Itachi stał przed drzwiami pokoju Sasuke, zastanawiając się, czy wejść, czy poczekać, aż brat sam się obudzi. Po chwili zdecydował się na to pierwsze i nacisnął klamkę. Już od progu uderzył go pedantyczny porządek panujący w pomieszczeniu. Nawet bluza na krześle wisiała tak jakoś wytwornie, jakby była tam dla ozdoby. Jedyne, co wprowadzało tu trochę chaosu i przez to wyróżniało się z ogółu, to sam właściciel i jego pościel. Sasuke spał zawinięty w pół kołdry, drugie pół leżało na podłodze. Jedną poduszkę ściskał w rękach, druga była rzucona gdzieś ponad jego głową. Itachi uznał, że Sasuke podczas snu wygląda zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Nie ma skwaszonej miny, wiecznie obrażonego spojrzenia. Zastanawiał się nawet, czy nie pobiec po aparat i nie zrobić mu zdjęcia, ale w tym momencie obiekt obserwacji przewrócił się na drugi bok, otwierając jedno oko.
– Itachi? Czego chcesz? – burknął i popatrzył na intruza podejrzliwie.
– Chciałem pogadać. – Itachi omal nie roześmiał się na myśl, że oto bańka prysła i stary, dobry Sasuke powitał świat na jawie. Jak zwykle – „radośnie". Swoją drogą, kobieta z którą się kiedyś ożeni, będzie miała z niego pożytek chyba tylko wtedy, gdy będzie spał. Jak się obudzi, to pogoni ją gdzie pieprz rośnie, obwiniając choćby za to, że słońce świeci.
– O czym? – Chłopak wstał i zaczął składać kołdrę w kostkę.
O tym, że współczuję twojej przyszłej żonie – pomyślał Itachi. – O tym, o co mnie poprosiłeś wczoraj – odpowiedział głośno.
– Coś nie tak? – Sasuke, który przed chwilą podniósł się z łóżka, nie odwrócił nawet głowy, zajęty układaniem obu poduszek, a następnie przykrywaniem ich granatową kapą.
– Nie, ale mam pewne wątpliwości. Słuchaj, nie lepiej by było, gdybyś sam mu powiedział? No, temu chłopakowi? – Itachi najwyraźniej miał ochotę porozmawiać o pomyśle brata.
– Wycofujesz się? – Sasuke w końcu dał sobie spokój z porządkowaniem posłania i zainteresował się rozmową.
– Nie, tylko to takie dziwne. A jak się nie uda? – Ton Itachiego był pełen wątpliwości.
– Co ma się nie udać? – Sasuke uniósł brwi w zdziwieniu.
– No wiesz, na przykład, co jeżeli ona nie będzie chciała ze mną gadać? Skąd wiesz, jak się zachowa – Itachi próbował przekonać brata do zmiany planu. Był naprawdę pełen złych przeczuć. I w ogóle uważał ten cały plan za idiotyczny.
– Myślę, że będzie chciała. Wie, że ze mną nie ma najmniejszych szans, a ty i ja jesteśmy do siebie podobni. – Sasuke podszedł do szafki, szukając ulubionej granatowej koszulki. Znalazł ją bardzo szybko, w końcu zawsze dbał, żeby wszystko było na swoim miejscu.
– Ale ty jesteś powierzchowny. Może dla niej liczy się wnętrze? – zaoponował Itachi, marszcząc brwi. Naprawdę nie podobał mu się ten pomysł.
– Pffff... – Sasuke omal nie zadławił się własną śliną. – Nie rozśmieszaj mnie, proszę.
Odłożył znalezioną koszulkę na brzeg łóżka i wyszedł z pokoju. Ruszył schodami w dół, do kuchni, a Itachi podreptał za nim. Usiadł na krześle i patrzył, jak Sasuke robi sobie kawę. Zawsze pił sypaną, bez mleka. Korzystał ze zwykłych, granatowych filiżanek, nie miał ulubionego naczynia. W przeciwieństwie do niego. On mógł się obejść bez swojego kubka w muchomorki. Dostał go na urodziny, gdy miał dwanaście lat. Kiedyś robił w nim kakao, teraz kawę. Można powiedzieć, że dorastali razem. Itachi uśmiechnął się sam do siebie. Może i był trochę dziecinny, ale czy to źle? Sasuke mówił, że takie zachowanie jest irytujące, ale jego to wszystko denerwuje. Tak w ogóle, ciekawe, co to za chłopak, dla którego ma być ta cała szopka – zastanowił się i postanowił trochę popytać.
CZYTASZ
Rywale (SasuNaru)
FanfictionIch właściwa historia zaczyna się pocałunkiem w auli pełnej studentów, pocałunkiem, który bynajmniej nie jest przypadkowy. To raczej wynik premedytacji, tłumionego gniewu i nienawiści. Czy słusznej? Sasuke i Naruto tym razem jako studenci Akademi Wy...
