Abigail POV'S
- Do szkoły marsz, smarkulo - blondyn podał mi śniadanie i wskazał ręką na drzwi wyjściowe.
- Ale - przerwał mi machnięciem ręki. - Ale, przecież mieliśmy wczoraj umowę - tupnęłam nogą jak dziecko, które nie dostało lizaka.
A niby mam osiemnaście lat.
Ha!
- No właśnie, wczoraj - poczochrał moje włosy, które i tak dzisiaj się nie chciały ułożyć. - Nie zachowuj się jak jakiś bachor, idziesz do szkoły i koniec kropka. Jak z niej wrócisz pojedziesz do Conna.
Wredota jedna.
Rządzić się tylko umie.
- Nie ma mowy, umawialiśmy się, że dzisiaj mogę sobie odpuścić - powiedziałam oschle.
- To było do momentu, kiedy nie dowiedziałem się, że masz dzisiaj fizykę i jeszcze sprawdzian z niej.
No to zarąbiście.
Nic nie umiem.
- No nie żartuj sobie.
- Mówię śmiertelnie poważnie, mogę cię nawet podwieźć i tak muszę zawieźć Aidena - stwierdził. - Aiden! - krzyknął na cały dom, a po chwili było słychać jak maluch zbiega po schodach.
- Jestem, jestem - pomachał szczęśliwy w naszą stronę i zabrał od taty swoje drugie śniadanie.
- To co? Zabrać cię? - spytał z cwanym uśmiechem.
- Tylko nie waż się znowu podrywać moich nauczycielek, ani tym bardziej koleżanek - pogroziłam mu palcem, a odwracając się, zauważyłam, że chłopak przewrócił oczami. - Jeszcze ci tak zostanie.
- Smarkula - oznajmił.
- Wredota - skwitowałam.
*
Drogę do szkoły przejechaliśmy słuchając muzyki i kłócąc się, który z nas będzie gotował dzisiejszy obiad. Teoretycznie to on przegrał i będzie musial go zrobić, ale i tak się stanie tak, że ja go będę musiała przygotować.
- Ale duzia szkoła - maluch otworzył z wrażenia usta i zaczął rozglądać sie dookoła.
- Kiedyś będziesz tu chodzić, wiesz? - Ryan uszczypnął go w policzek.
Często to robi ostatnimi czasy.
- I już nie będzie taka supi, jak ci się teraz wydaje - dodałam swoje trzy grosze, za co dostałam w bok od blondyna.
- Ciocia gada głupoty, nie słuchaj jej - stwierdził mój brat.
- Aha, dzięki - uniosłam brwi i spojrzałam na niego.
- Smalkula - zaśmiał się Aidik.
- I ty przeciwko mnie? - zdziwiłam się patrząc na bratanka. - Musze iść. Do później - zabrałam swoje rzeczy i zamykając drzwi, pomachałam do nich.
Przeszłam przez dziedziniec, przy okazji ciągnąć za sobą Rebecce do mojej szafki.
- Co jest? - zapytała w między czasie dziewczyna.
- Tak, cześć, ciebie też dobrze widzieć - powiedziałam sarkastycznie, otwierając szafkę i gładąc do niej niepotrzebne mi rzeczy. - Powiedz mi, że masz zrobione notatki z tego, z czego jest sprawdzian.
- Oczywiście, że mam, ale dałam je Peterowi - rzekła.
- Gdzie on jest?
- Prawdopodobnie na stołówce.
CZYTASZ
PROBLEM |PART ONE|
Teen FictionJack Watson to przystojny kapitan drużyny piłki nożnej. Lubi imprezować i zmieniać dziewczyny jak rękawiczki. Często nazywany bezuczuciowych draniem, który żyję swoim światem. Ma za sobą ciężką przeszłość o której wiedzą nieliczni. Abigail Evans to...
