Abigail POV'S
- Zostały dwie minuty do końca meczu! - poinformował nas komentator.
Siedziałam razem z Dylanem w jednym z pierwszych rzędów i kibicowaliśmy naszej drużynie, która grała dziś z Dzikimi Bykami - to drużyna, z którą zawsze rywalizowali - i można powiedzieć, że odkąd postrach szkoły został kapitanem, naszej drużyny, to mecze z nimi zawsze były wygrywane.
Jack Watson, to chłopak, który ma na pieńku z samym dyrektorem. A, żeby wkurzyć naszego dyrektora to trzeba porządnie nabałaganić. Sama z czarnowłosym nigdy nie rozmawiałam i wolałam nigdy nie stawać na jego drodze. O nim krążyło wiele plotek, zaczynając od ostrego imprezowania, po różne nielegalne rzeczy. Trzeba przyznać, że kiedy wychodził na boisko był strasznie skupiony na grze. Jego oczy były ciemne i cały czas krążyły po całym otoczeniu, aby ogarnąć sytuacje.
- Carter biegnie prosto na bramkę przeciwników! Z wielką łatwością omija Byków, którzy stoją mu na drodze, podaje piłkę do Price'a, a ten do Watsona! - obserwowałam jak mięśnie czarnowłosego są napięte i miałam nadzieję, ze tym razem nie spieprzą akcji. - Czy się uda.. Proszę państwa! Białe Tygrysy wygrywają dzisiejszy mecz, pokonując Dzikie Byki!
- I to kurwa była akcja! - wrzasnął szczęśliwy Dylan. Lynch był blondynem o błękitnych oczach. Uwielbiał piłkę nożną, jednak jego największą miłością była koszykówka, której był kapitanem.
- Ty-gry-sy! - śpiewały i ruszały pomponami chearleederki.
Jedną z nich była nasza przyjaciółka, Rebecca. Dziewczyna była brunetką o ślicznych czekoladowych oczach, których jej zazdrościłam. Chociaż nie tylko tego, bo jej figura też była obłędna, była jedną z ładniejszych dziewczyn ze szkoły.
- Czy ty to widziałaś!? - podleciał do siatki Peter, który przyczynił się do ostatecznej bramki.
- No Carter, wykazałeś się dzisiaj, opijemy to! - zaśmiałam się.
- Na dzisiejszej imprezie u Scotta! - zasalutował mi i odwrócił się, po czym podbiegł do swojej drużyny, która rozmawiała z trenerem.
Obserwowałam oddalającą się sylwetkę czarnoskórego. Jego tak zwana "szopa" latała w każdą stronę, przez co nie mogłam się nie zaśmiać. Pochodził z Brazylii i to wyjaśniało jego kolor skóry.
- Mam nadzieję, że to wszystko nie będzie trwać za długo - odezwałam się do blondyna, kiedy czekaliśmy na korytarzu za naszymi przyjaciółmi.
- Carter najwyżej pojedzie z kumplami, gorzej z Beccą, bo ta się obrazi na mnie, kiedy jej nie zabiorę - przewrócił oczami.
- Evans! - usłyszałam swoje nazwisko, odwróciłam się w stronę głosu i okazało się, ze był to Harry Johnson. Lokowaty brunet, był kapitanem przeciwnej drużyny i za każdym razem kiedy mnie spotykał na korytarzu, po meczu, musiał mnie zaczepić.
- Po nazwisku to po pysku - posłałam mu uśmiech, który i tak nie należał do szczerych, bo ten człowiek mnie irytował. - Czego chcesz?
- Jak zawsze milutka - oparł się jedna ręką o ścianę. - Co tam u ciebie, sporo minęło od naszego ostatniego spotkania.
- Dwa tygodnie, dwa pieprzone tygodnie temu się widzieliśmy.
- No to kurwa sporo! - westchnął.
- Idziemy? - zapytała po wyjściu Becca.
- Wilson niezłą miałaś dupę w tamtej kiecce - mrugnął do niej chłopak.
CZYTASZ
PROBLEM |PART ONE|
Teen FictionJack Watson to przystojny kapitan drużyny piłki nożnej. Lubi imprezować i zmieniać dziewczyny jak rękawiczki. Często nazywany bezuczuciowych draniem, który żyję swoim światem. Ma za sobą ciężką przeszłość o której wiedzą nieliczni. Abigail Evans to...
