Jest późno, ale wszyscy siedzimy w bibliotece przeszukując książki, które kiedyś już czytaliśmy w poszukiwaniu inspiracji. Po mojej prawej leży niewielki zbiór wierszy Bukowskiego, a pod nim książka zapełniona jego esejami. Po lewej „Wichrowe Wzgórza" Ace przegląda mój egzemplarz „Myszy i Ludzi" który przyniosłem z domu. Sammy kończy przeglądać „Samotość liczb pierwszych" gdzieś pomiędzy nami wszystkimi leżą „Pani Bovary" i „Nostalgia anioła". Cleare ma pod ręką wybrane dzieła H. P. Lovecrafta, „Draculę" Brama Stokera i „Lśnienie" co niejako mnie zaskakuje. Nie spodziewałem się takich wyborów akurat po nim, ale zapewne każdy ma swoje upodobania. Miałem zapisaną już prawie połowę strony swoją mierną prozą poetycką, ale zdecydowanie było to lepsze niż zupełnie pusta kartka zaczytanego Cleare'a, czy kilka skreślonych zdań Sammy. Ace miał trudności z przebrnięciem przez książkę, która miała niewiele ponad sto stron, przez ciągłe gapienie się to na mnie, to na Sammy, ale trudno mu się dziwić po tym co ostatnio zaczął wyrabiać.
Nawet nie próbuję powstrzymać uśmiechu jaki pojawia się na moich ustach. Ace przechodził samego siebie w prowadzeniu swojego zakłamanego, podwójnego życia i musiałem przyznać, że jego dziewczyna albo była bardzo cierpliwa i ufna, albo bardzo dobrze ukrywała głupotę. Wątpię w drugie, więc zastanawiam się, kiedy położy kres temu ciągłemu skradaniu się za jej plecami, szeptaniu rzeczy na ucho, trzymania rąk poza zasięgiem jej wzroku, czasem w tym samym momencie, w którym ona trzymała go za rękę. Sam już nie jestem pewien, który z nas robi się bardziej ofensywny, który z nas ma problem z granicami. Ace jak na razie nie spotkał się z moją i wątpię by ktokolwiek kiedykolwiek miał na to szansę.
- Nienawidzę tego – mówi nagle Cleare, spokojnie odkładając książkę na stół i patrząc się w przestrzeń.
Mruczę cicho w odpowiedzi, jakby zachęcając by rozwinął swoją wypowiedź, jednak jedyną odpowiedzią, jaką dostaję jest ciężkie westchnienie, uciekające jednocześnie z ust pozostałej trójki. Podnoszę na nich wzrok wypełniony niemym pytaniem, językiem przesuwając rureczkę, którą ssałem już dobre pół godziny bez lizaka.
- Co z wami? – mamroczę, przewracając oczami i jeszcze raz czytając to co już napisałem.
- To jedno z najdurniejszych zadań jakie dostaliśmy no błagam – Cleare wzdycha cierpiętniczo, odchylając głowę i wbijając wzrok w sufit, podczas gdy piosenka w mojej słuchawce znów się zmienia. – Nie każdy ma talent do pisania, nie każdy ma czas, żeby nad tym siedzieć, niektórzy i tak oddadzą jej puste kartki, albo jakieś mierności.
- Jakbyś mniej gadał, a więcej pisał, może poszłoby Ci lepiej skarbie – odpowiadam nieco szorstko, skupiając się bardziej na kolejnych linijkach, którymi zapełniałem swoją kartkę, niż konkretnie na narzekaniach Cleare'a. Wiem tylko, że może spędzić ten czas o wiele lepiej, niż kłapiąc szczękami.
- Tak? To pochwal się co tam masz – blondyn zabiera moją kartkę i bardzo długo tylko patrzę się na drewnianą powierzchnię, gdzie jeszcze przed chwilą leżała moja praca.
Jest mi niedobrze z tym, że ją wziął. Czuję to dziwne pociągnięcie w brzuchu, wydaje mi się, że zaciskam dłoń na długopisie i zaciskam zęby, ale moje ciało tkwi w kompletnym bezruchu; albo jest kompletnie na odwrót. Wiem, że gdy Cleare zaczyna czytać na głos, czuję się jakbym stał w windzie, na najwyższym piętrze i ktoś właśnie odciął liny. Spadam w zastraszającym tempie na dół, a po upadku nie będzie co zbierać z podłogi. Żołądek podchodzi do gardła, krew szumi w uszach, a pod stopami zabrakło na chwilę podłogi. Przez chwilę prawie lecę, nim prawda dociera wreszcie do moich myśli; jest dokładnie na odwrót.
Kiedy światło pada na mokre ślady naszych stóp na podłodze
nie ma w nich tęczy
nie czuć zapachu benzyny, na półkach nie ma papierosów
Dopóki nie wyjmiesz ich z kieszeni
a dym zastąpi nam tlen w płucach i nagle stwierdzę, że
zwykłe powietrze nie ma smaku
Kiedy światło pada na dym, krztuszę się, duszę i umieram, a ty mówisz tylko
Nie przesadzaj.
