Juliusz nigdy nie dopuścił się pobicia kogokolwiek. Nawet kiedy jeszcze chodził do szkoły, nie zdarzyło mu się stracić kontroli nad sobą, gdy ktoś wyprowadził go z równowagi. Było to dla niego nie lada nowością, zwłaszcza, że po fakcie nie żałował swojej impulsywnej decyzji -jedynie tego, iż nie uderzył Augusta mocniej, gdy miał po temu okazję.
Odrętwienie ustawało i nowa fala złości wlewała się w jego ciało, zastępując niemoc, którą czuł do tej pory po mocnym ciosie w twarz. Pod jego okiem już zaczął formować się zielonkawy siniak. Nie spoglądając ani na ułamek sekundy w lustro, wyszedł z domu. Nie wytrzymywał tutaj. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego dalej tkwił w tym miejscu, widząc, że nie jest tu mile widziany. Ile jeszcze miało mu zając zrozumienie, iż nie jest już dzieckiem i nie jest nawet godny szacunku we własnym domu?
Gdyby August sam wyszedł, przeszukałby jego sypialnię, ale ten jak na złość zamknął się w niej szczelnie i Juliusz miał zerowe szanse na powodzenie tej misji. Zresztą poprzednia nie zakończyła się lepiej.
Szedł wolnym krokiem pod adres, który na dobre wrył mu się w pamięć. Nie z własnej woli, jeszcze niedawno zapowiedział sobie, że nie będzie przychodzić w to miejsce częściej niż zostanie zmuszony. Teraz łamał tę zasadę, ale czym byłoby życie bez nuty rebelii? Kto wie, może kiedyś zaciągnie się do powstania...
Zapukał do drzwi niewielkiej kamienicy, znajdującej się pod numerem czterdzieści cztery. Cóż za ironia, pomyślał, przypominając sobie niedawno czytane dzieło Mickiewicza. Nie czekał długo na odzew. Eliza, jak zdążył się dowiedzieć przy poprzedniej wizycie, otworzyła mu, lustrując krytycznym wzrokiem. Nie spodziewał się z jej strony innej reakcji, domyślając się, że siniak był coraz bardziej widoczny.
-Dzień dobry -przywitał się po francusku, kłaniając się lekko.
-Pan na skargę? Mickiewicza nie ma, ale jeśli to on pana pobił, musi pan przyjąć jedynie najszczersze przeprosiny, bo o pieniądzach nie ma mowy -wydeklamowała na wydechu, jakby była przygotowana na tego typu sytuacje. Adam nie wydawał mu się tak porywczy, ale pozory zawsze myliły... Na przykład wtedy, gdy spotkał go po raz pierwszy i wydawał mu się uprzejmym człowiekiem.
-Nie -zaprzeczył natychmiast, kręcąc głową z potarganymi włosami. -Przyszedłem do niego w pewnej sprawie... -wytłumaczył enigmatycznie. Nie sądził, by Eliza była dobrą powierniczką jego sekretów.
-Pan Mickiewicz jest nieobecny, ale jeśli to coś ważnego to... właściwie może pan zostać i poczekać na niego -uśmiechnęła się zalotnie, czując, że Słowacki zdoła zapełnić jej nudne godziny samotności. Adam był jedyną osobą, z którą spędzała czas i jak bardzo by jej nie pociągał, nie mogła zdawać się tylko na jego towarzystwo.
-O ile to nie problem? -upewnił się.
-Proszę się nie martwić, największy problem to ja mam z nim -parsknęła, choć w jej głosie dało się wyczuć dobroduszność. Zaprosiła Juliusza gestem ręki do środka, sama udając się do niewielkiej kuchni, by zaparzyć herbatę. -Niech się pan rozgości -powiedziała głośniej z drugiego pomieszczenia.
Słowacki nie pamiętał za dużo z ostatniej wizyty u Adama. Jedyne co pozostało w jego pamięci, to monumentalny regał z najróżniejszymi książkami. Sam skrycie marzył o posiadaniu takiej kolekcji. Usadowił się na kanapie pod drugą ścianą, nie spuszczając z niego oczu. Resztę jego pamięci zajmował Mickiewicz. Wszystko co było związane z nim, intrygowało go, frustrowało albo wprowadzało w dziwną sferę emocji, których dawno nie odczuwał. Podziwiał jego talent, ale nie to sprawiało, że mimo nie najlepszego pierwszego spotkania wszystkie jego drogi prowadziły do niego -jak do Rzymu. Miał świadomość swojego infantylnego zachowania, ale nie radził sobie z trzymaniem na wodzy swoich irracjonalnych decyzji.
CZYTASZ
Persona -Słowackiewicz
Romansa„Duchowi memu dał w pysk i poszedł." XIX wiek -wiek wielkich wydarzeń, miłości i spotkań, które nigdy nie kończą się tak jak powinny... okładka autorstwa @ka_flexing >>>>
