Siedziałam na podłodze, w kącie mojego pokoju. Nie miałam już siły płakać, chciałam tylko wtopić się w ścianę za mną, zniknąć. Chodź na chwilę zapomnieć o wszystkim co siedziało w mojej głowie i znów być wolną od bólu, tego nieprzyjemnego i świdrującego mi w klatce piersiowej.
Czy to tak od początku miało się stać? Czy od początku było przesądzone że będę cierpieć?
A pomyśleć że zaczęło się od głupiej pomyłki numerów. Jedna chwila nieuwagi i za dużo ciekawości, to sprawiło że teraz jest tak jak jest. Ja siedząca samotnie pod ścianą w pokoju, nie mogąca normalnie funkcjonować. Bezgłośnie wołająca o pomoc i on, w sumie nie wiem co się u niego dzieje. Pewnie wrócił do swojego dawnego życia, znów sieje postrach, jako Cień. Szkoda tylko że zostawił trochę tego mroku w moim sercu.
-Angel, wróciłem -po całym mieszkaniu dało się słyszeć krzyk Luka. Nie wiedziałam czy chciałam z nim rozmawiać, w sumie nie chciałam rozmawiać z nikim.
-Angel ...- blondyn wszedł do mojego pokoju i napotkał moją sylwetkę. Westchną jedynie głęboko. Stał tak przez chwilę, pewnie zastanawiał się co ma zrobić. Kurcze, on nie wiedział, a co dopiero ja.
Chłopka ostrożnie przeszedł przez pokój, zostawiając swoją kurtkę na łóżku i ostrożnie usiadł obok mnie. Jego ramię stykało się z moim, słyszałam jego miarowy oddech, lecz nie odwróciłam wzroku od okna.
Patrzyłam na nocne miasto, pogrążone w swoich sprawach. Wyglądało pięknie, przyozdobione milionami światełek. A ja wiedziałam, że tak na prawdę za tym urokiem, nie było nic innego jak zło, które było zamaskowane w ciemności. Trochę jak każdy człowiek, a szczególnie jeden, z zewnątrz piękny, a w środku brudny. Na początku wydaje ci się taki wspaniały, a potem odkrywasz coraz to ciemniejsze zakamarki.
-Przepraszam -z mojej zadumy filozoficznej wyrwał mnie Luke. Powoli oderwałam swój wzrok od wysokich drapaczy chmur i przeniosłam go na mężczyznę.
-Nie masz za co -powiedziałam i ledwo poznałam swój własny głos. -To nie ty zawiniłeś.
-Tak, ale nie mogę już patrzeć na ciebie w takim stanie. Czuję się współwinny. -Jego niebieskie tęczówki świdrowały moje. -Chodź tu do mnie. -powiedział i rozłożył swoje szerokie ramiona. Nie czekając na zachętę szybko wtuliłam się w ciepłe ciało przyjaciela, a tama łez znowu runęła.
-Ja tak dalej nie potrafię, jestem za słaba- załkałam cicho mocząc koszulkę blondyna.
-A ja jestem wobec niego bezsilny.
----------------------------------
Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Usiadłam na łóżku, pewnie Luke mnie położył po tym jak zasnęłam w jego ramionach, i ogarnęłam wzrokiem cały mój pokój. Nic się nie zmieniło, zresztą tak jak od trzech lat, ciągle te same rzeczy. Powoli ześlizgnęłam się z łóżka i stanęłam na równych nogach.Przeszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Na czyste ciało nałożyłam czarne leginsy i za duży granatowy sweter. Wydawało mi się że kiedyś rękawy nie były takie szerokie, a dekolt nie zsuwał się odsłaniając mojego ramienia. Na bose stopy wsunęłam jeszcze puchowe skarpetki i poszłam do kuchni. Lecz widok jaki tam zastałam przymurował mnie do podłogi.
