9. O słodki Jezu!

483 10 2
                                        

- I jak? Gotowa na komedię? – pytałam Naomi, gdy w czwartek wychodziłyśmy z klasy po ostatniej lekcji.

- Żartujesz sobie?! Za nic bym tego nie przepuściła. Doskonała okazja, żeby odgryźć się Liamowi za to, jak wrzucił mnie do basenu. Bezcenne!

- I te nagie spocone umięśnione ciała bez koszulek.

- Dobra, dobra to który ma ściągnąć koszulkę?

- Wszyscy!.. No prawie.

Nie spodziewałam się, że w ciągu dwóch tygodni, tak bardzo zaprzyjaźnię się z Naomi. Chciałabym nazwać ją już moją przyjaciółką, ale nie mogę do póki nie pozna całej prawdy. Dopóki nie pozna mnie całej. Chce jej powiedzieć, jednak nie wiem jaki będzie odpowiedni moment. Pewnie nie będzie takiego. Boje się, że mnie nie zaakceptuje, nie chcę też mieć przed nią tajemnic. Zrobię to jednak dopiero wtedy, kiedy sama będę na to gotowa. Teraz cieszę się, że jest obok i chcę się tym nacieszyć, że mam kogoś takiego jak ona. Wchodziłyśmy na boisko. Dzisiaj był trening z którego nauczyciel wyłaniał chłopaków do szkolnej drużyny piłki nożnej.

- Gdzie siadamy?

- Jak najbliżej!

Kilka chłopaków wyszło już na boisko się rozgrzać. Nie znałam żadnego z nich. Dopiero po kilkunastu minutach pokazał się Matt i Chris. Najwidoczniej Liam jeszcze się gramolił. I on chciał być kapitanem? Słabo to widzę.

- O! Idzie i nasza gwiazda. - Powiedziałam do Naomi

- Co tam Liam, patrz kto idzie obok.

Faktycznie dopiero teraz się zorientowałam, kim był towarzysz Liama. Miles był tego samego wzrostu co mój kuzyn i brat. Wszyscy mieli około metr osiemdziesiąt. To dodawało im pewności siebie i swego uroku. Chłopaki zaczęli się rozgrzewać w czwórkę. Ja nie umiałam oderwać wzroku od jednego z nich. Doskonale wiecie którego. Zaczęli już grać i wykonywać polecenia trenera. Jego ruchy były przemyślane i dopracowane. Był tak samo dobry jak Liam, Chris i Matt. W czwórkę stanowili idealny zespół. Myślałam, że nikt nie dopasuje się do Liama i Chrisa razem wziętych, ale oni się rozumieli. Byli naprawdę dobrzy. Wiem zawsze się z nich śmieje, ale to dlatego, że lubię ich wkurzać. Co ja gadam. Ja kocham ich wkurzać, a mój kuzyn jest na to najbardziej podatny. Gdybym miała więcej kuzynów, to pewnie i tak Liam wygrał by zawody na najlepszego. No i może im też trochę zazdroszczę tego, że są tak dobrzy, tak tylko odrobinkę. Zawsze będę im kibicować i ich denerwować. Mój brat był całkowicie skupiony na piłce i wskazówkach nauczyciela. To normalne, zawsze tak jest jak gra. To go pochlania. On kocha piłkę, piłka kocha go. Jest w tym świetny. Liam jest pewny siebie i tego co umie. Wie jaki jest dobry i na ile go stać. Jak wie, że czegoś nie da rady zrobić, to daje szanse innym. Matt to wariat. Bawi się piłką i gra jest dla niego zabawą, w którą potrafi się bawić. Milesa jeszcze nigdy nie widziałam. Mam okazje obejrzeć po raz pierwszy jak gra. Nie wiem czemu nie przychodził pograć z nami na boisko. Moja uwaga skupia się całkowicie na nim. Nie wiem czy bardziej chcę obserwować go, czy jego umiejętności. A widać, że wie co robi. Jest jak połączenie tej trójki. W mniejszych dawkach i dodatkiem czegoś swojego. Skupia się na grze jak Chris. Wie na ile go stać, tak jak Liam. Dostarcza mu to mnóstwa frajdy i zabawy, jak Mattowi. Wszystko jest przemyślane i wykonywane do perfekcji. Jest świetny. Tak w ogóle. Jego uśmiech, kiedy gra. O słodki Jezu i wszyscy święci. Pół twarzy pokrywa uśmiech. Pojawiają się zmarszczki w kącikach, a na policzkach dwa dołeczki. Oczy mu się śmieją i nawet, jakby chciał ukryć tą radość, to nie ma na to najmniejszej szansy. Te oczy nie potrafiłyby tego ukryć. I w tej chwili pada gol w drużynie chłopaków. W czwórkę rozegrali świetną akcję. I niech mnie ktoś uszczypnie, bo ten cudowny chłopak, właśnie na mnie spojrzał tym swoim uśmiechem. No chyba, że to znowu obsesja. I jak tak dalej myślę, to chyba jednak obsesja. Za mną siedzi kilkanaście dziewczyn, więc czemu akurat dla mnie skierował by ten uśmiech, skoro nawet nie rozmawialiśmy. Ale chce myśleć, że to było dla mnie. Więc walcie się. Te kilka sekund sprawiło, że chcę się z nim ożenić. Tak. Jeśli teraz, by podszedł z tym uśmiechem do jakiejś dziewczyny na przykład do mnie, powiedziałam bym „tak", jak zahipnotyzowana. Potem było jeszcze kilka dobrych akcji. Wiedziałam, że całą czwórką mają miejsce gwarantowane w drużynie. Nie było nikogo lepszego, kto by tak grał, jak oni razem. Miles kilka razy spoglądał w naszą stronę. Za każdym razem trwało to nie więcej jak trzy sekundy, ale widziałam to. Nie wiem o co temu chłopakowi chodzi, ale z tymi oczami, niech się patrzy ile chce. Ja też się chcę patrzeć, wiec będziemy kwita. Po meczu od razu poszli pod prysznic. Czekałyśmy z Naomi, aż przyjdą i będziemy mogli wracać do domu. Byłam już bardzo głodna.

