POTTEROWSKA WERSJA KOPCIUSZKA

291 38 3
                                        

Nigdy się nie zastanawialiście czy jest Potterowska historia Kopciuszka?Teraz macie szansę przeczytać ją i skomentować czy Wam się spodobała.

POTTEROWSKA WERSJA KOPCIUSZKA!!
Dawno, dawno temu żyła sobie w domu Ginny, ale złe siostry mówiły na nią Kopciuszek. Ginny pracowała dniami i nocami, a jej siostry, Pansy i Cho, przymierzały nowe pary dżinsów i T-shirtów Levi's-a, które sprowadzała im ich mama, zła macocha Narcyza. Ginny miała rude włosy i była ładna, ale siostry się z niej naśmiewały. Ginny chodziła do najlepszej szkoły magii i czarodziejstwa na świecie, Hogwartu. Tata Ginny trafił do więzienia za zabicie kilkunastu ludzi i służenie złemu mordercy. Ten morderca, Lord Voldemort, znany był wszędzie bo zabijał jednym zaklęciem kilkudziestu ludzi. Siostry i macocha nie wierzyły w to bo były mugolkami. Pewnego dnia siostry dostały list, w którym napisane było, że Harry Potter urządza imprezę w poszukiwaniu swojej dziewczyny gdyż skończył już szkołę.Harry był wielkim bohaterem, który walczy z Lordem Voldemortem. Dziewczynie został jeszcze tylko rok nauki w tej szkole i całymi dniami marzyła o powrocie do niej. Lubiła Harry'ego, ale on nie zwracał na nią uwagi.Oglądał się za innymi dziewczynami, przynajmniej tak wydawało się Ginny. Ale to nie prawda, o nie! Harry codziennie myślał tylko o niej i właśnie dlatego wysłaj jej zaproszenie na imprezę.Wreszcie nastąpił dzień imprezy i siostry przygotowywały się do niej.
-Czemu ja nie mogę iść?- spytała Ginny.
-Ty?!-parsknęła jej siostra-Jesteś brzydka i głupia!Wyśmialiby cię!
-No -powiedziała Pansy- Ty zostaniesz i wymyjesz okna, podłogę i upierzesz nasze ciuchy od Prady.Nasza mama też idzie. Jest zniewalająco piękna.
-Wredne mugole- mruknęła Ginny pod nosem i odwróciła się do nich.
-Słyszałaś Cho? Ona nazwała nas mugolami!
-Ty nawet nie wiesz co to znaczy!-warknęła rudowłosa dziewczynka.
-Marsz do pokoju!- wrzasnęła Cho. Ginny powoli poszła do kuchni i usiadła przy stole.Siostry szykowały się z mamą do imprezy i zaraz ich nie było. Tymczasem Ginny zaczęła marzyć o imprezce i nagle.......
-Witaj kochaniutka-powiedziała pulchna, ruda kobieta ze skrzydłami-Jestem Molly i przyszłam Cię wybawić z problemów.
To jest piękna sukienka letnia prosto na imprezę. Rzeczywiście, suknia była piękna. Ginny chwyciła ją i wpatrywała się na nią z zachwytem.
-Jest cudowna!
-Tak wiem, ale to nie wszystko-wróżka Molly wskazała na limuzyną czekającą przed domem-To jest Ron, zawiezie Cię na imprezę- pokazała Ginny rudego chłopaka, który uśmiechnął się niepewnie. Ginny znała go ze szkoły, był najlepszym kumplem Harry'ego. Może nawet był synem tej wróżki!
-Cześć-powiedział Ron.
-Witaj.
-No dobrze, jeszcze jedna ważna rzecz: O północy suknia i limuzyna znikną, a ty znów staniesz się normalną dziewczyną-powiedziała wróżka, machnęła różdżką i już jej nie było. Ginny szybko założyła suknię i weszła do samochodu z Ronem.Wzięła różdżkę na wszelki wypadek. Kilka minut później byli na miejscu. Przed nimi stał wielki zamek, z którego dochodziła głośna muzyka. Ginny weszła do środka rozglądając się wokoło. Zauważyła swoje siostry więc szybko pobiegła na przód i......wpadła na jakiegoś chłopaka.Oboje upadli na plecy i Ginny zaczęło wszystko boleć. Skrzywiła się, a ten chłopak podał jej rękę. Spojrzała do góry-przed nią stał słynny Harry Potter. Jęknęła, ale wstała.
