Tak, obiecuję, to już ostatnia część rozdziału 22 XD
Ponownie w ciągu pół godziny usłyszał nachalne pukanie w drzwi, które zamknął. Najchętniej udusiłby osobę po drugiej stronie, ale na to chyba nie mógł sobie pozwolić, jeśli nie chciał siedzieć dwudziestu pięciu lat w więzieniu za morderstwo w afekcie. To akurat było pewne, że jeśli Maciek Tracz za coś miałby skończyć w pace, to właśnie za zabójstwo z zimną krwią spowodowane pukaniem w drzwi łazienki.
Odsunął się trochę od Olka i wywrócił oczami, tak że nie wiele brakowało, by zobaczył swój mózg.
– Sikaj, kurwa, do doniczki! – wrzasnął w stronę drzwi.
Osoba coś po drugiej stronie odkrzyknęła, ale Maciek usłyszał tylko mamrotanie. Pukanie jednak ustało, co przyjął z dużym zadowoleniem. Prawie że się uśmiechnął. Przygryzł policzek i wolno obrócił głowę do Olka, którego przypierał trochę mało delikatnie do ściany. Brunet był od niego niższy tylko parę centymetrów, więc mogli raczej swobodnie patrzeć w swoje oczy.
Te Pestki przez cały czas, od kiedy znaleźli się razem w tej łazience, były lekko rozbiegane i niepewne. Poniekąd Maciek go rozumiał. Miał ochotę sam siebie wypatroszyć, spalić swoje wnętrzności, a pozostały z nich popiół wsypać babci do doniczki. Cholera, wszystko zaczynał robić wbrew sobie. Najpierw przyszedł na Witkołajki – Boże, co za kretyńska nazwa – chociaż nie chciał się tam znaleźć za żadne skarby, to jeszcze powtórzyła się sytuacja z wakacji.
Kurwa, Witek i jego imprezy źle na Maćka działały. To już chyba było coś w rodzaju fatum nad nim wiszącym.
Na tej w sierpniu robił dokładnie to samo z Olkiem. Tylko sceneria się zmieniła i nie był pewny, czy na lepsze, bo cholera, siedzieli w łazience. Niedaleko od nich stał kibel, a metr w prawo ta cudowna wanna – w której swoją drogą nie miał pojęcia, jak się znalazł – i nie miało to znaczenia, że było to przestronne pomieszczenie.
To wciąż była zwykła łazienka, w której całował się z byłym przyjaciel.
Może zostanie aktorem, bo czuł się jakby grał w jakimś dramacie. Z gejowskim romansem na czele.
Wypuścił spomiędzy zębów swój policzek, bo miał wrażenie, że jeszcze pół milimetra i poszłaby krew, a raczej nie chciałby przekazywać jej Olkowi.
Chwilę patrzyli na siebie bez słowa, a później Maciek z sekundowym zawahaniem znowu przysunął swoje usta do tych olkowych. Dłonie w dalszym ciągu przekładał przede wszystkim między jego policzkami a szyją.
To było idiotyczne jak tylko mogło, ale kiedy Pestka pocałował go w złości, jakoś wszystko po prostu do niego wróciło. Nie miał takiego samozaparcia, by go odepchnąć, bo cholera mimo że minęło kilka miesięcy, to nie tak łatwo było pozbyć się kilkuletniego uczucia. Później jednak przecież Olek się odsunął, a to Maciek znowu złączył ich usta. I nie był pewny, kogo zaskoczył bardziej – siebie czy Pestkę.
W sumie tamten mógł się już tego spodziewać, bo dobrze wiedział po sierpniowym wieczorze, że Tracz miał drobny problem z trzymaniem ust i rąk przy sobie w towarzystwie Aleksandra.
Co nie zmieniało faktu, że prócz zagubienia w oczach, brunet nijak nie protestował, tylko muskał usta Maćka za każdym razem, kiedy jego robiły to samo. Różowy nie narzekał, przynajmniej na razie, gdy skupiony był na jednej, bardzo przyjemnej czynności.
Pestka przeczesał palcami jaskrawe włosy siedemnastolatka, dziwacznie długo macając ich strukturę palcami.
Nie byli roślinami, nie fotosyntetyzowali, więc kiedyś musieli wziąć oddech, by pobrać ten życiodajny tlen. Z obustronnym oporem Olek w końcu oderwał się od maćkowych ust. Oparł tył głowy o ścianę za nim i zmrużył oczy, ciągle obserwując wyższego.
CZYTASZ
Sąsiedzi
Historia CortaW jednym bloku mieszkać może zaskakująco wiele różnych osobowości. Na parterze gówniarz grający na flecie po ciszy nocnej, pod piątką dziwna para studencików hodujących podejrzane rośliny, a na samej górze zagorzały chrześcijanin i jego kundel. Wśr...