Luke siedział przy stole, a na przeciwko niego Alice. Blondyn oczywiście w swojej, obowiązkowo, czarnej koszulce i przetartych jeansach, a kobieta w nienagannej granatowej marynarce i spodniach do kompletu. Rozmawiali, niestety za cicho bym mogła usłyszeć.
-O witaj słoneczko- Alice w końcu zauważyła moją osobę sterczącą w przejściu. -Poznałam twojego przyjaciela.
-Część, siadaj mam dla ciebie śniadanie. Pamiętasz mój specjał... musli -Luke uśmiechną się szeroko. Oczywiście że pamiętałam, jak to mistrz wykonywał moje śniadanie. To były szczęśliwe dni, pełne śmiechu, lecz jest to jedyne wspomnienie, dzisiaj nie stać mnie nawet na minimalny uśmiech.
-Dziękuję -podeszłam do stołu i usiadłam na jednym z miejsc. Niebieskooki postawił przede mną miseczkę wypełnioną przysmakami, nie mówiąc nic więcej zaczęłam jeść w ciszy. Nie miałam nic do powiedzenia.
-Angel ja będę musiał dzisiaj wyjechać- powiedział powoli Luke
-Dlaczego?- zapytałam, łzy zaczęły zbierać się w moich oczach, lecz nie dałam im uciec.
-Ponieważ na mnie już czas, muszę coś załatwić. -tłumaczył jak małemu dziecku
-A kiedy wrócisz?- nie dostałam odpowiedzi na jego pytanie
-Alice z tobą zostanie -powiedział po chwili i spojrzał ostro na blondynkę. Przez chwilę wymieniali się ostrymi spojrzeniami, lecz kobieta pierwsza pękła i spuściła głowię.
-Przepraszam...- odezwała się w końcu moja menadżerka, popatrzyła na mnie i wyciągnęła rękę w moją stronę. Delikatnie ujęła moją dłoń lezącą bezwładnie na szklanej powierzchni. -... że nie zawsze była przy tobie, postaram się to zmienić. Wybaczysz mi?
-Nie wiem -mruknęłam. Nie mając już ochoty na jedzenie, wstałam i odłożyłam naczynie do zlewu. Chciałam ponownie zaszyć się w moim pokoju i już nie wychodzić. Znowu chcą mnie zostawić.
Nie patrząc na ich twarze poszłam w stronę korytarza prowadzącego do mojej sypialni. Jednak nie mogłam się powstrzymać i kiedy zniknęłam z ich pola widzenia przystanęłam. Nadstawiłam uszu i czekałam aż zaczną mówić.
-Obiecaj mi że się nią zajmiesz, z tego co słyszałem to kiedyś byłyście przyjaciółkami- jako pierwszy odezwał się Luke
-Kim ty w ogóle jesteś? Nie będziesz mi mówił co mam robić, a Angel jest dorosła nie potrzebuje opiekunki.
-Ona jest załamana...
-I co z tego?
-Powiem ci coś, kiedy rozmawiałem z Angel chciałem ją przekonać że nie ją wykorzystujesz. Na początku mówiła mi że to nie prawda. Kiedy w końcu zorientowała się że jednak mam rację powiedziała że na to zasługujesz, bo jesteś jej przyjaciółką. -Tak dokładnie to tą rozmowę przeprowadziłam z ciemnowłosym, ale to nie jest ważne. Alice ucichła, nie kontratakowała- Ja idę się pożegnać. -po tych słowach usłyszałam kroki i szybko pobiegłam do swojego pokoju.
***
O kurczę, napisałam kolejny
Buziaki ;*******************************************************
CZYTASZ
True Story
RomansaKażda z dziewcząt marzy o swoim księciu z bajki, układa sobie w głowie scenariusze jakie mogą się zdarzyć kiedy z nim będzie. Ja to wszystko spisuję zarabiając tak na życie. Przez całe dnie marzę o niegrzecznych chłopcach i wcielam się w postacie ró...
