Dekorowanie sali na zbliżający się bal świąteczny trwał już kilka godzin, a Mika miała już serdecznie dosyć wieszania kolejnej bombki na wielkiej choince. Do tego w grę wchodził jej lęk wysokości, przed którym starała się na tę chwilę uratować nie patrząc, co pięć sekund w dół, stojąc na dwumetrowej drabinie bez możliwości trzymanki.
Stojący na dole Hoseok, który co chwilę krzyczał na nią, że dana bombka nie pasuje na dane miejsce, wcale jej tego nie ułatwiał, a gdyby tego było mało, Mora, która zarzekała się im pomóc, polazła gdzieś z Taehyungiem, z którym nie wiadomo kiedy nawiązała tak mocny kontakt. Nie wliczając w to, jej uczucia wobec niego, choć i tak już kilka razy Mika musiała patrzeć na docinki ze strony jej byłego chłopaka, SooYanga.
- Mam dość, schodzę stąd! - krzyknęła rzucając w ręce bruneta bombkę i szybko, lecz ostrożnie, zaczęła schodzić po drabinie.
- Mogłaś, chociaż ją powiesić - powiedział pokazując na rzuconą mu przez nią ozdobę.
- Sam sobie tam właz i wieszaj, ja nie mam zamiaru sterczeć na tej drabinie - warknęła zła tuptając nogą.
- Złość piękności szkodzi - zaśmiał się pukając ją w nos.
- Tak samo jak ten tekst, jest tak oblekany jak te bombki na tej choince - burknęła z pogardą patrząc na stające przed nią drzewo.
- Złościsz się, bo ciężka praca ci nie służy - powiedział żartobliwie.
- Oczywiście, bardziej mnie denerwuj. Idę i nie wracam już tutaj - machnęła napięcie włosami przy obrocie i kobiecym krokiem podążała do wyjścia.
Otworzyła z siłą drzwi, przy okazji taranując osobę znajdującą się tuż za nimi. Wychyliła głowę dostrzegając Jungkooka, który trzymał się za głowę, iż prawdopodobnie w nią oberwał.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś może tutaj stać - mruknęła, jeszcze podenerwowana.
- Nie obraziłabym się, gdybyś jednak uważała - odpowiedział chłodno.
- Wybacz, że nie mam noktowizorów w oczach i nie ujrzałam Cię stojącego za drzwiami - powiedziała z wyczuwalną ironią w głosie.
- A szkoda, bo bardzo by ci się to przydało - syknął.
- Jeśli masz zamiar mi dokuczyć, to uwierz, że dzisiejszy dzień nie jest na to zbyt dobry - westchnęła krzyżując ręce.
Nie patrząc na chłopaka zrobiła krok, aby odejść, ale już po sekundzie poczuła na swoim ramieniu jego mocny ścisk ręki, która ją odrazu pociągnęła na wcześniejsze miejsce.
- Miałem wrażenie, że jeszcze kantonowaliśmy rozmowę - podniósł jedna brew - czy my zawsze musimy rzucać się sobie do gardeł?
- To ty zawsze wszystko zaczynasz! - jęknęła jak małe dziecko.
- To skończmy to i zacznijmy jeszcze raz - powiedział spokojnie.
Dziewczyna popatrzyła na niego zastanawiając się, czy utrzymywanie z nim kontaktu jest na miejscu. Nie ufała mu od początku, a po ostatniej rozmowę między nim, a JiSoo coraz bardziej miała wątpliwości, co do jego osoby, choć i tak prawie zaczęła mięknąć przez jego nagłą zmianę.
- Są przygotowania do balu świątecznego, spieszę się - powiedziała ponownie próbując odejść, ale diabeł jej na to nie pozwolił.
- Dobra, co tam się stało? Wyglądasz jakby przeszła przez ciebie lawina i to paląca - powiedział przez żart.
- Jak chcesz mogę cię nieźle poparzyć, jeśli sobie nie odpuścisz - syknęła mrużąc oczy.
- Tylko z tobą rozmawiam, zazwyczaj to ja nie szczędziłem sobie w słowach - przyznał.
CZYTASZ
Love Game - Evil Maknae
FanfictionNastają mroczne czasy. Zimny chłód napełniany złem zjawiający się każdej nocy nie daje jej spokoju. Czuje jak zaczyna być bezsilna, nie potrafi znieść tego, co się z nią dzieje. Plącze się we własnym życiu, zaczyna myśleć, że wariuje, że nie jest no...
