Słownictwo.

2.2K 52 4
                                        

Abigail POV'S


Całą noc przewracanie się z miejsca na miejsce, to nie spanie. Nie mogłam zmrużyć oka, to wszystko przez Scotta, jak mógł do mnie zadzwonić. Ta cała sytuacja była kompletnie nie poważna, nie zrozumiała, nie potrzebna i mogła nie mieć miejsca, a jednak miała i zapadła w mojej pamięci, niestety. To było właśnie najgorsze, że nie mogłam teraz zapomnieć tego jak mnie całował i jak mnie nazwał. On jest kompletnie z innej bajki, ale chciałabym, żeby był z mojej bajki. Żeby to wyglądało inaczej, bo cholera.. Ja chyba na poważnie się w nim zakochałam. Cały czas to zaprzeczałam i nie chciałam tego przyjąć do świadomości, ale taka jest prawda. Jack Watson zawrócił mi w głowie, zajął miejsce w moim sercu i nie chce z niego wyjść, co chyba jest najgorsze. Nie mam pojęcia co powinnam zrobić, to jest takie pokręcone. Przez czas kiedy go nie widziałam, nie było problemu, żeby o nim nie myśleć, czy nawet zapomnieć, a teraz jak znowu się spotkaliśmy, wymieniliśmy tymi paroma zdaniami i zbliżyliśmy, to diametralnie się to wszystko zmieniło. Wkurza mnie jego postawa na życie i to jak traktuje innych ludzi, ale cholera, zakochałam się w tej szowinistycznej świnie. W tym pojebanym narcyzie i pierdolonym egoiście. Tak po prostu się w nim zakochałam.

- O, już wstałaś - drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a w nich pojawił się Ryan. - Coś się stało? Wczoraj tak wbiegłaś do pokoju..

- Wszystko w porządku - przerwałam mu. - Nie ma o czym mówić.

- Na pewno? - upewnił się. - Wiem, że możemy porozmawiać o wszystkim? Nie masz czego przede mną ukrywać, też byłem w tym wieku co ty.

- Jezu - zamknęłam oczy. - Nie mam chłopaka Ryan, uspokój się.

- Te słowa chciałem usłyszeć - przyznał i posłał mi lekki uśmiech. - Zostawiłem ci parę naleśników, jeśli zdążysz przed naleśnikożercem, którego zostawiłem na dole, to się jeszcze najesz.

Zaśmiałam się w niebo głosy i pokręciłam głową. Oczywiście tym maniakiem naleśników był nie kto inny jak sam Connor, który od dziecka je uwielbia i nie zbrzydzą mu się one nigdy. Jak to sam mówi.

Po tym jak mój brat wyszedł, wstałam i ubrałam się w komplet dresów. Musiałam naciągnąć rękawy, żeby nie było widać lekko fioletowych śladów po tym jak wczoraj Watson mnie trzymał. W tamtym momencie to nawet nie bolało, bo bardziej byłam skupiona na rozmowie z nim.

Od nieznany:
Trzy.

Taką wiadomość zobaczyłam na ekranie telefonu. Co to miało znaczyć i kto mi to wysłał? To nawet nie jest śmieszne, bo nie mam pojęcia co jest grane.

Tak szybko jak przeczytałam tą wiadomość, tak szybko o niej zapomniałam.

- Bb - na korytarzu wpadłam na Aidena. - Musisz to zobacyć - pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju.

- Sam to namalowałeś? - zabrałam od niego kartkę z rysunkiem i zaczęłam się mu przyglądać. Jak na siedmioletniego chłopca to naprawdę ładnie narysował ten samochodzik i ludzi obok niego.

- To jesteśmy my - pokazał na osoby. - Tato, Maltha, Coco, ja i ty - wyszczerzył się.

- Bardzo mi się podoba, przywiesimy na lodówkę, co ty na to? - spytałam.

- To dla ciebie - oznajmił. - Im też namalowałem - wskazał na parę kartek leżących na biurku.

- Dziękuję - dałam mu całusa w policzek. - A teraz idziemy zjeść śniadanko - pogoniłam go.

*

Takiego towarzystwa mi brakowało. W końcu udało nam się spotkać z Beccą, Dylem i Peterem. Siedzieliśmy właśnie u mnie w salonie i wybieraliśmy film.

PROBLEM |PART ONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz