Wybuchowa para.

2.3K 54 7
                                        

Abigail POV'S


- Wszystko masz spakowane, nie muszę po nic wracać do domu? - zapytał Ryan, który czekał ze mną na przyjazd autobusu pod szkołą.

- Tak, masz wszystko - westchnęłam znudzona. - Możesz jechać, mówię poważnie, poradzę sobie. Nie jestem dzieckiem.

- Ja tes nie jestem - odezwał się Aiden, który plątał się nad pod nogami. - Jestem duzym chłopcem!

Podniosłam malucha i poczochrałam jego gęste włosy. Dlaczego ja nie mogę mieć, aż tak gęstych?

- Ryan, dzień dobry! - koło nas znalazła się nasza nauczycielka od historii.

- Dzień dobry! Jak u pani? - wzorowy uczeń, chcący się podlizać, proszę państwa, o to Ryan.

- Wszystko w jak najlepszym porządku - uśmiechnęła się. - A co u ciebie?

Trzymając Aidika odeszłam w stronę Dylana, który rozmawiał ze Scottem. Wolałam zostawić mojego brata z nauczycielką, bo ich rozmowy zazwyczaj są tak nudne, że nie idzie wytrzymać.

- Siemka - przywitał się ze mną Price. - O! Dzień dobry kolego! Chodź do wujcia Scotta - wyciągnął ręce, a chłopczyk od razu się uśmiechnął.

- Wujcio? Od kiedy? - zdziwiłam się.

- Od kiedy raz musiałem się nim zajmować, razem z Connorem - wyjaśnił. - Polubiliśmy się.

- Jack! - mały krzyknął widząc zbliżającego się czarnowłosego, puścił Price'a i podbiegł do Watsona.

Chyba jest jedną z pierwszych osób, których imię Aiden mówi normalnie. Ani nie skraca, ani nie zmienia.

- Jak się trzymasz? - kucnął i przybił żółwia z młodym. - Trener cię w końcu pochwalił?

- Jestem bramkazem - powiedział dumnie, przez co cicho parsknęłam. To było naprawdę słodkie, ale widząc jego postawę, nie mogłam się nie zaśmiać. Podobnie jak chłopaki obok mnie. - Tlenel powiedział, ze jestem najlepsy że wsystkich!

- Pełny szacunek - oznajmił Jack. Chłopczyk usiadł na ławce obok Lyncha, który już zgłodniał i jadł kanapkę. A czarnowłosy zbliżył się do mnie i Scotta.

- Cokolwiek macie zamiar zrobić, to to przemyślcie - rzucił niespodziewanie chłopak, patrząc to na mnie to na Watsona. Zmarszczyłam jedynie brwi i czekał co jeszcze powie. - Jesteście jak takie dwie pieprzone bomby. Raz się dogadujecie i jest spokój, a później wybuchacie!

- Dzięki za porównanie do bomby - spojrzałam na niego.

- Tylko tyle z tego wyniosłaś? - przewróciłam oczami na te słowa. - Mogę się założyć, że chociaż raz usłyszę waszą kłótnie na tej wycieczce.

- Przyjmuję zakład - zdziwił się na moje słowa. - Jeśli cały wyjazd odejdzie się bez jakichkolwiek sprzeczek między nami to zabierasz na do..

- Do wesołego miasteczka! - wtrącił się Jack.

- Tak, do wesołego miasteczka - zgodziłam się. - I oddabiasz za nas zadanie domowe z matmy, przez najbliższy miesiąc.

- Dobra, ale jeśli wam się nie uda, to wy robicie za mnie zadanie i jedziecie mi pomóc na bankiecie, dzień przed sylwester, przygotowywać salę, sprzątać i w ogóle - rzekł.

- Zgoda - wymieniliśmy uścisk dłoni.

- Wsiadamy! - zawołała nas nauczycielka.

- Miłej zabawy - przytulił mnie brat. - Nie chcę zostać wujem.

PROBLEM |PART ONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz