Dziękuję za komentarze. Miło się je czyta:)
Z Rywalami tak do końca się nie wyrabiam, ale to już końcówka i może dlatego ciężko mi się do niej zabrać. Będzie mi trudno rozstać się z bohaterami, w końcu tych z „Rywali" znam od dziewięciu lat:)
Cały czas jednak z Verry prowadzony jest drugi blog SasuNaru Hiden, tam rozdziały ukazują się regularnie.
Zapraszam:)
– Sasuke? – Naruto jeszcze raz spojrzał przez okno. To był jedyny parking przed tym blokiem, a Hondy nigdzie nie było. – Gdzie twój samochód? – ponowił pytanie. – Tylko nie mów, że ktoś go ukradł! Byłeś na policji? Bo jak...
– Nikt go nie ukradł. – Sasuke uspokoił go.
– To co się stało? I gdzie ty w ogóle byłeś, co? – Naruto zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to wszystko. Nie dość, że wczoraj trochę przeholował, bo dzisiaj miał tylko jakieś dziwne przebłyski tego, co się działo w nocy, to jeszcze Sasuke gdzieś zniknął.
Naruto, kiedy tylko wstał i zauważył, że go nie ma, zaczął się zastanawiać, czy znowu czegoś głupiego wczoraj nie zrobił. Ale przecież byli tam razem, oglądali fajerwerki na tarasie domu Ino. A potem... Potem to już niekoniecznie pamiętał co się działo. Te drinki Kiby były cholernie mocne. Chyba w coś grali. Ale w co?
– U Saia – wyjaśnił w końcu lakonicznie Sasuke.
Zdjął kurtkę i buty. Było mu zimno i miał ochotę położyć się do łóżka, bo głowa dosłownie mu pękała. Nie dość, że się nie wyspał, to jeszcze cała ta sytuacja nie wpływała jakoś specjalnie pozytywnie na jego samopoczucie. Mógł to jakoś inaczej załatwić, ale był tak wściekły, widząc bezczelny uśmieszek Saia, który przedstawił mu propozycję, że uniósł się honorem i rzucił kluczyki na stół.
– U Saia? – Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem, ale po chwili jego twarz zaczęła przybierać zupełnie inny wyraz. – U Saia... – wydusił i przełknął ciężko. W jednej chwili przypomniał sobie co się stało. Grali w pokera i Sasuke przegrał... Ale nie pieniądze. Oni grali o niego! I to za jego zgodą! Cholera, co on zrobił?!
– Eh, ty młotku... – Sasuke podszedł do niego, obejmując w pasie i kładąc mu głowę na ramieniu. Patrzył przez chwilę na padający śnieg, a po chwili odsunął się lekko, zwracając całą swoją uwagę na Naruto. Po jego minie widział, ze najwyraźniej dopiero teraz przypomniał sobie wszystko. – Tym już się nie martw. Wszystko załatwiłem.
Naruto przez chwilę spoglądał na Sasuke z niezrozumieniem, ale po chwili wszystko zaczęło mu się układać w jedną całość. Zmarszczył brwi.
– Załatwiłeś? W taki sposób?! – warknął. Był zły. No bo... samochód? Co ten Sasuke zrobił? A to jemu zawsze wytykał, że najpierw coś robi, a potem pomyśli. – Odbiło ci? Sam bym sobie poradził!
– Oczywiście – zakpił Sasuke, który nie spodziewał się takiej reakcji. – Jak cię w nocy zabierałem z taksówki i szukałem po kieszeniach kluczy, też sam sobie radziłeś – syknął. – A tak w ogóle bardzo łatwo zgodziłeś się, żeby stawką był seks z tobą! – powiedział, bo już naprawdę się zirytował.
– Ty jakoś też nie miałeś z tym problemów! – odgryzł się Naruto. Jego też męczył kac, więc, jak zawsze w takiej sytuacji, łatwo było go sprowokować. – To ty z nim grałeś!
– A ty stałeś za mną i mnie do tego namawiałeś! – Sasuke przymknął oczy. Czuł, że zaraz szlag go trafi. No nie dość, że miał cholernie złą noc i poranek, to jeszcze teraz Naruto najwyraźniej próbował wyprowadzić go z równowagi.
CZYTASZ
Rywale (SasuNaru)
FanfictionIch właściwa historia zaczyna się pocałunkiem w auli pełnej studentów, pocałunkiem, który bynajmniej nie jest przypadkowy. To raczej wynik premedytacji, tłumionego gniewu i nienawiści. Czy słusznej? Sasuke i Naruto tym razem jako studenci Akademi Wy...