Cleare waha się przez krótką chwilę, marszczy brwi, a ja podnoszę powoli wzrok. Patrzę na Sammy, która przysłuchuje się kolejnym słowom z wyrazem głębokiego skupienia na twarzy, niemal jakby chciała przeanalizować każde słowo. Ace po prostu patrzy. Jego twarz ma wyraz, jakby wszystko doskonale rozumiał. Jakbym opowiedział mu wszystko od początku do końca, jakby znał detale, a teraz tylko słuchał byle jakiego streszczenia.
Twoje oczy nie błyszczą ani nie są przygaszone
są puste, jak dwa szare kamienie na dnie tego strumienia,
gdzie dzieciństwo przestało być dzieciństwem, a zdrowie psychiczne stało się więzieniem.
Kiedy krew spływała po rękach małego chłopca, wszyscy krzyczeli
wszystko w porządku!?
Kiedy spływa po rękach nastolatka nikt nie ma nic do powiedzenia;
wszyscy toną w tej ciszy, zamaskowanej wielkimi słowami na boku, kiedy przez maszynkę do mięsa, potocznie zwaną społeczeństwem przechodzą kolejni ludzie
Kiedyś nam znani, tacy jak my.
Ace odwzajemnia spojrzenie i mam wrażenie, że tak jak patrzy na mnie, patrzyłby też na bezdomnego szczeniaczka. Winda spada co raz szybciej, a razem z nią przyśpiesza i bicie mojego serca. Powoli przypominam sobie, że muszę oddychać; oddycham, powoli wypuszczając wstrzymywane do tej pory powietrze i zastanawiam się jak wysokie ściany postawiłem, że w momencie, w którym zaczynają drżeć, czuję się niemal jakby moje życie miało się skończyć. Całe może życie mogło się na mnie zwalić, przygnieść i zabić; zmieść z powierzchni ziemi.
Miłość
Jak towar luksusowy, mogę sprzedać za kilka tysięcy, albo paczkę szlugów tak ujmującą jak piękny uśmiech i szczere spojrzenie
Bo pośród tych głośnych nocy, wielkich ognisk i krzyku
Podczas cichej namiętności, kiedy oboje unosimy się nad niebem
I kiedy krzyki mijają już moje uszy, gdy moja głowa uwalnia się od więzienia, mówisz
Przegrałeś.
Przegrałem...
Paczkę papierosów, czy twoją miłość?
Cleare doszedł do końca moich zapisków, zapada cisza, dzwoniąca mi w uszach, odbijająca się echem aż do mojego serca, dając mi znać, że wciąż żyję. Mury się zatrzęsły, a ja wciąż stoję. Wciąż pośród nich, ale dokładnie tak to lubię, bez nich nie ma zabawy, są kolejnym ryzykiem. Ich upadek albo mnie zabije albo odsłoni i w obu przypadkach będę słaby. Dreszcz przebiega przez moje ciało, kiedy w tle mojego umysłu pojawia się gorączkowa myśl, że to niebezpieczeństwo które naprawdę uwielbiam i tylko czekam aż ktoś mi zagrozi.
- Chaotyczny – stwierdza Sammy rzeczowo, przygryzając końcówkę swojego ołówka. – Niezły, ale chaotyczny. Fragment o niebie wydaje się być trochę nie na miejscu, przeszkadza mi.
- Podoba mi się – stwierdza zdawkowo Ace, poprawiając okulary, które nosił do czytania. – Potrzebuje pracy, jakiegoś doszlifowania, ale podoba mi się.
Mam wrażenie, że w ich oczach widać ten lekki dyskomfort, towarzyszący poczuciu, że nie powinno się było czegoś zobaczyć, usłyszeć czy doświadczyć. Ciekawe, że bardzo szybko zakładamy, że autor jest podmiotem liryczny, autor jest narratorem. Opuszczam wzrok na stół, kiwając ktrótko głową w zamyśleniu, a Cleare podsuwa mi znów kartkę pod nos. Zapada cisza, podobna do poprzednich, a jednak taka inna. Nieznacznie niezręczna, lekko niewygodna. Przewijam piosenkę do początku, jakoś nie mając ochoty by mijała i coś czuję, że co cztery minuty będę sięgał po telefon, aż wreszcie zdecyduję się ustawić odtwarzanie w pętli. Pod stołem dłoń Ace'a odnajduje moje kolano i głaszcze je lekko przez chwilę, nim zabiera ją i przewraca jedną z ostatnich stron w książce. Jestem ciekawy jego reakcji na zakończenie. Jestem ciekaw, czy Ace byłby w stanie zabić swojego Lennie'go.
CZYTASZ
Choking Games
RomanceCarter jest dobry w piciu, paleniu i obciąganiu. Ace jest dobry z fizyki, matematyki i angielskiego. Idealny świat Ace'a Tómassona zostaje wywrócony do góry nogami i przewrócony na lewą stronę przez Cartera Abarrow, nowego ucznia z Walii. The Chokin...
