Rozdział 3

467 21 4
                                    

                  - Sultana, gdzie chcesz dzisiaj zjeść śniadanie? - Zapytała Menekşe, zapinając malutkie guziczki przy mojej fioletowej sukni w czarne, wijące się kwiaty. Moje stroje zawsze są szyte specjalnie na zamówienie. Większość z nich jest idealnie dopasowana na górze, podkreślając kobiece kształty oraz pełny biust. Dół natomiast, luźno spływa po moich nogach, rozwiewając się na wszystkie strony, podczas powiewu wiatru.

                  - Zjem w ogrodzie, razem z dziećmi. - Odpowiedziałam po chwili zastanowienia.

Po śniadaniu uznałam, że pójdę do sarayu, by skontrolować rozbrykany harem. Zabrałam ze sobą Osmana. Jak zwykle chciał pobawić się z Mehmetem. Poruszałam się wolnym, spokojnym tempem. Moja suknia wraz zdługimi rękawami, ciętymi od łokcia w dól, powiewała na gorącym wietrze, typowym dla naszego klimatu.Welon unosił się przy mojej głowie, podtrzymywany czarnym diademem z fioletowym ametystem, który znajdował się także na moich bransoletach, pierścieniach oraz kolii. Mój syn biegał w okół mnie wesoło, zrywając kwiaty i próbując złapać małego, kolorowego ptaszka.

                 - Osman, synku, co robisz? Dlaczego gonisz tego ptaka?- Zapytałam kucając przy chłopcu i łapiąc go za obie rączki.

                - Wezmę go do domu. Zamieszka w tej dużej klatce.

                - Nie możesz tego zrobić. Przecież ten ptak będzie cierpiał w zamknięciu.

                - Ale mamo, będę go karmił- Odpowiedziało dziecko z prośbą w głosie. Zobaczyłam smutek w jego oczach, czarnych jak moje.

              - oğulum, nawet jeśli będziesz mu dawał najlepsze jedzenie pod słońcem, dbał o niego, kochał, on nie będzie szczęśliwy, bo nie będzie wolny. Ptak musi być wolny. W klatce umrze. - Próbowałam wytłumaczyć Osmanowi.

              - Umrze?? Na prawdę, anne? - zapytał zdziwiony i przestraszony zarazem. - Nie chce, żeby umarł. Nie wezmę go.

Uśmiechnęłam się do syna, pogłaskałam go po głowie, po czym wstałam.

              - Siostro ! - Usłyszałam za sobą głos mojego młodszego brata.

                - Cihangir ! - zawołałam radując się.- Co tu robisz? Postanowiłeś wyjść na spacer?

               - Tak, mamy piękną pogodę. Nie chce marnować czasu w komnacie. - Odpowiedział. - Z resztą, i tak nie miałbym tam czym się zająć.

Spojrzałam na brata z uwagą. On jest inny. Jego życie jest cięższe od naszego. Cierpi za grzechy rodziców, ale pomimo swojej niepełnosprawności jest piękny. Piękny w środku. W jego niebieskich oczach, można ujrzeć wszystko. Mustafa zawsze powtarza. że Cihangir jest najsilniejszy z nas, że nosi na plecach cały świat, całą kulę ziemską. Ma rację. W końcu nie bez powodu mianował go swoim doradcą.

                - Jak to nie miałbyś czym się zająć?- Zdziwiłam się. - Przecież w pałacu masz pełno książek , całą bibliotekę. Możesz czytać poezje, romanse i wszystko, czego dusza zapragnie .

                 - Ileż można siedzieć zamkniętym w czterech ścianach i czytać Albanelliego, Belliniego, Dantego, czy innych, choćby Osmańskich twórców. - odrzekł wzdychając.

                 - Co prawda, to prawda. Od przybytku głowa nie boli, ale i co za dużo to nie zdrowo. A ja mam lepszy pomysł na rozrywkę.- Stwierdziłam z figlarnym uśmieszkiem.

Muhteşem Yüzyıl: Nowa Era (zawieszone)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz