Scott POV'S
Siedziałem razem z Drewem w salonie, grając w fife i jedząc popcorn, kiedy niespodziewanie drzwi otwarły się i zamknęły z głośnym hukiem.
- Ktoś tu jest nie źle wkurwiony - parsknął cicho śmiechem mój kumpel.
- Watson, to ty?! - krzyknąłem.
- Mam ochotę się najebać, co wy na to? - powiedział z zaciśniętą szczęką. - Idziecie czy nie kurwa?!
- Ogarnij mordę, co? - po schodach zszedł zaspany rudzielec.
- Dobra, kto kieruje? - wstał blondyn.
- No chyba żartujesz - oburzyłem się. - Jest środek tygodnia, mieliśmy umowę - spojrzałem wymówienie na Jacka.
- Lubię łamać zasady, powinieneś o tym kurewsko dobrze wiedzieć - napij się z gwinta butelki whisky. - Ruszasz dupę, czy będziesz cipą?
*
Jest druga nad ranem, a my dalej siedzimy w tym cholernym klubie. Miałem nas odwieźć, ale sam się schlałem po tym, jak Jack i Drew wyrwali już kolejną łaskę do pieprzenia.
Debile.
- Polej - machnął przede mną kieliszkiem Theo. - Dalej, dalej.
Ta, był w chuj schlany.
- Nie starczy ci już? - przetarłem twarz, patrząc na dziewczynę, która siada przede mną. - Co ty tu odpierdalasz Rosalie?
- Jacky mnie zaprosił - zatrzepotała rzęsami.
Nie wiem dlaczego on się dalej z nią pieprzy. Nie jest najgorsze w łóżku, ale jednak jest tak fałszywą suką, że aż mi się chcę rzygać jak na nią patrzę.
- W kiblu, albo na parkiecie gdzieś go znajdziesz - odezwałem się znudzony jej towarzystwem.
- Dzięki Scotty - zapiszczała i o mało nie przewróciła się na tych szpilach.
Scotty - zaśmiałem się w duchu. Suka jedna.
- Chyba zwymiotuje.
Zabrałem chłopaka pod pachę i wyprowadziłem na zewnątrz. Stanęliśmy pod ścianą budynku, dzięki czemu mogłem się oprzeć i odpalić papierosa.
- Dlaczego ta laska tam tak stoi? - spojrzałem w tamtą stronę co pokazywał palcem i nie mogłem nie wybuchnąć śmiechem.
- Stary, to jest słup - uderzyłem się w tył głowy, a ten jedynie jęknął z bólu.
Patrzył na mnie i nie odrywał ode mnie wzroku, co mnie zaczęło przerażać. Trochę mnie to dekoncentrowało.
- Co?
- To dziwne, że mam ochotę cię pocałować? - oblizał swoje wargi.
Miałem już coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził wypijając się w moje usta.
*
Abigail POV'S
Piątek, piąteczek, piątunio!
Nareszcie.
Rano, kiedy siedziałam w kuchni i jadłam przygotowane naleśniki przez Willa, chłopak zaczął rozmowę.
- Kto do ciebie wczoraj przyszedł? - spięłam się, ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Nikt - zerknęłam na niego na kilka sekund.
CZYTASZ
PROBLEM |PART ONE|
Teen FictionJack Watson to przystojny kapitan drużyny piłki nożnej. Lubi imprezować i zmieniać dziewczyny jak rękawiczki. Często nazywany bezuczuciowych draniem, który żyję swoim światem. Ma za sobą ciężką przeszłość o której wiedzą nieliczni. Abigail Evans to...
