Rywale - rozdział 9

2.7K 246 147
                                        

– No to, za mamusię – Neji podniósł kieliszek i spojrzał pijanym wzrokiem na zegar wiszący na jednej ze ścian. Wskazywał kilka minut po dziesiątej. Potrząsnął głową, jakby chciał pozbyć się tego widoku i spojrzał jeszcze raz. Nadal nic się nie zmieniło. Ale przecież musiało być już zdecydowanie dużo później.

– Za mamusię – zgodził się z nim Lee. – A ten zegar nie działa – wyjaśnił, widząc błądzące spojrzenie kolegi z roku.

To już trzecie butelka, którą razem pili. Neji trafił do pokoju Lee przypadkiem. Musiał się gdzieś schować przed Tenten, która po piątym piwie zaczęła snuć świetlaną wizję ich wspólnej przyszłości. Zawsze, gdy była w stanie wskazującym zachowywała się dziwnie, więc Neji, tłumacząc się, że musi do łazienki, zostawił dziewczynę z – równie pijaną – koleżanką Sakurą, mając nadzieję, że jutro i tak o wszystkim zapomni. Potem dołączył do nich jeszcze Sasori, który nigdzie nie mógł znaleźć Itachiego, a szukał chętnych do zabawy gaśnicą. Kompletnie mieszane i na co dzień mało co mające ze sobą wspólnego towarzystwo dawało jednak radę, a to za sprawą niczego innego jak trzech półlitrówek.

– A za tatusia? – Lee polewał już następną kolejką trochę chwiejną ręką, tak że nie do końca precyzyjnie trafiał w kieliszki.

– Było. – Neji pokręcił głową. – I uważaj, jak lejesz, to ostatnia.

– A za kogo nie było?

– Nie wiem... – Neji podniósł się ciężko z krzesła. – Ale imprezę czas zacząć – ogłosił, nie przejmując się zupełnie faktem, że niektórzy już ją skończyli.

– To jak, idziemy po tę gaśnicę? – zapytał Sasori, po czym przechylił kieliszek i wstał. Niestety, chyba tylko po to, żeby chwilę później paść na łóżko i zwyczajnie zasnąć.

Naruto nie znalazł już piwa w lodówce Kiby i Shikamaru, za to na klatce schodowej znalazł właśnie swoich przyjaciół i klika pustych butelek.

– No i mnie zostawiła – tłumaczył właśnie Kiba znudzonemu Shikamaru. Ten, mimo usilnych próśb i gróźb, nie chciał powiedzieć, co robił, kiedy go nie było, za to Kibie nie zamykały się usta. Teraz cały czas wspominał jakąś dziewczynę, która – delikatnie rzecz ujmując – olała go.

– No... – Shikamaru pociągnął łyk z butelki. Zaczynało go już irytować zachowanie współlokatora.

– Ale rozumiesz? Zostawiła mnie...

– Tak, tak.

– Ale rozumiesz?

– Tak, rozumiem! Powtórz to jeszcze raz, a nie ręczę za siebie – stracił w końcu cierpliwość.

Kiba wstał i obrzucił przyjaciela spojrzeniem, które z założenia miało być groźnie. Niestety, zachwiał się, a to popsuło cały efekt.

– Kiba siadaj, nie zamierzam cię zbierać ze schodów.

– Martwisz się o mnie? – Chłopak rozłożył ręce, jakby chciał przytulić kumpla. – Shikamaru, mordo ty moja!

– Pieprz się. – Ten zrobił unik.

– Ja bardzo chętnie. Ale nie mam z kim – stwierdził smętnie Kiba. Objął szczebelek barierki, wyginając usta w podkówkę. – Nikt mnie nie kocha, jestem odpadem atomowym.

Naruto parsknął śmiechem, zdradzając tym samym swoją obecność. Do tej pory nie zauważyli, że stał na półpiętrze, a on sam nie chciał im przerywać tej niezwykle uroczej i inteligentnej konwersacji.

Rywale (SasuNaru)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz