Skierował się do swojej sypialni, kiedy tylko opadły pierwsze emocje. Nie chciał, żeby przypadkiem przyszło im do głowy zadawanie mu niezręcznych pytań. Potrzebował więcej czasu. Zdecydowanie więcej. Chociażby po to, by pogodzić się ze stratą, która wciąż wypalała dziury w jego sercu i umyśle. Co miał im powiedzieć, gdy zaczną dociekać, u kogo spędził tyle czasu? Mógł skłamać, że u dziewczyny, która opiekowała się nim ostatnie dwa dni, ale byłoby to tak samo głupie, jak przyznanie się do próby samobójstwa. Wydawać by się mogło, że znajdował się w patowej sytuacji.
Leżał w łóżku, podziwiając swój pokój, który nie zmienił się znacząco od jego ostatniej wizyty. Papiery leżały porozwalane wokoło, słońce leniwie przebijało się przez cienkie zasłony, a Adam Mickiewicz po raz kolejny nie zapukał do jego drzwi, wchodząc.
Nie zdziwiło go to zbytnio -bardziej fakt, że po raz kolejny gościł w jego domu. Nie był tylko pewny czy to przez jego zaginięcie, czy z jakiegoś innego niewytłumaczonego powodu. Już po wstąpieniu do salonu, zauważył, że nie panowała w nim przyjazna atmosfera. Napięcie gromadziło się pomiędzy Salomeą a Adamem i prawdopodobnie zelżało jedynie przez nagłe pojawienie się Juliusza w progu.
-Nie chciałem cię obudzić... W razie gdybyś już zasnął -wytłumaczył szybko, widząc nieprzychylne spojrzenie Juliusza. Ten chłopak musiał kochać lekcje savoir-vivre'u, pomyślał starszy mężczyzna.
W odpowiedzi dostał wzruszenie ramion chłopaka. Blondyn nie wyganiał go z pokoju, więc uznał to za pozwolenie do pozostania w nim jeszcze jakiś czas.
Juliusz leżał wyzuty z emocji, z podkrążonymi oczami i zaschniętymi łzami na policzkach. Gdyby znał go trochę dłużej możliwe, że domyśliłby się, co leży na sercu blondyna. Byli dla siebie niemal obcy, a mimo to nie potrafił przejść obojętnie wobec jego osoby. Wyglądał jak duch, kiedy zobaczył go, wchodzącego do pokoju. Nie był już tym samym zdrowym chłopakiem z ciętym językiem, którego poznał w kawiarni. Czego musiał być świadkiem, że raptem tydzień odmienił go w zupełnie innego człowieka?
-Co się stało, Julek... -usiadł przy nim na skraju materaca i wodził wzrokiem po jego oczach, policzkach, rozchylonych lekko ustach, przez które tak płytko oddychał. Nie czuł wobec niego litości, jak to nieraz bywało, kiedy zobaczył biednego człowieka na ulicy. Niewypowiedziany żal zalewał jego ciało, gdy spoglądał na Juliusza i nie wiedział, czym spowodowany był jego tragiczny stan. Bo jasnym dla niego było, że to nie przez podróż wyglądał tak marnie.
Kolejny raz nie uzyskał odpowiedzi. Nie nawiązał z nim kontaktu wzrokowego. Właściwie nie w jego kwestii było pytanie o przyczyny smutku Słowackiego. Może to przez kobietę? Ile to razy Adam był nieszczęśliwie zakochany w jakiejś nikczemnej femme fatale, która pragnęła go tylko po to, by za chwilę patrzeć, jak odchodzi ze złamanym sercem. Dla Mickiewicza było to jednak przeszłością. Nie umiał już wczuwać się w związek z kobietą tak mocno, jak wcześniej. Nie umiał powiedzieć, czy to dobrze, czy źle -ułatwiało jednak wiele w życiu codziennym.
-Mam zgadnąć, co cię tak trapi? -mówił niskim, spokojnym głosem, chcąc dodać otuchy Juliuszowi i być może usłyszeć od niego choćby słowo. Może i napisał wielką improwizację -w kontaktach z ludźmi wolał posługiwać się dialogiem.
-Matka cię tu przysłała? -wydobył z siebie słowa po dłuższym milczeniu. Mrużył oczy, bo promienie słońca przebijające się do sypialni, wpadały centralnie na jego łóżko. Mickiewicz siedział tyłem do okna, jednak nie był w stanie zasłonić całego rażącego blasku swoim ciałem. Wokół jego postaci utworzyła się jedynie delikatna, mglista poświata pozwalająca porównywać go teraz nie do człowieka, lecz boga greckiej mitologii.
CZYTASZ
Persona -Słowackiewicz
Romance„Duchowi memu dał w pysk i poszedł." XIX wiek -wiek wielkich wydarzeń, miłości i spotkań, które nigdy nie kończą się tak jak powinny... okładka autorstwa @ka_flexing >>>>
