Najpóźniej w poniedziałek pojawi się świąteczny one shot z Skandy! Będzie wspomnieniem i opublikuję go w Forbidden.
Na myśl o tym, że już niedługa droga dzieliła mnie od domu, odetchnęłam z ulgą. Od panującego na zewnątrz wieczornego listopadowego zimna szczypały mnie moje załzawione oczy, a dodatkowo byłam strasznie zmarznięta. Marzyłam o wyrzuceniu z siebie wszystkich emocji, o zajęciu myśli czymś innym, o ciepłym łóżku i o czarnej herbacie z cytryną, o dobrej książce, może krzyżówce oraz o pozbyciu się całej masy natrętnych myśli. Z drugiej strony wolałam w dalszym ciągu spacerować mokrymi od deszczu ulicami, oświetlonymi żółtą poświatą żarówek lamp ulicznych. Potrzebowałam ucieczki od mojej głowy. Wiedziałam, że nie zniosę tego już dłużej, nie dam rady udawać, że jest w porządku, podczas gdy moje serce pękało. Najgorszy był brak znajomości powodu - nie wiedziałam, czy byłam taka rozdarta przez Tylera czy przez Andy'ego, czy przez samą siebie. Wiedziałam tylko, że zwariuję, jeśli natychmiast się nie uwolnię od własnego umysłu.
Od złamania się dzieliło mnie już naprawdę niewiele. Przekroczyłam linie, których nie wolno mi było przekroczyć i obawiałam się, że złamię kolejne granice - oczywiście nie planowałam niszczenia wszystkiego jeszcze bardziej, ale spodziewać mogłam się wszystkiego, ponieważ przywykłam już do myśli, że gdy coś zaczyna być nie tak, zaraz spada cała lawina kolejnych nieszczęść. Cóż, ostatnimi czasy zdecydowanie brakowało mi optymizmu.
Zacisnęłam dłonie w pięści Wujek mieszkał niedaleko, bo zaledwie trzy ulice dalej, mój spacer trwał już co najmniej pół godziny, ponieważ do domu wcale nie było mi śpieszno i gdybym mogła, najchętniej przełożyłabym moment pojawienia się w progu mojego mieszkania na jeszcze później. Chociaż było mi już zimno, a palców u rąk prawie już nie czułam, wolałam włóczyć się po ciemnych ulicach, aniżeli stanąć oko w oko z Isabelle i po raz kolejny skłamać, że wszystko w porządku. Zwłaszcza, że wcześniej zapowiedziałam jej, iż dzisiaj wyjaśnię jej moje zachowanie. Nie czułam się jednak na siłach, by tego samego wieczoru po raz trzeci poruszać ten sam temat.
Temat, który powoli pożerał mnie żywcem.
Im więcej o wszystkim myślałam, tym bardziej czułam nóż na szyi. Ale coś w mojej głowie uległo zmianie - może to przez dużą ilość świeżego powietrza, może przez rozmowy z Simonem i Charlie lub przez to, że Hastings uświadomił mi kilka rzeczy. Coraz bardziej wierzyłam w to, że miał on rację co do Tylera. Nadal uważałam, że nie powinien go skreślać na samym początku, bowiem nie przepadał za nim niemal odkąd tylko go poznał, jednak prawdopodobne było, że tym razem nie był w błędzie.
Simon się nie mylił, a ja powinnam zostawić Tylera w spokoju, jasno powiedzieć mu, że nic z tego nie będzie i najlepiej, jeśli obydwoje o wszystkim zapomnimy.
Zastanawiałam się jedynie, czy uważałam tak z troski o siebie, czy z troski o Tylera. Może martwiłam się i o niego, i o siebie? Miałam wrażenie, że dla każdego z nas będzie lepiej, gdy będziemy osobno. Zero spotkań, zero kontaktu. Ja raniłam jego, on ranił mnie, to nie mogło się udać. Dlatego wolałam dla naszego dobra wszystko zakończyć, nawet jeśli będzie mnie to bolało - a zapewne będzie, bo chociaż ostatnio między nami było źle, mieliśmy za sobą wiele pięknych chwil, poza tym darzyłam Tylera miłością. Och, gdybym tylko mogła cofnąć się kilka tygodni wstecz, do dnia, w którym spotkałam Andy'ego po raz pierwszy od czterech lat i zmienić bieg wydarzeń... Na przykład chciałabym wstać wtedy pół godziny wcześniej, wyjść z domu na czas oraz nie wpaść na niego.
Nie wiedziałam też, kto z nas był problemem: ja, czy Andy. To znaczy, podejrzewałam, iż my po prostu byliśmy jednym z tych połączeń, które zawsze prowadziły do kłopotów oraz siały zniszczenie. Gdzie była nasza dwójka, tam był też ból. Za każdym razem kogoś raniliśmy, oszukiwaliśmy lub doprowadzaliśmy do nieprzyjemnych zakończeń. Może gdybym wcześniej spaliła wszystkie mosty, które prowadziły od niego do mnie, uniknęlibyśmy kolejnych rozczarowań? Było dobrze tak, jak było, zanim wtargnął do mojego życia po raz trzeci. On był w szczęśliwym i bezproblemowym związku, ja również nie narzekałam na to, jak wyglądała rzeczywistość przed dniem, w którym nieomal wpadłam pod koła jego samochodu. Gdyby do tego nie doszło, pewnie byłoby łatwiej. Nie musiałabym toczyć ciągłych walk z Tylerem, nie musiałabym chować się przed własną współlokatorką ani znów okłamywać wszystkich dookoła. Nie miałabym tych cholernych wyrzutów sumienia, nie czułabym zaciskającego się sznura na szyi. Wszystko byłoby inne, gdyby Andy znów nie przewrócił mojego świata do góry nogami. Ale czy żałowałam, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej?
CZYTASZ
Are you happy? - Forbidden sequel | A. Biersack
FanfictionPrzed przeczytaniem Are You Happy zalecam przeczytać Forbidden. "Wyjeżdżasz, czas się pożegnać, silnik już włączony. Jestem zagubiona, zawsze wiedzieliśmy, że ten dzień nadejdzie, teraz jest to bardziej przerażające niż kiedykolwiek. Oddalamy się o...
