Fanfiction o chłopaku, który jest typowym bad boyem... Więcej dowiesz się jeżeli przeczytasz :*
Ross Lynch- 20 lat, rodzeństwo: starsze: Riker, Rocky, Rydel; młodsze: Ryland
Riker, Rocky i Ryland to jego bracia, a Rydel siostra.
Lena Roberts- 18 la...
Zdecydowałam się zadzwonić do Rossa. Myślałam nad tym pół godziny, aż w końcu się przełamałam. Bałam się cholernie. Patrząc na to z jego strony to... Ma wspaniałe życie. Pieniądze, zdrowie, uroda. Po co biznesmenowi chora laska?! Usłyszałam pierwszy sygnał, a do moich oczu napłynęły łzy. - Siema! Tutaj wiesz kto, zostaw wiesz co, po usłyszeniu wiesz czego! - usłyszałam w słuchawce i rozległ się pisk. Rozłączyłam się. Do mojego pokoju weszła mama. Położyła reklamówkę z jakimś jedzeniem ze sklepu na mojej szafce nocnej. Przesunęła krzesełko bliżej mojego łóżka. - Jak się czujesz? - spytała z udawanym uśmiechem. - Mam powiedzieć prawdę czy udawać, że wszystko w porządku? - rzuciłam oschle. Do sali wszedł pewien siebie lekarz. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Przerzucił kilkoma kartkami szukając czegoś. - Lena mamy 2 sposoby na leczenie. Decyzja, który zastosujemy zależy tylko i wyłącznie od ciebie. A więc pierwszy to leczenie chemią, będziesz codziennie dostawała odpowiednią dawkę i po około 2 miesiącach po raku nie będzie śladu, jednak przez te lekarstwa stracisz włosy, twoja skóra może być sucha i szorstka. Druga opcja to wycięcie laserowo- chirurgicznie, podlega się wtedy operacji. Operacja trwa około 2 godzin, ale niestety traci się wtedy piersi - wyjaśnił spokojnie. Słyszałam jak mama odetchnęła z ulgą, że da się mnie uratować. - A jak nie wybiore żadnej?! - powiedziałam. - Co?! - zdziwił się. - Nie chcę być leczona. Chcę umrzeć - krzyknęłam. - Lenka.. proszę cię - odezwała się błagalnie mama. - Nie! - znowu krzyknęłam. - Posłuchaj, to nie jest sprawa do bagatelizowania. Jeśli szybko nie podejmiemy jakichkolwiek działań rąk może się przemieścić i wtedy nie będzie dla ciebie ratunku - wtrącił lekarz. - Nie chcę - zaczęłam odpinać kable, które były po podłączene do mnie - Chce wypisu - zażądałam. - Dobrze.. - westchnął bezradnie. - Nie! Niech pan jej coś powie - krzyknęła mama. - Nie mogę nic zrobić, przecież nie zatrzymam jej siłą - uniósł ręce w geście obrony. Ubrana i spakowana w małą torebkę wyszłam ze szpitala. Zaczęłam iść w stronę parku, musiałam się przewietrzyć, wszystko poukładać i przemyśleć. - Lena czekaj! - usłyszałam moja rodzicielkę. - Mamo, chce sie tylko przejść... Sama - odparłam stanowczo. - Nie powinnaś być sama w twoim stanie - zaczęła. - Nic mi nie będzie - krzyknęłam, bo już odchodziłam. Doszłam do parku, usiadłam opierając się o drzewo. Przymknęłam oczy i rozmyślałam nad moim życiem, nie wiem co mam zrobić. Gdzie iść, z kim pogadać? Gdy otworzyłam powieki spostrzegłem Rossa siedzącego obok mnie, jednak im dłużej na niego patrzałam tym był bardziej nie wyraźny, aż na końcu znikł. Fajnie już mam halucynacje.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
**Riker Piątek weekendu początek. Ahh.. w końcu odpocznę od pracy. Ross wczoraj gdzieś wyszedł i nie wrócił. Jest godzina 14, a jego nie ma od wczoraj od 22. Leżałem na kanapie i gadałem z Rydel, Rocky'm i Ryland'em. W tle włączany był telewizor i gdy chwilowo brakło nam tematu do rozmowy spoglądaliśmy na niego. Nagle ktoś wszedł do domu. Wszyscy spojrzeli na drzwi wejściowe w których stał Ross. Chłopak ściągnął buty i wszedł do salonu. - Na chuj się tak gapicie? - parsknął. - Gdzie byłeś?! - odparłem. - Nie twój pieprzony interes - burknął. - Miałeś nie ćpać! - krzyknęła z łzami w oczach Rydel. - Nie robię już tego! - również uniósł głos. - Mnie nie oszukasz - kontynuowała i wstała - Nie myśl, że teraz któreś z nas będzie cię kryła przed Leną. Jak tylko ją spotkam to osobiście pewiem jej całą prawdę - rzuciła i wyszła. - Przesadzasz - westchnąłem do blondyna i poszedłem do siostry. Siedziała na huśtawce przed domem. Zawsze tam siedzimy ale to szczegół. Usiadłem obok blondynki. Milczeliśmy. Musieliśmy sobie wszystko poukładać. Bawiłem się sznurkami od swoich spodenek. - Nienawidzę go! - wybuchła Rydel z płaczem. Pocałowałem ją w skroń i przytuliłem. - Nie warto marnować na niego łzy, jest zwykłym dupkiem - powiedziałem. Nagle usłyszałem otwierającą się furtkę. Razem z siostrą unieśliśmy wzrok i zobaczyliśmy Lenę. - Hejka! - odparła radośnie. - O matko! Dziewczyno gdzieś ty się podziewała?! Od trzech dni wszyscy cię szukali - krzyknęła zdziwiona Rydel. - Musiałam załatwić kilka spraw, a co ci się stało? Czemu płaczesz? - spytała przyjęta. - Nie ważne... - westchnęła. I jak zwykle go kryje. Dosyć tego, nie pozwolę by skrzywdził taką wspaniałą dziewczynę jaką jest Lena! - Co znowu nie powiesz prawdy? Co z tego masz, że go kryjesz? - wstałem i podszedłem do dziewczyn. - Riker.. - zaczęła. - Nie! Koniec tego! Ross jest ćpunem. Już od jakiś 2/3 lat. Wczoraj w nocy wyszedł i wrócił dopiero przed chwilą naćpany. Tyle w temacie - odparłem nabuzowany. W oczach Leny nagromadziły się górskie łzy. Źle to zrobiłem, mogłem być bardziej delikatniejszy.