Rozmawiaj ze mną Evans.

3K 60 0
                                        

Abigail POV'S


Miałam na sobie jasne boyfriendy, białą bluzkę włożoną w spodnie, na niej czarny płaszczyk, a na nogach białe superstary. Włosy związałam w luźnego koka, a do mojego makijażu, który jedynie poprawiałam, dodałam pomadkę wpadającą w odcień bordu.

Kiedy już znalazłam się w aucie na moje szczęście zamiast Jacka, napotkałam Theo i Drewa, którzy uśmiechali się do mnie głupkowato.

- O co, żeście się znowu pożarli? - zarechotał blondyn, włączając się do ruchu.

- O nic szczególnego - machnęłam ręką. - Chyba najbardziej poszło o to, że go uderzyłam.

- Uderzyłaś go? - wybuchnął śmiechem, a słysząc go, musiałam się dołączyć razem z Theo. - Dlaczego mnie przy tym nie było?

- To już drugi raz, nic ci nie zrobił? - zmartwił się rudowłosy. - Wszyscy dobrze wiemy jaki on ma temperament. Tym bardziej, że uderzyła go dziewczyna z chudymi rączkami, po której nie można by było się spodziewać, że jest zdolna to tego, żeby taki chłopak jak Jackson, miał lekko napuchnięte policzko.

- Czyli wy go widzieliście? - patrzyłam to na jednego to na drugiego.

- Yup, ale myśleliśmy, że znowu się bił czy coś - mruknął pod nosem Drew. - Nic by to nowego nie było - chudzielec mu przytaknął.

*

- Dojechały księżniczki - odezwał się Watson. Koło niego zobaczyłam Becce i Scotta.

- Ktoś tu dalej nie w humorze - prychnęłam i przywitałam się z resztą. - Idziemy w końcu?

- Pora wejść na ten rollercoaster - Price wskazał na diabelny młyn, który był strasznie wielki. Wręcz ogromny. Nie żebym się tego bała, po prostu nie przepadam za takimi typu rzeczami.

Jednak wszyscy byli bardzo chętni na tą propozycję, więc sama się nic nie odzywałam, bo nie chciałam psuć zabawy.

W kolejce staliśmy dobre dwadzieścia minut, rozmawiając i śmiejąc się z tak na prawdę nie śmiesznych żartów Davisa. Ale co się robi dla przyjaciół. Po tym jak zajęłam koło niego miejsce w tym cholernym wagoniku. Kiedy ruszyliśmy do góry, było widać po chłopaku, że może zaraz zwymiotować, dlatego wpadłam na pomysł, żeby zaczął opowiadać mi jakieś suchary. W momencie, jak stanęliśmy na ułamek sekundy, on skończył, a ja zaczęłam krzyczeć po tym jak już z szybką prędkością zjechaliśmy w dół. Każdy zakręt był okropnie straszny, ale tez zabawny, przez Scotta, który siedział przed nami z Rebeccą i cały czas błagali o to, aby to się skończyło. Sam to zaproponował. Faceci.

Później wybraliśmy się na karuzelę, z którą mieliśmy mały problem, bo nie pomyśleliśmy, że będzie potrzebna nam mapka. Tak, więc, kiedy pytaliśmy jakąkolwiek osobę o nią, to każdy wskazywał inną stronę, co nam nie pomagało. W końcu Jack się wkurzył i spytał się jednej dziewczyny ze sklepiku i oczywiście, po tym jak nam dał mapkę, zaczął z nią rozmawiać.

Kolejne atrakcje takie jak, samochodziki, w których dostaliśmy ataku śmiechu, podobnie jak w Wonder Garden, przechodziliśmy przez okrągły tunel składający się z obracających w różne strony pierścienie. Zjeżdżaliśmy z falistej zjeżdżalni na specjalnych kocach. Bawiliśmy na jednym z palców zabaw, na którym było wyznaczone miejsce do rzucania w siebie plastikowymi piłeczkami.

- Mam zarąbisty pomysł, stójcie - zatrzymał nas Watson, spojrzeliśmy się wszyscy na niego wyczekująco, a on dodał. - Jest tutaj dom strachu, nie chcielibyście się może tam wybrać? No chyba, ze ktoś się kurwa boi - zaśmiał się.

PROBLEM |PART ONE|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz