Pił sok pomarańczowy, siedząc przy podłużnym stole w wynajętej na ten wieczór restauracji. Wokół znajdowały się osoby z jego klasy, a przy kolejnych stołach ludzie z równoległych klas. Mała grupka stała z boku i robiła sobie pamiątkowe zdjęcia, ktoś właśnie wylał na siebie wodę, a jakiś chłopak pod stołem przelewał sobie do szklanki podejrzanej cieczy z piersiówki. Był niemały szum, w tle grała muzyka i rzeczywiście znaleźli się nieszczęśnicy, którzy uznali, że sobie podygotają jak kury przed ubojem na środku parkietu. Jego bliżsi znajomi siedzieli przy innych stołach, a ci z klasy już byli zajęci rozmowami.
„Impreza" zaczęła się w sumie niedawno, więc pewnie za niedługo już nie będzie żadnych podziałów na klasy i pierwsze osoby się przełamią i usiądą obok swoich znajomych.
Widział jak Ola rozmawiała z tą Sonią, którą kojarzył z Halloween. Jego dziewczyna wyglądała bardzo ładnie, zresztą jak zwykle. Pokręcone włosy opadające na ramiona dodawały jej lekkości. Na siebie założyła sukienkę na grubych ramiączkach trochę za kolana w srebrnym kolorze. Na stopy wciągnęła ciemnoszare buty na obcasie, a Olka od razu rozbolały jego własne, gdy zobaczył wcześniej dziewczynę. Uśmiechnął się do niej, kiedy złapali kontakt wzrokowy i pomachał lekko nad stołem. Tracz chyba musiała uznać to za zaproszenie, bo odsunęła z piskiem krzesło – co usłyszała chyba każda biedna para uszu – i rzucając coś szybko do koleżanek, ruszyła w jego stronę.
– To, co robisz jest chujowe – zaskoczył go nagle Tomek siedzący naprzeciwko niego. Obrócił się przez ramie i skinął głową na Olkę.
– Co tam, chłopcy? – zaświergotała szatynka, siadając po prawej Pestki na wolnym miejscu.
Olek nie odpowiedział, tylko patrzył się na Tomka, próbując rozgryźć, co miał na myśli. Nie zadawali się nawet jakoś specjalnie blisko, ot kolega z klasy, który czasem dał spisać zadanie domowe. Nagle, totalnie znikąd rzucił takim jednym nic nieznaczącym zdaniem. Brunet nie miał nawet szans dopytać, o co mu konkretnie mogło mu chodzić, bo Ola zasypała go pytaniami, więc oderwał niespokojne spojrzenie od twarzy Tomka, z której trudno było mu coś wyczytać.
– Idziemy tańczyć jak puszczą coś wolnego? – zaproponowała Tracz z uśmiechem. Usta pomalowane miała czerwoną pomadką i nikt nie mógł zaprzeczyć, że nie zwracały uwagi.
– Jasne.
Tyle, że to chyba nie był ich wieczór, bo minęło kolejne pół godziny, a żadnego wolnego utworu jak nie było, tak nie było. Ola najpierw pomarudziła, ale zaraz koleżanka wciągnęła ją w rozmowę. Pestka jadł chyba dziesiąte winogrono ustawione na ustrojonym – zresztą jak cała sala, na której się znajdowali – stole. Najwięcej było tam ciast i różnych przekąsek. On jednak uwziął się na owoce.
Wokół nich nie było już prawie nikogo, bo większość albo się porozsiadała, albo tańczyła, albo piła po kryjomu przed nauczycielami. Podobno już czyichś rodziców wzywali do chłopaka, który znacznie przeholował z alkoholem, teoretycznie nie wiadomo było jak go wprowadził.
Jakby to była jakakolwiek filozofia.
Olek w sumie sam siebie zanudzał, bo niezbyt wiedział, co robić. Mógłby iść potańczyć, ale samemu było idiotycznie, a podbijać do znajomych to zwyczajnie za trudno. Zuzia jednak tego problemu nie miała, bo podrygiwała w rytm jakiegoś popularnego utworu disco polo. Najpierw widział jak tańczyła z koleżankami, później trochę w większej grupie, a następnie z Tomkiem i jego znajomymi.
Chociaż ona się świetnie bawiła.
Musiał skorzystać z toalety, a widząc, że Ola nie zwraca w tym momencie i tak na niego uwagi postanowił po prostu bez słowa informacji wstać. Tak też zrobił, a wtedy dziewczyna jednak niespodziewanie zareagowała. Oderwała się od Soni, która zajęła się telefonem, i obróciła do niego.
CZYTASZ
Sąsiedzi
Short StoryW jednym bloku mieszkać może zaskakująco wiele różnych osobowości. Na parterze gówniarz grający na flecie po ciszy nocnej, pod piątką dziwna para studencików hodujących podejrzane rośliny, a na samej górze zagorzały chrześcijanin i jego kundel. Wśr...