-Witaj-powiedział Harry poprawiając sobie okulary-Zatańczysz?-chłopak wyciągnął rękę, lecz Ginny się zawahała."A co jak on chce mnie wykorzystać do czegoś"-myślała gorączkowo"Nie, to nie on. Harry taki nie jest".Ginny powoli sięgała po rękę Harry'ego, a w końcu zaczęli razem tańczyć i gawędzić sobie w najlepsze. Gadali bardzo długo, a wszystkie dziewczyny wokół zazdrośnie patrzyły na tą dwójkę. W końcu zegar wybił północ,a Ginny odzyskiwała swój dawny wygląd i jej piękna suknia zmieniła się w stare szmaty.Dziewczyna rzuciła się do ucieczki i szybko pognała do domu. Limuzyny nie było .Kiedy wróciła do domu, pełna żalu położyła się na podłodze, lecz długo nie mogła zasnąć. Następnego ranka Ginny obudziły wrzaski sióstr.
-Nie mogę uwierzyć!Wybrał jakąś smarkulę, a nie mnie!-krzyczała Pansy.
-A czemu miał Ciebie wybrać?!On wolałby mnie-odgryzła się Cho. Ginny stanęła w drzwiach i przysłuchiwała się kłótniom sióstr.A co dziwniejsze wogóle nie czuła w nocy różdżki........bo jej nie miała!Ginny nerwowo zaczęła przeglądać kieszenie swoich brudnych łachów, ale różdżki nie było.Pewnie musiała jej wylecieć na balu.Poszła nieszczęśliwa by zjeść kromkę chleba, a siostry ciągle się kłóciły. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Otwórzcie, kochane pisklęta. Ja mam kaca-krzyknęła dennym głosem macocha.
-Okay, mamo. O jejuniu, to Harry-wyszeptała podekscytowana Cho. Szybko poprawiła sobie włosy i energicznie otworzyła drzwi. Tak energicznie, że Pansy dostała w nos i rzuciła się na siostrę. Harry patrzył na nie w drzwiach zdziwiony zachowaniem dziewcząt.
-Dziewczynki, zachowujcie się-warknęła macocha i wredne siostry uspokoiły się -Witaj Harry.Co cię do nas sprowadza?
-Na balu tańczyłem z wyjątkową dziewczyną, która zgubiła swoją różdżkę, gdy uciekała. Nie wiedziałem, że w tym mieście jest jakiś czarodziej, czarodziejka.
-A więc jesteś czarodziejem?
-Tak .I bardzo chciałbym, żebyście spróbowały użyć czarów bym mógł się przekonać, która.......-Harry urwał bo Cho dotknęła jego ramienia i powiedziala słodko:
-Co mam zrobić?
-Wziąć różdżkę i wypowiedzieć zaklęcie "Lumos"-Cho wzięła do ręki różdżkę i spojrzała na nie zdezorientowana.Potem mruknęła zaklęcie, ale nic się nie stało.
-A więc nie jesteś tą, o której marzyłem.
-Jestem jeszcze ja-krzyknęła Pansy i wyrwała siostrze różdżkę.Wypowiedziała zaklęcie, jednak nic się nie stało.
-No to jeszcze ty-zwrócił się do Ginny i podał jej różdżkę.
-Nie, nie, ona tu nie mieszka.Znaczy mieszka, ale.....-macocha zamilkła patrząc z podziwem na świecącą się różdżkę w dłoni dziewczyny. Harry spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się:
-A więc to ty! Jestem tobą oczarowany i w ogóle nie zauważyłem, że to ty, Ginny.Ciągle o Tobie myślę i.....nie wiem co powiedzieć. Pojedź ze mną, razem zamieszkamy-ujął jej dłoń.
-Ja się nie zgadzam-warknęła macocha.
-To zależy od Ginny.
-Zgadzam się. Chcę iść z tobą.
-To świetnie-Harry uśmiechnął się i wskazał na hipogryfa stojącego przed domkiem-To lecimy?
-Jasne-Ginny zaśmiała się i wraz z Harrym odleciała, a macocha i siostry patrzyły się na to jak zahipnotyzowane.
3 lata później
Ginny i Harry pobrali się i są teraz szczęśliwym małżeństwem, mają 5 dzieci i....no, nie ważne

Prorok codziennyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz