Wrócili do pokoju z pełnymi plecakami. Kiba i Shikamaru zajęli się wkładaniem piwa do lodówki, a Naruto zaczął węszyć po pokoju. Podszedł do półki nad zlewem, na której stał jasnoniebieski garnek z motywem jakiejś rośliny.
– Co tam macie? – spytał, unosząc pokrywkę.
Shikamaru zerknął na naczynie, w którym, jak dobrze wiedział, znajdował się obiad sprzed dwóch tygodni.
– To Kiby – poinformował, zamykając lodówkę.
Naruto zajrzał do środka.
–Aaa! To żyje! – Wykrzywił się i obejrzał dokładniej pleśń powstałą w środku. Osiągnęła już całkiem interesujący kolor.
– Ehh, mówiłem mu żeby to wyrzucił i umył w końcu ten garnek. – Shikamaru zajrzał przez ramię i wzruszył ramionami. Tak, to właśnie było mieszkanie z Kibą. Pożyczał sobie jego naczynia i nigdy ich po sobie nie mył, no chyba że sam już nie miał na czym jeść. Zazwyczaj jednak było tak, że to właśnie on musiał sprzątać po nich obu, co była bardzo upierdliwe.
– Oj umyję, spokojna twoja rozczochrana. – Kiba podszedł z trzema butelkami w rękach. – To co, po jednym, na rozluźnienie? – spytał, szczerząc się w uśmiechu i zupełnie ignorując narzekanie współlokatora.
Naruto odstawił garnek na miejsce i wziął piwo.
– Na rozluźnienie to się przyda, zwłaszcza jednej osobie – stwierdził, otwierając butelkę.
Shikamaru spojrzał podejrzliwie, wiedział, że ten przytyk był w jego kierunku. Już miał sobie z tymi brutusami, co sami siebie nazywali jego przyjaciółmi, porozmawiać na temat zachowania w supermarkecie, ale jakoś stracił zapał.
– Powiedzcie raczej, że chcecie mnie upić i patrzeć jak się kompromituję – westchnął.
– No wiesz, jak moglibyśmy zrobić coś takiego kumplowi! – Udał urażonego Kiba. Naruto zachichotał, widząc, jak chłopak jednocześnie krzyżuje palce za plecami. Oni obaj byli niepowtarzalni, za to właśnie ich lubił. W takim towarzystwie nie było mowy o nudzie.
– To za co pijemy? – spytał, otwierając swoją butelkę.
– Za lepszy świat – mruknął flegmatycznie Shikamaru. Usiadł na swoim łóżku i położył nogi na jednym z krzeseł.
– Za to, żeby na imprezie było dużo fajnych lasek. – Kiba wzniósł błagalnie oczy do sufitu.
– Za to, żeby Kiba nabrał rozumku. – Shikamaru pokręcił głową, wyrażając ubolewanie nad osobą przyjaciela. – Czasami mam wrażenie, że poziom jego inteligencji odpowiada tej pleśni, którą wyhodował.
– A może za dzisiejszą misję pod tytułem: „Oby Shikamaru przeżył spotkanie pierwszego stopnia z Temari" – odgryzł się Kiba.
– Chyba za Misję na Marsa. – Shikamaru wolał nie drążyć tematu. – Z tobą w roli głównej...
– Misję na Marsa? – Naruto nie miał pojęcia, o czym mówią.
– Nie słyszałeś o Misji na Marsa? – Kiba wytrzeszczył oczy. – To przecież legenda!
Naruto pokręcił przecząco głową.
– Podobno podczas jakiejś imprezy studenci byli na takim haju, że wzięli duże pudło, napisali na nim „Misja na Marsa" i wyskoczyli w nim z ósmego piętra akademika. Dobrze, że szybko przyjechało pogotowie i policja, bo już miała skakać druga grupa – „Misja ratunkowa" – wyjaśnił Kiba.
CZYTASZ
Rywale (SasuNaru)
Fiksi PenggemarIch właściwa historia zaczyna się pocałunkiem w auli pełnej studentów, pocałunkiem, który bynajmniej nie jest przypadkowy. To raczej wynik premedytacji, tłumionego gniewu i nienawiści. Czy słusznej? Sasuke i Naruto tym razem jako studenci Akademi Wy...
