Boisz się mnie?

4.3K 77 16
                                        

Abigail POV'S

Otworzyłam oczy i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej.

Jestem w domu.

W swoim pokoju.

W swoim łóżku.

Jak?

Zwróciłam uwagę na drzwi, które się otworzyły, a zza nich wyszedł Dylan.

Że co?

- Jak się czujesz? - podszedł do mnie i wyciągnął rękę, podając mi herbatę.

- Jak się tu dostałam? - zmieniłam temat.

- Znalazłem cię tutaj, kiedy nie znalazłem cię w szkole, przyjechałem do ciebie, a drzwi były otwarte, co wydawało mi się dziwne - usiadł obok mnie.

- A samochód? - poderwałam się, jednak momentalnie usiadłam, bo moja głowa zaczęła pulsować.

- Wszystko okej - spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem.

- Cholera, czy samochód jest na miejscu?

- Tak, dlaczego nie?

- Okej, to jest chore - potrząsnęłam głową i po wzięciu głębokiego wdechu, opowiedziałam o wszystkim Lynchowi.

*

Po ogarnięciu się, przyjechałam z blondynem do szkoły. Zdążyliśmy na trzecią lekcję, którą okazała się matematyka.

- Gdzie byłaś? - zagadnęła mnie Becca, z którą siedziałam, na tej lekcji, w ławce.

- Później ci wszystko opowiem - brunetka jedynie przytaknęła.

Kiedy przejeżdżaliśmy z przyjacielem obok tej kawiarenki widzieliśmy odjeżdżającą straż, a na miejscu była jeszcze policja i karetka.

Nic z tego ranka nie rozumiem, to wszystko jest jakieś chore. Gdyby nie to, że jednak przy tej kawiarence stali aspiranci i busy ratownicze, to uznałabym, że to wszystko było snem. Tylko te otwarte drzwi nie dają mi spokoju i to, ze Connor nie odbiera telefonu.

- Panno Evans - zauważyłam obok siebie matematyczkę. Staruszka, która już powinna siedzieć w domu i bawić się ze swoimi kotami. - Zadałam pytanie.

- Może pani powtórzyć? - spytałam, lekko się uśmiechając, jednak ona przewróciła oczami i podeszła do biurka, pisząc coś w notesie.

- Podejdź tutaj - oparła się o blat i wskazała ręką przed siebie.

Spojrzałam na przyjaciółkę, a później po osobach siedzących przede mną. Wstałam powoli i do niej podeszłam.

- Rozumiesz temat, który wczoraj już zaczęliśmy?

- Chodzi pani o prawdopodobieństwa? - dopytałam.

- Dokładnie - chwilę się zastanowiłam i jedynie pokiwałam twierdząco głową. - To jakie jest prawdopodobieństwo, że w końcu zaczniesz słuchać na mojej lekcji?

- Nikłe - rzuciłam po przeanalizowaniu szybko tego zdania i parsknęłam cicho śmiechem.

- Usiądź Abby, tylko błagam, słuchaj tym razem.

*

- Gdzie macie Scotta? - zwróciłam się do Drewa i Theo na lekcji wychowania fizycznego.

Mieliśmy grać w siatkówkę, co mi jak najbardziej odpowiadało, ale na początku musieliśmy sie trochę porozciągać, czego wręcz nie znosiłam. Jestem dobrze rozciągnięta, ale mój kochany nauczyciel zawsze woli jeśli jeszcze się porozciąga, niż bym miała sobie zaszkodzić. No i może ma rację, ale co ja poradzę, że tego nie znoszę

PROBLEM |PART ONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz