Tobias POV
Kiedy wsiadamy na tyły auta z innymi, czuję na sobie spojrzenie osoby z naprzeciwka. Podnoszę wzrok i mam ochotę jęknąć, kiedy zauważam Petera.
Niewielka dawka serum pamięci, którą niegdyś przyjął, nie działa już w stu procentach. Nie jest tym samym Peterem, który postępował bez jakichkolwiek skrupułów. Coś jednak z dawnego charakteru się w nim uchowało. Udawało mi się go unikać przez ostatnie dwa lata, ale mój fart właśnie się skończył.
- Cztery - Peter uśmiecha się do mnie. - Kopę lat. Nowa dziewczyna? - Patrzy na moją dłoń splecioną z dłonią Lily. - Peter - przedstawia się.
- Lily - odpowiada blondynka. - Już się poznaliśmy. W Erudycji - patrzy na niego ze zmarszczonym czołem. Widocznie musi pamiętać jaki był kiedyś i nie podoba jej się to.
- Wybacz, serum pamięci częściowo namieszało mi w głowie - wzrusza ramionami.
- Co ty tu robisz? - Pytam.
- Biorę udział w waszej małej akcji. Tyler stwierdził, że mogę wam się przydać.
Będę musiał poważnie porozmawiać z Tylerem o tym, kogo przyjmuje do naszej grupy. Mamy już za dużo zdrajców - Caleb, Peter i wiele osób z Erudycji. Nigdy nie możesz być pewnym, komu ufać. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć takie osoby.
Reszta drogi mija nam w milczeniu. Każdy jest skupiony, powtarza sobie w myślach cały plan. Jestem ciekawy, kogo uratujemy. Nawet nie wiemy, czy chodzi o kobietę, czy o mężczyznę.
Tak naprawdę, ta akcja, jest naszym pierwszym sprawdzianem. Mam nadzieję, że nam się uda, bo to podbuduje całą grupę.
Kiedy wysiadamy, wokół jest ciemno. W oddali widać światła miasta, a jeszcze dalej znajduje się Agencja. Rozdzielamy się na kilka mniejszych grup i zaczynamy biec. Chłodne powietrze smaga moją twarz, ale bieg rozgrzewa moje ciało.
Staram się oczyścić głowę z wszelkich myśli, będzie co będzie. Jesteśmy dobrze przygotowani, mamy plan. Co może się nie udać?
Wszystko.
- Nie stresuj się - słyszę Lily, która dzielnie dotrzymuje mi kroku. - Wszystko będzie dobrze.
- Nie lubię tego miejsca - odpowiadam równie cicho. - Tutaj straciłem wszystko.
Dziewczyna robi dziwną minę, a ja orientuję się, że mogło ją to zaboleć. Ale to prawda. Tris była dla mnie wszystkim. Teraz już jej nie ma...
Pierwsza grupa już wyeliminowała strażników przy wejściu i umożliwiła nam wejście do środka. Zakładamy na głowę ochronne hełmy, po czym wbiegamy do Agencji i od razu natykamy się na kolejną grupę strażników. Nie ma czasu na użycie gazu - musimy strzelać. Staram się zasłaniać Lily, chociaż wiem, że ma na sobie kuloodporny kostium. Muszę ją ochronić, to silniejsze ode mnie.
Zanim ruszamy, przygotowujemy kule z gazem usypiającym, które będziemy wypuszczać szybciej. Nie zależy nam na tym, żeby uśmiercić jak największą ilość strażników... a przynajmniej niektórym z nas.
Kiedy udaje nam się oczyścić całą drogę, w końcu docieramy do Laboratorium. Jedna grupa już wcześniej tam dotarła i teraz wszyscy przeszukujemy po kolei pomieszczenia.
- Pospieszcie się, zaraz zlecą się tutaj inni! - Krzyczy Christina, patrząc niecierpliwie na zegarek. Chciałbym jej powiedzieć, że poganianie nas wcale nie polepsza naszej sytuacji, każdy jeszcze bardziej się stresuje.
- Ała! Cholera - jęczy Lily, bo coś spadło jej na głowę. Kask zamortyzował uderzenie, ale i tak do niej podchodzę.
- Wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie będzie - jej głos jest przytłumiony, więc nawet nie mam jak rozpoznać, czy kłamie.
- Jest! - Słyszymy krzyk Tylera.
Natychmiast przestaję szukać i gromadzimy się na korytarzu.
Po chwili brunet wyprowadza bardzo wychudzoną, bladą postać, która ledwo stoi na nogach. Jej blond włosy sięgają do ramion.
Kiedy unosi lekko głowę, moje serce przestaje na moment bić. Jestem w takim szoku, że pierwszy raz w życiu mam wrażenie, że zaraz padnę.
- Tobias... - mówi dziewczyna cichym, słabym głosem.
- Ale jaja - odzywa się Peter. - Tris!
CDN.
CZYTASZ
HOW IT ENDS
FanfictionOpowiadanie jest kontynuacją serii „Niezgodna" napisanej przez Veronicę Roth. ~~~ Mijają dwa lata od śmierci Tris. Tobias wciąż nie jest w stanie się z tym pogodzić. Co noc dręczą go koszmary, nie jest w stanie ułożyć sobie życia na nowo, choć pró...