- I jak nam poszło siostra?

- No nie powiem Chris. Byłeś świetny. Jestem z ciebie dumna. Wszyscy zagraliście dobrze. Może poza Liamem. On jak zwykle dał ciała.

- Zdecydowanie się z tobą zgadzam Mia. Stać go na więcej. – Dorzuciła Naomi

- Nie możecie chociaż raz być dla mnie miłe? Czy coś?

- Ahh.. Liam my po prostu okazujemy Ci nasz zachwyt w wyjątkowy sposób. – odpowiedziałam. Później zadzwonił telefon Milesa. Oddalił się trochę żeby go odebrać i nie słyszałam o czym mówi. Widziałam, że jego twarz już nie była tak radosna, jak podczas gry. Przybrała swój codzienny wyraz.

- Dobra. Koniec tych waszych słodkości. Strasznie zgłodniałem. Pizza czy Mc? Trzeba jakoś uczcić ten mecz. – uwielbiam tego chłopaka. Normalnie czyta mi w myślach. No chyba, że usłyszał mój ryk godowy wieloryba w żołądku.

- Matt złotko, czytasz mi w myślach.

- Są kupony? – pytał Liam

- Nie ma. – Powiedziała Naomi pokazując aplikację

- W takim razie pizza.- Zadecydował ostatecznie Matt – Miles, dołączysz się? Właśnie ustaliliśmy, że jedziemy na pizzę.

- Chętnie bym wyskoczył, ale obowiązki wzywają. Może innym razem? Jakoś wam to wynagrodzę. – wypowiadając ostatnie zdanie spoglądał na mnie. Nie mam pojęcia, co chciał przez to powiedzieć. Miał na myśli coś więcej? To zdanie z drugim dnem, tylko jeszcze nie wiem jakim.

Pojechaliśmy do pizzerii w centrum miasta. Zajęliśmy miejsca w małej loży. Zapowiadało się smacznie. Lubię pizzę z specjalnie wymurowanego pieca. Tam taki dostrzegłam.

- Okej, to jakie zamawiamy? – pytał Matt

- Ja kurczak i kukurydza. – wyrwała Naomi

- Ja też kurczak.

- Dobra dla dziewczyn kurczak. Chris?

- Ja, szynka, pieczarki.

- Może być też z salami?

- Pewnie.

- To ja też tą chcę. Liam. A nawet nie mów, wiem. Masz dziwne smaki.

- No co? Szynka, salami, pieczarki, kabanosy, wszystkie rodzaje sera, cebula, kukurydza, brokuła, oliwki, pomidor, kurczak, bekon i zbędna sałata. To najlepsze co mnie w życiu spotkało.

- Fuj. – na samą myśl tej mieszanki robiło się nie miło i nie wiem, czy chciałam ją widzieć.

- Ty po prostu nie wiesz co dobre. Idę zamówić będzie szybciej.

Pizza Liama na szczęście nie wyglądała tak źle, jak myślałam. Sałata przykryła pozostałe dodatki. Kiedy wychodziliśmy z pizzerii zebrało się na deszcz. Szybko biegliśmy do samochodu. Gdy czekałam, aż Liam odjedzie żebym mogła wsiąść, rozejrzałam się wokół. Po drugiej stronie ulicy był szpital. Właściwie, to prywatna klinika, czy coś w tym stylu. W ostatniej chwili zauważyłam, że po schodach wbiegał Miles. Wchodząc do środka odwrócił się i chyba mnie zauważył, ale w ogóle nie zareagował. Po prostu wszedł do środka. Byłam strasznie ciekawa, co on tam robił. Wszystkim powiedział, że ma ważne sprawy do załatwienia. Po co szedł do tego szpitala? Był tam ktoś bliski? Czarna mamba miała wiele swoich tajemnic, a ja chciałam je coraz bardziej poznać.

🖤
Jaki ten Miles tajemniczy 🙈
Jaką pizzę lubicie?🍕
Kusiki 😘

CzekoladkaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz