24

5.4K 432 61
                                        

       Milczymy całą drogę i milczymy gdy wreszcie jesteśmy w niewielkim domku przy hotelu, który dla nas wynająłem na trzy dni. W jakiś sposób wiem, że Carter czuje się nieswojo, może po raz pierwszy w swoim życiu, nie ma pojęcia gdzie się podziać i co ze sobą zrobić, ale nie mam siły z nim o tym rozmawiać, ani nie jestem pewny czy wiedziałbym co powiedzieć. Nie mówię więc nic na ten temat, czekając aż... aż wszystko wróci do poprzedniego stanu. Wyjmuję ledwie trochę rzeczy i wkładam je do szafki, żeby były na wyciągnięcie ręki. Większość pozostaje zapakowana. Carter nie wyjmuje nic, siedzi tylko w fotelu i wygląda przez okno bardzo usilnie starając się nie patrzeć w moją stronę, ani nigdzie indziej skoro już o tym mowa, aż wreszcie podnosi się. Bez słowa zakłada buty i wychodzi, jak zwykle nijak się nie tłumacząc, nawet zwykłym „idę na spacer". Zastanawiam się, jak można żyć z kimś takim codziennie i nie zwariować, jednocześnie zadając sobie pytanie, czy byłbym w stanie tak żyć. Przy Carterze jedno słowo za dużo czy za mało robiło ogromną różnicę, o wiele za dużą, żeby swobodnie żyć.

       Po jego wyjściu patrzę się na drzwi może odrobinę za długo, ale nie przyznałbym się do tego. Zastanawiam się tylko gdzie znowu ucieka i mam nadzieję, że nie za daleko, ani nie na długo. Po drodze zrobiło się znów chłodniej, a on jak zwykle założył na siebie tylko głupią bluzę, a poza tym ma okropną orientację w terenie, a nie mogę go zgubić. Nie mógłbym wrócić bez niego; głównie dlatego, że nie wiedziałbym co powiedzieć jego siostrze, ale część mnie wciąż nie lubi kiedy znika bez wytłumaczenia. Jego nieobecności towarzyszy zawsze dziwne przeczucie, że coś mu się stanie; zazwyczaj błędne, ale Carter był pewnie typem który trzymał się dobrze, póki nie było źle. Kiedy było źle, było od razu okropnie.

       Ciężko jest określić upływ czasu, kiedy jest cały czas jasno i nie jestem pewien, która jest godzina, kiedy przerywam oglądanie jakiegoś słabego serialu w telewizji, by odebrać telefon od Cleare'a. Nie zastanawiam się dwa razy nad odebraniem, w innym wypadku mógłbym się rozmyślić, a rozmyślenie się oznacza, że nie odbiorę.

- Jak tam obóz stary? – rzuca chłopak po krótkim przywitaniu.

- Nie jestem na obozie – nie podejmuję decyzji, pozwalam, żeby decyzje podejmowały i egzekwowały się w rzeczywistości.

        Cleare jest zdecydowanie zbity z tropu i przez dłuższą chwilę panuje między nami cisza, w której nie pozwalam by jakakolwiek myśl zagnieździła się w mojej głowie. Myśli przeszkadzają decyzją w podejmowaniu się.

- To... gdzie jesteś? – odpowiada z wyraźnym wahaniem.

- Jestem... z Carterem. Na wycieczce.

- To niedobrze – stwierdza po prostu blondyn, a w głośniku szumi nieprzyjemnie, gdy po drugiej stronie Cleare wzdycha ciężko. – Czemu... - nie jest pewien o co zapytać, ale nie waham się z odpowiedzią na którekolwiek z pytań zaczynających się na „czemu". Wszystkie odpowiedzi są tak samo złe.

- Nie wiem Cleare, chyba nie kocham Sam. Nie wiem czy kocham Cartera, ale zależy mi na nim... to brzmi tak cholernie głupio i jestem taki cholernie głupi i nie wiem co mam zrobić z tym wszystkim. Pewnie mi z tym nie pomożesz, ale... już po prostu nie wiedziałem co zrobię jak komuś tego nie powiem...

- Zamknij się co? Daj mi chwilę, żeby pomyśleć – wstaje, przynajmniej tak mi się wydaje, a potem w tle słyszę odgłos zamykanych drzwi i jest ciszej niż było przed chwilą. – Gdzie jest Carter? Bo zakładam, że nie z Tobą, skoro...

        Skoro mówisz takie rzeczy.

- Nie wiem. Poszedł na spacer.

- Pokłóciliście się czy coś? Nie brzmisz najlepiej – przyznaje blondyn.

Choking GamesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz