A potrafisz trzymać ręce przy sobie?

2.2K 44 0
                                        

Abigail POV'S


Otwieram powoli oczy i złapałam się za głowę. Pierwsze co zobaczyłam to Jacka, który patrzył się na mnie i trzymał mnie za policzki.

- Kurwa, wiesz jak mnie przestraszyłaś? - warknął i wziął mnie w ramiona, kołysząc.

- Ty to widziałeś.. - odezwałam się słabo. - Ty.. - wyszarpałam się z jego uścisku i wstałam, opierając się za pieniądze drzewa. - Ty dupku.. ty, ty to wszystko wymyśliłeś. Najpierw te głupie smsy, a teraz jeszcze wisząca kukła, poplamiona krwią - parsknęłam sarkastycznie.

- O czym ty do kurwy mówisz - przyparł mnie do drzewa. - Evans, jakie kurwa smsy?

- Normalne smsy - zacisnęłam szczękę, podobnie jak on i podałam mu mój telefon, który wziął bez wahania, i obejrzał wiadomości.

- To wszystko? Czy to wszystko? - powtórzył dwa razy.

- Tak, to wszystko, sam dobrze powinieneś o tym wiedzieć - odwróciłam wzrok.

- Kurwa - przybliżył się do mnie jeszcze bliżej, tak, że nasze nowy się stykały. - Nigdy kurwa, ale nigdy w tym pieprzonym życiu nie zrobił bym ci takiej cholernej akcji. To już jest przesada, rozumiesz?

- Ja - załamał mi się głos. - O co tutaj chodzi? - oparłam głowę o jego klatkę i zaczęłam płakać.

Chłopak próbował mnie uspokoić. Szczerze powiedziawszy to jego miłe słówka i to jak mnie przytulał, bardzo pomogło.

- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Kurwa, dlaczego? - usłyszałam jego poważny i groźny głos obok mojego ucha. - Jeśli jeszcze coś kiedykolwiek dostaniesz, chce o tym wiedzieć, rozumiesz?

Skinęłam jedynie głową i cicho go poprosiłam, abyśmy już wyszli z tego chorego miejsca.


*


- Na pewno wszystko dobrze Abby? - zapytała po raz kolejny nauczycielka, kiedy weszła, po nas po kolacji, do pokoju. - Potrzebujesz czegoś?

- Jest dobrze, dziękuję - rzuciłam zmęczona i odwróciłam się do niej tyłem.

Na szczęście byłam już wykąpana, więc bez problemu mogłam poleżeć i przemyśleć tą całą dzisiejszą sytuację.

Po tym jak znaleźliśmy resztę drużyny, okazało się, że byliśmy drudzy na mecie. Wszyscy poszli dalej zjeżdżać, tylko ja z Watsonem siedzieliśmy w kawiarence i rozmawialiśmy. Było dość miło. Nie pokłóciliśmy się, co było, aż takie nie typowe, jak na nas.

Teraz, kiedy już trenerka już poszła, a Carmen w między czasie wyszła z łazienki i kładła się spać.

- Czy coś się stało? - zapytała mnie Wilson siadając obok. - Od powrotu z lasu jesteś jakaś nie przytomna, nawet nic nie zjadłaś na kolacji, a później prawie wybiegłaś ze stołówki.

- Po prostu nie najlepiej się czuję - próbowałam zakończyć ten temat.

Tylko, że z Beccą będzie trudno. Ona będzie chciała się dowiedzieć wszystkiego.

Zoe i Carmen zgasiły lampki i można było usłyszeć ich ciche pochrapywanie.

- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Co jest? - złapała mnie za ręce i przypatrzyła mi się.

Pociągnęłam nosem i z trudem opowiedziałam jej o całym wydarzeniu. Musiałam komuś się wygadać, a jedyną taką osobą jest ona. Dla Jacka jakby tej sytuacji w ogóle nie było, jasne, jak byliśmy tam to jeszcze się mnie wypytywał czy już się uspokoiłam i w ogóle, ale po powrocie tutaj, jakby o mnie zapomniał. Jakby zapomniał o tym co oboje widzieliśmy i co nie było normalne.

PROBLEM |PART ONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz