Rozdział 4

312 21 15
                                        

Postanawiam wziąć urnę do pracy. Nawet jeśli komuś może to się wydawać dziwne, nie obchodzi mnie to. Będę miał przy sobie Tris... a raczej to, co z niej pozostało. Gdzie jest teraz jej dusza?

- Cześć! - Woła radośnie Lily.

Lily James jest najbardziej irytującą osobą na ziemi. Na moje nieszczęście jest drugą asystentką Johanny i pracuję z nią codziennie. Zawsze uważałem, że najbardziej wkurzającą frakcją jest Prawość, ale odkąd pracuję z Lily, zmieniłem zdanie. Lily to była Serdeczna, która jest książkowym przykładem mieszkańca Serdeczności. Z jej ust nigdy nie znika uśmiech, jest spokojna, nigdy się nie denerwuje, choć próbowałem to zrobić już wiele razy. W moim życiu nie ma miejsca na taką wesołość, która emanuje z tej dziewczyny, jest między nami konflikt interesów. Najgorsze jest to, że ona chyba postanowiła na siłę mnie uszczęśliwić. Pewnie uważa, że uda jej się sprawić, że zacznę się uśmiechać. Jedyne na co mam ochotę przez nią to morderstwo.

- Cześć - odpowiadam. Stawiam urnę na biurku i ściągam czarną, skórzaną kurtkę, zawieszając ją na obrotowym krześle. Siadam i odpalam komputer.

- Co to? - Pyta Lily. Podnoszę wzrok i widzę, że patrzy na urnę.

- Urna.

Dziewczyna marszczy brwi, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała. No już. Pytaj.

- Czyja?

- Myślałem, że ciekawość to jedna z cech Erudytów - zauważam, unosząc brew.

- Nie mamy już systemu frakcyjnego, poza tym pochodzę z Erudycji - szczerzy zęby.

- Naprawdę? - Udaję zdziwionego. - Myślałem, że żeby być tak irytującym trzeba się urodzić w Serdeczności.

- To co mówisz jest niemiłe, ale wybaczam ci - stwierdza wspaniałomyślnie. Zajebiście, bo chyba nie mógłbym spać w nocy gdybym tego nie usłyszał. - Więc czyja to urna?

- Mojej dziewczyny - odpowiadam w końcu, żeby dała mi spokój.

- Tris Prior? - Lily aż wstaje z wrażenia. Podchodzi do mojego biurka i sięga ręką...

- Nie dotykaj! - Wołam szybko, a ona się cofa.

- Przepraszam - robi skruszoną minę. W jej oczach nadal kryją się jednak wesołe ogniki. Zastanawiam się, czy jeśli spotkałaby ją taka sytuacja jak mnie, nadal byłaby tą samą, wiecznie zadowoloną z życia Lily. - Zrobisz jej jakiś oficjalny pogrzeb?

- Co?

- No wiesz, Tris nas uratowała. Myślę, że miasto chciałoby złożyć jej hołd. Ta urna powinna zostać umieszczona w jakimś honorowym miejscu na cmentarzu.

- Tris nie będzie jakimś eksponatem! - Wybucham. - Jest moją dziewczyną i to ja najlepiej ją znam! Na pewno nie chciałaby czegoś takiego!

- Raczej była - zauważa Lily. - Przecież nie żyje.

Wiele rzeczy powstrzymuje mnie teraz przed rzuceniem się na nią. Jest kobietą, nie mogę jej uderzyć. Jeśli byłaby mężczyzną, już ocierałaby krew z nosa.

- Serdeczna, Erudytka i jeszcze do tego Prawa.

- Przepraszam, ale staram się wyrzucić z głowy frakcje i żyć tak jakby ich nie było. Nie musimy już zachowywać się tak jak wymaga tego od nas nasza była frakcja.

- Nigdy nie wyjdzie z ciebie Serdeczność, choćbyś nie wiem jak bardzo tego chciała - warczę. - Nigdy nie przestaniesz mnie irytować.

- Wiem, ale nie przestanę się starać - wzrusza ramionami i uśmiecha się. - Myślę, że któregoś dnia znowu odnajdziesz radość z życia, tylko nawet nie chcesz spróbować. Gdzieś w tobie jest pewnie miły facet, choć próbujesz całym sobą zaprzeczyć.

- Nic o mnie nie wiesz.

- Bo nie dopuszczasz mnie bliżej siebie. Mogłabym być twoją przyjaciółką i pomóc ci przegonić smutek.

Prycham.

- Jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym się zaprzyjaźnić - odpowiadam chłodno. Lily, nawet jeśli zabolały ją moje słowa, nie daje tego po sobie poznać i wraca do pracy.

CDN.

HOW IT ENDSOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz