Rywale - rozdział 14

3K 240 84
                                        

Głośny dźwięk rozniósł się po pokoju, wyrywając Naruto z przyjemnego snu z Sasuke w roli głównej . Wyciągnął na oślep rękę, chcąc uciszyć nieznośny budzik, jednak mimo, że trafił już za trzecim razem, hałas nie ustawał. Otworzył leniwie jedno oko. Zegar stał spokojnie, nie wibrując jak zawsze przy porannej pobudce. Zerwał się gwałtownie, uświadamiając sobie, że to nie budzik, a dzwonek do drzwi. Narzucając na siebie byle jaką bluzę, podszedł i przekręcił klucz w zamku. Otworzył, jeszcze nie do końca przytomny, pocierając powieki i ziewając szeroko.

– Widzę, że miałeś ciężką noc. – Ironiczny głos zmusił go do kontaktu z rzeczywistością.

Naruto zamrugał zdezorientowany. Naprzeciwko niego, oparty niedbale ścianę, stał pan geniusz we własnej osobie. Ubrany w granatową bluzę i jasne dżinsy, z włosami opadającymi na bladą twarz o idealnych rysach... To na pewno rzeczywistość? Może wyobraźnia płata mu figla i to kolejny obraz senny? Naruto oblał się lekkim rumieńcem na wspomnienie swojego snu. Nie uszło to uwadze Sasuke.

– Aż tak na ciebie działam? – spytał lekko kpiącym tonem, przygryzając dolną wargę.

Naruto drgnął i zupełnie bezwiednie oblizał spierzchnięte po nocy usta, co Sasuke zinterpretował na swój własny sposób. Popychając właściciela w głąb mieszkania, wszedł i zamknął drzwi. Chłopak spojrzał na niego zdziwiony, naprawdę nie rozumiał, co jego rywal robi w jego domu o wpół do siódmej rano. Chciał jeszcze pospać, tym bardziej, że tego dnia ich jedyne zajęcia były dopiero na dziesiątą. Nie miał pojęcia, że Kakashi, odpłacając pięknym za nadobne, za wczorajszą porażkę, zaplanował trening na siódmą rano, a Sasuke, tak jakoś zupełnie przypadkiem zapomniał mu o tym powiedzieć.

– Ubieraj się, jedziemy – rzucił, informując jednocześnie o planach trenera.

– Cholera, draniu. Nie mogłeś powiedzieć mi wczoraj? – Niebieskie oczy pociemniały ze złości.

– Zapomniałem.

– Zapomniałeś, akurat! – prychnął Naruto. Z cierpiętniczą miną udał się do łazienki, wychodząc z niej po chwili już kompletnie ubrany, a następnie zszedł za Sasuke do jego samochodu.

– Nie wypiłem przez ciebie kawy – zaczął marudzić, gdy tylko ruszyli z parkingu.

– Ja piłem, dobra była. – Sasuke nic sobie nie robił z morderczego spojrzenia, jakim uraczył go w tym momencie Naruto.

– Jesteś draniem! – mruknął chłopak, opierając głowę o zagłówek. Po chwili przypomniał sobie o czymś i sięgnął na tylne siedzenie po swoją torbę. Grzebał w niej chwilę i w końcu wyciągnął coś w czerwonym, błyszczącym opakowaniu. – Czekolada – krzyknął uradowany.

Sasuke tylko zerknął na niego, kiedy rozwijał ulubiony smakołyk.

– Mmm, pycha – mruczał zadowolony Naruto, gryząc batonik.

– Serio? Daj spróbować. – Sasuke wcisnął hamulec i zatrzymał auto na czerwonym świetle.

– Nie ma już. – Chłopak, z uśmiechem zadowolenia na twarzy, wepchnął sobie do ust ostatni kawałek.

– A tam, nie ma... – Nim zdążył zareagować, Sasuke pochylił się i zlizał językiem czekoladę z jego warg. – Hn... Racja, dobre. – Uśmiechnął się sam do siebie, wrzucając bieg i ruszając za jakimś niebieskim vanem.

Naruto z wrażenia upuścił opakowanie, rozsypując okruchy. Co to miało do cholery być?

– Nie śmieć mi w samochodzie – rzucił kierowca, jak gdyby nigdy nic.

Rywale (SasuNaru)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz