Sasuke był wkurwiony jak mało kiedy. Nic nie udało mu się załatwić. Itachi nadal upierał się przy swoim i nie dał sobie niczego powiedzieć, nawet więcej, zatrzasnął mu drzwi przed nosem, kiedy zaczął mu wyjaśniać, dlaczego nie powinien robić takiej głupoty. Po raz kolejny kazał mu pilnować własnego nosa i – co dodał z lekkim uśmiechem – Naruto. Stwierdził, że jak nadal będzie zachowywał się jak dupek, to i on mu zwieje sprzed nosa. No co za idiota! Jakby tego wszystkiego było mało, matka poprosiła go, żeby pojawił się na tej kolacji zaręczynowej. Zauważyła, że jest między nimi jakieś spięcie, ale nie mogła sobie wyobrazić, żeby Sasuke nie przyszedł. W końcu on i Itachi byli braćmi.
Sasuke na początku miał ochotę po prostu powiedzieć, co o tym sądzi i wyjść, ale widząc minę matki, obiecał, że się zastanowi. Nie miał ochoty kłócić się też z nią. Jeszcze zaraz ojciec zacząłby zadawać dziwne pytania, a nie zamierzał niczego w tym temacie wyjaśniać. Mimo że według niego Itachi robił największą głupotę w swoim życiu, to przecież jako starszy brat zawsze był w stosunku do niego lojalny. Nie wydał też jego związku z Naruto, więc i on powinien zachować się tak samo.
Westchnął ciężko i podniósł się z łóżka. Musiał wziąć prysznic i się jakoś porządnie ubrać. Ostatecznie uznał, że przemęczy się tę godzinę, byle tylko się od niego odczepili.
Sasuke szybko pożałował, że dał się przekonać. Kiedy zszedł na dół i zobaczył Sakurę w korytarzu, prychnął pod nosem i pokręcił głową z irytacją. Miał ochotę to skomentować, ale powstrzymał się, bo obok stali jej rodzice. Powiedział po prostu suche „dzień dobry", poczekał, aż wejdą do jadalni i oparł się o ścianę, wkładając ręce do kieszeni spodni. Przymknął oczy. Oj, to będzie trudniejsze, niż sądził.
– Sasuke... – Itachi, który pojawił się dosłownie przed chwilą, wyrwał go z zamyślenia.
Sasuke otworzył oczy i spojrzał na swojego starszego brata. Między nimi była różnica tylko pięciu lat, ale zawsze miał wrażenie, że są zupełnie z innej bajki. Itachi był zbyt żywiołowy, zbyt beztroski, do wszystkiego podchodził na zasadzie „jakoś to będzie". Ale teraz... Teraz patrzył na niego z napięciem. Denerwował się, to było widać na pierwszy rzut oka. Chyba jeszcze nigdy nie widział go tak zestresowanego.
– Sasuke... – powtórzył Itachi. – Wiem, co o tym myślisz, ale nie zrób niczego głupiego. Zastanów się dwa razy, zanim coś powiesz, a potem najlepiej jeszcze ugryź się w język.
– O to się nie martw. Nie jestem idiotą, by gadać o tym przy rodzicach – mruknął Sasuke, wzruszając ramionami. – To już wszystko?
– Nie. Słuchaj... Wiem, że ty wiesz, że ja wiem... – zaczął, ale widząc minę Sasuke, który patrzył na niego jak na kretyna, przeszedł do rzeczy. – Ty i Naruto... Mów sobie, co chcesz, ja nie jestem ślepy, widzę, co się dzieje. – Uśmiechnął się mimowolnie, widząc zmieniający się wyraz twarzy brata. – I wiesz co? Jedno, co mi przychodzi na myśl, kiedy patrzę na ciebie, na was, to takie: „NARESZCIE"!
Sasuke prychnął, ale tego nie skomentował. Nie było sensu zaprzeczać. Zresztą, po co?
– To nie zmienia faktu, że ty popełniasz największy błąd swojego życia – mruknął i pokręcił głową w odpowiedzi.
Itachi uśmiechnął się znów i zupełnie niespodziewanie dwoma palcami pacnął Sasuke w czoło. Kiedyś często tak robił, gdy ten był jeszcze dzieckiem. Zwłaszcza, gdy jego młodszy braciszek chciał się bawić, a on nie musiał się uczyć. Eh, to były czasy. Sasuke był jeszcze tak uroczym dzieckiem, bez tych swoich obecnych humorów. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tym momencie na korytarz weszła ich matka.
CZYTASZ
Rywale (SasuNaru)
FanfictionIch właściwa historia zaczyna się pocałunkiem w auli pełnej studentów, pocałunkiem, który bynajmniej nie jest przypadkowy. To raczej wynik premedytacji, tłumionego gniewu i nienawiści. Czy słusznej? Sasuke i Naruto tym razem jako studenci Akademi Wy...
