Pełna sarkazmu i ironii, jak zawsze.

2.3K 45 2
                                        

Abigail POV'S


- To może wejdziemy zjeść pizze? - zaproponował Mason, kiedy przebiegliśmy obok pizzerii Danny'ego.

- Okej, czemu nie - posłałam mu uśmiech.

Po przejściu przez próg otuliło nas ciepło i ten piękny zapach różnych przypraw, warzyw czy samego ciasta. Ruszyliśmy w stronę ostatniego stolika, a w którymś momencie zauważyłam Drewa z Theo, z którymi tylko się przywitałam.

- Kogo moje oczy widzą - jak zwykle z wielkim uśmiechem przywitał nas Danny. Tym razem jego włosy były jasno fioletowe.

- Cześć - powiedzieliśmy równo.

- Co wam podać? - wyjął swój słynny notesik.

- Duża pepperoni i chłopska - odezwał się za mnie Ward. - Najlepiej jeszcze dwa sosy i soki pomarańczowe.

- Się robi!

- Skąd pomysł na bieganie? - zagadnęłam, przerywając dość nurtującą ciszę.

- Muszę trzymać formę, mam zamiar pokazać jeszcze przed eliminacjami, że mogę być lepszym kapitanem niż Watson - przejechał po swojej szczęce.

- Czyli rywalizacja.

- Nie do końca, bo on o tym nie wie - zaśmiał się krótko. - Dobrze wiesz, że chcę iść dalej w kierunku sportowym, potrzebuję stypendium, a o wiele łatwiej je dostanę jako kapitan. Poza tym, ja zawsze jestem na treningach.. Nie chcesz o tym słuchać, prawda?

- To nie tak, po prostu.. po prostu nie rozumiem twojego zachowania - wyjaśniłam. - Wiesz, jasne, że możesz się ubiegać o tą posadę kapitana, ale tak naprawdę jeśli będziesz naprawdę dobrym napastnikiem to powinieneś dostać to stypendium.

- Za dużo czasu z Rebeccą - zarechotał.

Déjà vu.

Ile razy ja to słyszałam.

- Ta, chyba też powinnam iść na psychologię - rzuciłam.

- A idziesz na?

- Pielęgniarstwo - wiedziałam, ze go tym zaskoczę, ale to była prawda. Od dziecka uwielbiałam pomagać w takich rzeczach jak oczyszczanie ran, bandażowanie czy nawet pomaganie w przenoszeniu do innego miejsca.

Jak jeszcze byłam dzieciakiem uwielbiałam razem z braćmi grać w piłkę, albo po prostu się ścigać i często któremuś z nas się coś działo. Nikt nie lubi patrzeć na krew, ale mnie to nie wiadomo jak nie przeraża.

- Zatkałaś mnie - przyznał. - Bardziej myślałem, że pójdziesz w stronę adwokata czy prawnika.

- Proszę cię! Ja bym na tej sali wszystkich rozniosła, jeśli chodzi o cierpliwość to jest to moja słaba strona. Łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, chociaż staram się tego tak bardzo nie okazywać, to i tak często ponoszą mnie emocję - parsknęłam.

Długo nie trwało, a przyszło nasze zamówienie. Dlatego oboje zabraliśmy się do jedzenia tych pyszności.

*

- Czyli od dziecka jesteś tak zafascynowany sportem - podsumowałam jego wypowiedź, kiedy byliśmy w drodze do mojego domu.

- No tak - zaśmialiśmy się.

- Tak - stanęłam i spojrzałam na swój dom. - Bardzo ci dziękuję za umilenie wieczoru, było naprawdę miło z tobą go spędzić.

- Mam nadzieję, że jeszcze go powtórzymy.

PROBLEM |PART ONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz