nie jesteś .

-Ustalmy coś, ja nie udaję, jetem jaki jestem. W przeciwności do ciebie, kim teraz jesteś? Którą scenkę z swojej książki odgrywasz? Nic nie powiesz? Nie ma tego w twojej wyobraźni? -przekroczył granicę. Nie wiem co mu odpowiedzieć, co zrobić. Jedyna myśl jaka mi teraz nachodzi to, że byłam głupia myśląc że mężczyzna przede mną ma w sobie chodź odrobinę dobra. Myślałam nawet że może jak wszystkie burze ucichną, polubimy się, a on pokaże mi kawałek siebie. Jedyny raz kiedy to otworzył minimalną szparkę, którędy nawet mysz by się nie przecisnęła, w swoim sercu, mówił o swoich braciach w szpitalu. Chciałabym dowiedzieć się więcej, ale chyba nie będzie mi to dane.

Spojrzałam mu w oczy i wyrwałam rękę z stalowego uścisku jego długich palców. Stałam na przeciwko niego mrożąc go wzrokiem, on nie pozostawał mi dłużny i również gromił mnie spojrzeniem, swoich dwóch jak węgiel, tęczówek. Między naszymi ciałami, przeskakiwał prąd. Chłód ogarną całe pomieszczenie i lizał moje odkryte ciało.

-Jesteś jak głaz, nieczuły i obojętny -powiedziałam cicho -Tacy jak ty zazwyczaj są blisko siebie, tworząc góry, przez to są silniejsi i myślą, że są niepokonani. Jednak kiedy taki jeden kamień się osunie i zostanie sam, wystarczy odpowiedni sprzęt, a można go rozkruszyć, zniszczyć. Czasami te kamienie są na tyle piękne, że układają je w ogrodach, tworząc coś pięknego, ale aby to zrobić, niektóre krawędzie trzeba zeszlifować. W ten sposób można odkryć ich wnętrza. -odezwała się we mnie mała filozofka, która teraz koniecznie chciała wyjść na zewnątrz. Nic więcej nie dodałam tylko spuściłam głowę wycofując się z pomieszczenia. Udałam się do pokoju w którym się obudziłam i położyłam na łóżku. Nie mogłam powstrzymać łez, które niespodziewane zaczęły spływać po moich policzkach i dałam sobie z nimi spokój. Niech lecą, oczyszczą moją duszę z smutku, rozczarowania, w końcu na coś trzeba umrzeć i równie dobra może być śmierć przez zapłakanie się. To oryginalne tak zginąć, nie będę wybrzydzać.

Moja głowa nadal bolała i postanowiłam zdrzemnąć się jeszcze chwilę. Ułożyłam się na łóżku zamykając oczy, miałam jedno marzenie obudzić się w domu. Bez żadnych problemów, gangów, porywaczy, tylko ja i moja wybujała wyobraźnia.

Znów budzę się z krzykiem, znów te martwe niebieskie oczy jak lód nawiedziły mnie w snach. Znów wydarzenia z poprzednich dni nie pozwalały mi o sobie zapomnieć. Jednak tym razem muszę być silna, nie mam już teraz nikogo, kto mi pomoże, no może oprócz jednego chłopaka stojącego właśnie w drzwiach. Jeszcze ciężko dyszę po koszmarze jakiego doświadczyłam, a on stoi i przygląda mi się.

-Miałam zły sen to wszystko- mówię mając nadzieję że odejdzie, on jednak stoi dalej niewzruszony. Nie wiem co zrobi dalej, ale wiem jedno muszę znaleźć drogę ucieczki, wcześniej był już przerażający, jednak uśmiechał się i opowiadał drętwe kawały, ale teraz naprawdę się go boję.

Zawsze myślałam że znam się na ludziach i umiem ich rozszyfrować, jednak James jest żywym dowodem na to, że się myliłam.

***

Trochę skiepściłam ten rozdział :/

Przepraszam


True StoryOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz